Moje codzienne zycia kawalki...
sobota, 12 stycznia 2013
Niesamowite!

Po 18-stu latach odzyskałam część pieniędzy od pewnego dłużnika. Zapłacił sam z siebie: sam się skontaktował, sam zaproponował ile (aż się zdziwiłam) i sam zapłacił jak obiecał! Świat się kończy! Albo A. wybiera się na tamten świat...

00:31, mjones2233 , Prywatne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 maja 2011
Boguś

Wczoraj około godziny 16:30-ści, wróciwszy z przejażdżki i dorocznej wizyty u Pana D. (połączonej z przechadzką po ogrodzie i wcześniejszym lunch'u w C.Magna) wróciliśmy z MMZ'tem do domu. Mały poszedł oglądać TV, a ja zadzwoniłam do MM. Rozmawiałyśmy dość długo: ja o swoich problemach, MM troche o ogródku, o zdrowiu, a potem kilka słów o każdym z bliższej i dalszej rodziny: normalna rozmowa, gdy od rodziny dzieli ponad 1000 mil, a chce się pozostać w jako-takim kontakcie. W pewnym momencie rozmowa zeszła na BBM: MM opowiadała jak to wszystko się dobrze Im układa, że ostatnio spędzają czas na nowo zakupionej ziemi, a B. jeździ motorem. Ponieważ z MMZ'tem zawsze o motorach mówimy między sobą "coffins on wheels" automatycznie pojawiła mi się myśl: "żeby tylko się na tym motorze nie zabił!" - ale w ostatniej chwili powstrzymałam się przed jej wypowiedzeniem, bo po co wywoływać wilka z lasu? Jakże nieświadoma byłam, że ta myśl to jakby po fakcie: mój Brat był pewnie mniej więcej w tym czasie transportowany śmigłowcem do szpitala - właśnie po wypadku na motorze...

Minęło trochę czasu: MMZ poleciał grać w piłkę z kolegą, ja odpoczywałam i psychicznie przygotowywałam się do powrotu do pracy... Nagle zadzwonił telefon: byłam w innym pokoju i udało mi się go odebrać w ostatniej chwili. Dzwoniła MM. Z drżeniem w glosie przywołała naszą wcześniejszą rozmowę mówiąc, że rozmawiałyśmy dopiero co o B., a B. nie żyje. Ze miał wypadek na motorze. Zaniemówiłam, bo co można powiedzieć w takiej chwili, gdy dowiadujesz się, ze ktoś bliski nagle odszedł?

MM niewiele wiedziała jeśli chodzi o szczegóły; zresztą była zbyt wstrząśnięta, by dalej rozmawiać. W tym czasie MT wyjeżdzał odebrać Dziecko B. od sąsiadki, gdyż Mama Dziecka pojechała do szpitala i w związku ze śmiercią Męża nie była w stanie tak od razu wrócić. Poczułam się całkowicie bezsilna. Tu taka rodzinna tragedia, to znów MM sama z takimi wieściami... Ale co można zrobić z oddali?

Gdy odłożyłam słuchawkę moje myśli zaczęły wokół tej tak strasznie doświadczonej Rodzinki: co z Nimi będzie, jak to wszystko przeżyją... i oczywiście powracałam też myślami do samego B. Jak to możliwe, że zginął tragicznie? Przypomniał mi się Jego Ojciec, który też zginął swego czasu w wypadku... Chyba tak już jest, że gdy odchodzi Człowiek, zostają nam wspomnienia. Wywołane nagle z zakamarków przeszłości pojawiały się a to w strzępkach, to znów jako kawałki odtwarzanego filmu:

Moje pierwsze wspomnienia związane z B. to dość częste nasze odwiedziny w U., gdzie mieszkało sporo naszej Rodziny - B. również. Ponieważ miał o rok bodajże młodszego brata ciotecznego, a ja od nich obydwu byłam tylko o kilka lat młodsza, to często bywało tak, że leciałam za nimi na dwór bawić się. Czasem pozwalali mi na dołączanie do ich zabaw, ich kolegów, choć - faktycznie - nie działo się to aż tak często. Zwykle chyba jednak naprzykrzałam się im. Zresztą te wspomnienia są raczej takie wyrywkowe. Jaśniej pamiętam szczególnie jedną wizytę B. u nas - przyjeżdzał i On do nas w czasie wakacji, etc. Chodziliśmy wówczas nad Narew. Podczas tego konkretnego pobytu B. usnął na plaży, a potem okazało się, że ma wysoką temperaturę. Inne wspomnienie to już wiele lat później, gdy odwiedził nas na Hamburku. Było to zanim poznał B. Pamiętam, że przyszedł do mnie do pokoju i tak nam się fajnie gadało, taki był przy tym przystojny, że ja - panna prawie na wydaniu - zaczęłam w myślach liczyć czy nasze pokrewieństwo dałoby się jakoś ominąć jako przeszkodę do małżeństwa... ;)

Kolejne spotkanie to było w Warszawie, gdy przepisywałam książeczkę mieszkaniową na Niego. Ja już od lat za granicą, a On akurat chciał kupić mieszkanie. Pieniądze oddał bardzo honorowo - w umówionym czasie, etc. Gdy trochę narzekał na zdrowie - cały czas kibicowałam poprawie samopoczucia - choć z daleka. Potem kilkakrotnie odwiedzałam Ich w ich pierwszym, a potem kolejnym mieszkaniu. Czasem Oni wpadali do MRs i wówczas serdecznie się witaliśmy i łapaliśmy te krótkie chwile by opowiedzieć o tym co się u nas akurat dzieje. B. pozostanie w mojej pamięci jako uśmiechnięty i miły chłopak. Trochę taki bujający w obłokach, czasem - sama nie wiem dlaczego - przypominający Małego Księcia (nawet jedyne zdjęcie z ostatnich lat jakie mam to to, które umieścił w Internecie i jest tam owinięty szalem...).

Oj, Boguś, Boguś. Do zobaczenia po Tamtej Stronie... Odpoczywaj w Pokoju. [*]

00:20, mjones2233 , Prywatne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2011
Wielkanoc

I oto już Wielkanoc! Znów nadeszła niespodziewanie choć przecież "spodziewana": czas upływa tak szybko, że oczekiwane wydarzenia zdają się zaskakiwać, bo nadchodzą zbyt szybko, gdy jeszcze nie jestem gotowa... mam nadzieję, że nie będzie tak samo ze śmiercią...

Tegoroczna Wielkanoc jest całkiem inna od poprzednich. Na zewnątrz gorąco jak latem, wszystko kwitnie, pachnie, śpiewa. Nowe mieszkanie, więc choć już i robi się coraz bardziej domowo to jeszcze przecież nie całkiem rozpakowani jesteśmy i pudeł czy toreb wokół wciąz zbyt dużo - o wiele więcej niżbym sobie życzyła... Jest też jeszcze inny powód dla którego ta Wielkanoc jest inna. Otóż z przyczyn ode mnie całkowicie niezależnych czekać muszę kolejny raz na wypłatę. To powoduje, że nie znając jak długo taka sytuacja będzie trwać próbuję sobie poukładać w myślach jak "rozgrywać" nadchodzący miesiąc. Staram się nie martwić na zapas, ale gdzieś w głębi jest jednak niepewność co do tego czy te pieniądze wogóle się zjawią, a jeśli tak, to kiedy. W pewnym sensie daje mi to szansę na pokazanie sobie samej na ile ufam Bogu: bo przecież On wie, co i jak jest. I na szczęście przez większą część czasu udaje mi się nie martwić, a nawet z ciekawością wyglądać w przyszłość, bo przecież nic nie dzieje się bez powodu. :) Są jednak i momenty, gdy robi się trudniej tak po ludzku, bo np. nie wszyscy chcą zrozumieć, że to nie moje widzi-mi-się, że muszę uważać na kasę, a co za tym idzie nie uda mi się np. odwiedzić mojego Chrześniaka. Nie odwiedzę również Chrześniaków w Polsce, ale tu już łatwiej wytłumaczyć, bo co innego godzina drogi samochodem, a co innego wypad za granicę...

Dzisiaj pierwszy raz od lat nie byliśmy na najbardziej chyba Uroczystej w roku liturgicznym Mszy. Bardzo szkoda, ale niestety, nie udało się. Do kościoła pójdziemy jutro rano. Widać tak musiało być...

Byliśmy za to wcześniej na wspaniałym spacerze: znaną nam już drogą pod górkę, a potem wśród pól wąziutką ścieżynką dookoła ąż poza granice naszej miejscowości. Bardzo cenne to chwile spędzone z moim dorastającym Synem. Cieszę się nimi, bo pewnie już niedługo nie będzie chciał w moim towarzystwie tak chętnie przebywać, rozmawiać tak otwarcie... Potem przyjdzie czekać aż dojrzeje, dorośnie na tyle, by brać na spacery matkę-staruszkę (o ile te chwile w ogóle nadejdą)...

Cóż jeszcze: dodam, że moje Dziecko samo z siebie pomyło wszystkie okna (właściwie była to poprawka do wczorajszego mycia, bo dopatrzył się, że przegapił niektóre miejsca). SAM Z SIEBIE! :)

OK, kończyć będę już ten wpis, bo pora późna, a i Boo domaga się czasu dla siebie...

Zamykając ten wpis podzielić się chcę życzeniami, które dostałam dziś od mojego byłego Chłopaka (teraz Męża już i Ojca):

"Pogody, słońca, radości, w niedzielę dużo gości, w poniedziałek dużo wody - to dla zdrowia i urody. Dużo jajek kolorowych, świąt wesołych oraz zdrowych!
Życzę Tobie, jak i całej Twojej Rodzince wielu Łask Bożych z okazji Świąt Wielkanocnych"

Tak więc moja Rodzinko - zgadujcie od Kogo to? ;)

00:04, mjones2233 , Prywatne
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 listopada 2010
Depresja

Po piątkowym spotkaniu z PS. jechałam właśnie na drugi koniec miasta, by odwieźć do recycling centre kartony i papiery, których uzbierało mi się tyle, że zapełniony był cały bagażnik. Po drodze postanowiłam jednak dobrać trochę paliwa, bo jak wiadomo: zima idzie... Nasze miasto położone jest na wzgórzach, co sprawia, że gdy na miejskich drogach pojawia się lód czy śnieg jazda przestaje być przyjemnością, a zaczyna być ryzykiem. Wiadomo: opon tutaj na zimowe się nie wymienia, a do tego brak doświadczenia u kierowców (jeśli chodzi o jazdę w warunkach zimowych) w połączeniu z faktem, że drogi są kręte, wąskie, a po obu ich stronach wzdłuż krawężników parkują samochody, to otrzyma się obraz niezbyt zachęcający do samochodowych wycieczek...
Toteż jak już pisałam podjechałam na stacje benzynową. Kolejka była raczej taka dłuższa, ale dość sprawnie posuwała się do przodu. Czas czekania wykorzystywałam na słuchanie audycji w BBC Radio 2; akurat Jeremy Vine zapowiadał nowy temat: depresja - choroba osób silnych... Zanim dojechałam do pompy miałam łzy w oczach, po czym po chwili rozkleiłam się zupełnie i nie mogłam opanować lecących ciurkiem łez. Trochę mi było głupio, bo wokół kręciło się sporo osób, ale miałam nadzieję, że pomyślą, iż to z powodu zimna...

Zanim dojechałam do recycling centre audycja była już w połowie debaty, a ja musiałam zatrzymać samochód, by ponownie dobrze się wypłakać. Rozmowa była prowadzona wokół książki pod tytułem: "Depressive Illness: The Curse of the Strong" napisanej przez gościa programu: Dr Tim'a Cantopher'a.

Tutaj: http://www.bbc.co.uk/iplayer/console/b00w04sw/Jeremy_Vine_26_11_2010
jest zapis owej audycji; zaczyna się mniej wiecej w połowie całego programu, czyli ok. 1:09:00, i trwa do ok. 1:45:00). Słuchałam wniosków autora owej książki i miałam wrażenie, że mówi o mnie. Wszystko się zgadzało, i mimo, że jestem instruktorem Mental Health First Aid to do tej pory nigdzie nie słyszałam tak dobrego wytłumaczenia depresji. Miało to dla mnie nie tylko znaczenie na szczeblu profesjonalnym, ale głownie na szczeblu prywatnym - nagle wszystko stało się jasne (no, jaśniejsze przynajmniej). Również pomysły tego lekarza na to, jak sobie poradzić z wychodzeniem z choroby też mi się podobały. I tylko w obecnej sytuacji nie bardzo wiem jak to wszystko wprowadzić w życie: jestem w "Catch22 situation". Ale przynajmniej wiem, co muszę zmienić. :) Muszę tylko teraz poczuć się lepiej na tyle, by móc przemyśleć moje życie na spokojnie... Oj, dużo się będzie musiało zmienić, ale myślę, że warto. :)
Dla zainteresowanych informacjami co do depresji (trochę o symptomach, powodach oraz jak sobie czy innym pomóc można znaleźć rónież tutaj: 
http://www.familyhealthguide.co.uk/depressive-illness-the-curse-of-the-strong.html
Niestety oba linki są w języku angielskim, ale na to już nic nie poradzę....

20:27, mjones2233 , Prywatne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 listopada 2010
Urodzinowo

MSH urodziła wczoraj w nocy (tj. nad ranem 14-go) Tusię. Mamie i Córce życzymy dużo zdrowia. Tacie i Zośce gratulujemy! Myślami jesteśmy z Wami.

23:18, mjones2233 , Prywatne
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 listopada 2010
Nocne czuwanie

Siostrzyczko! Myślami jestem z Wami! :*

00:12, mjones2233 , Prywatne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>