Moje codzienne zycia kawalki...
poniedziałek, 23 lutego 2015
Zimowe ku pamięci

Dzisiaj (09/02) był przepiękny dzień, a ja byłam w Blandford. Ale po kolei: rano była gęsta i długo utrzymująca się mgła. Na jedenastą byłam umówiona w V. Hse i tam dość długo mi się zeszło. Potem udałam się w drogę do Blandford. To już pewnie grubo ponad rok odkąd byłam tam przez pracę. Dzisiaj zaczęłam od wschodniej strony...

Natomiast dzisiaj (23/02) powróciłam na blox'a dokończyć notatkę i pojęcia nie mam co poprzednio chciałam napisać... LOL

Tak więc ku pamięci nie będzie...

czwartek, 22 stycznia 2015
Jaki ten świat mały...

Kolejny dzień przeleciał i odleciał w siną dal. Rankiem był bardzo ładny wschód słońca. MMZ poszedł do szkoły, a ja zmywałam w kuchni naczynia i oglądałam odwiedzających mnie skrzydlatych gości. Ptaszki przylatują chętnie i wymieniają się co chwila czekając (nie)cierpliwie na płocie. Wróbelki, sikorki, szpaki, jeden bardzo odważny dzięcioł w czerwonej czapeczce, gołebie leśne i kosy, strzyżyki, rudziki... Pojawia się także płochacz pokrzywnica, czasami (choć ostatnio nie widziałam) szczygieł oraz zięba. Bywają gawrony, kawki, kruki i wrony. Toteż zmywanie upływa miło i ciekawie przy dzwiękach ptasiej muzyki.

Potem czas był iść do pracy. W ciągu godziny zrobiłam połowę całodziennej roboty, ale za to druga połowa zabrałam mi kolejnych sześć godzin. Było może mało rozrywkowo dzisiaj, lecz jedna wizyta utknęła mi w pamięci: musiałam odwiedzić samotny dom położony na skraju zbocza. Dojazd nie był zbyt łatwy, bo najpierw barierą okazała się brama, którą trzeba było zamknąć za swoim pojazdem z uwagi na bliskość farmy. Potem przejażdżka w kierunku wystającego znad doliny dachu i oczom moim ukazał się dość ładny budynek. Byłam mile zdziwiona, a jak jeszcze zobaczyłam, że właścicielka jest w domu, a okolica naprawdę piękna, to od razu przestałam boczyć się na utrudnienia i stratę czasu związaną z dojazdem. Spodziewałam się mówić po polsku, bo nazwisko znajome, ale okazało się, że pani mówi bardzo płynnym angielskim, a że w chwili otwarcia drzwi rozmawiała przez telefon, to zostałam przy angielskim. Załatwiłam sprawę bezboleśnie i nawet wesoło było, bo moja rozmówczyni powiedziała, że widząc mój mundur podziewała się... ataku! LOL Nie bardzo wiem, dlaczego miałabym z kałasznikowem biegać, ani dlaczego myślała, że jestem z KGB... (podejrzewam całkiem serio, że żartowała), ale pośmiałyśmy się obie i po chwili byłam w drodze powrotnej. Ciągle rozweselona dopiero dojeżdżając do bramy uświadomiłam sobie, skąd znam to nazwisko i jakie między nami jest powiązanie: otóż jakiś czas temu uratowałam sporą część starych, polskich książek. W książkach tych było polskie nazwisko, a że interesuję się historią i genealogią, to bez trudu ustaliłam do kogo książki należały. I tak historia koło zatoczyła dzisiaj: bezwiednie odwiedziłam potomków byłego właściciela ksiązek, które są teraz w moim posiadaniu...

O czym tu pisać?

Tyle rzeczy codziennie się wydarza, tyle dni mnie tutaj nie było... trudno zacząć! I pomyśleć, że swego czasu pisywałam codziennie...

MMZ rośnie jak na przysłowiowych drożdżach. Ma już chyba 193cm wzrostu! Mój kochany Olbrzymek! Momentami jest bardzo pomocny, inicjatywę bierze w swoje ogromne dłonie i sprawia, że mama jest bardzo z niego dumna. (Zresztą dumna jest z Niego przez cały czas: fajnie się mój mlodzieniec rozwija, dobrze Mu w szkole idzie, ma talent muzyczny i dobre serce.) I tylko momentami doprowadza mnie do szewskiej pasji przez swoją filozofię życiową pt. "przewróciło się - niech leży..." i ogólne bycie typowym nastolatkiem! :P

W pracy, jak w pracy: pracy dużo, ale mam tyle luzu, że spoko. W dodatku znów mam samochód służbowy do dyspozycji, więc nie muszę się martwić o transport w pracy (a jeżdżę dużo). I tylko pogoda ostatnio kiepska. Przeziębiłam się bardzo poważnie ze dwa tygodnie temu (byłam całkiem nie do życia przez cztery dni; podejrzewałam grypę, ale GP orzekła, że to "flu-like illness"). Do tej pory sporo kaszlę, a i kichnięcia się trafiają... Deszcz i zimno nie jest w takiej sytuacji zbyt pomocne...

Wpadłam dzisiaj przelotem (ale i zostałam trochę dłużej) do Bosmana i Jego Rodziny. Wszystko dzięki Britce, która na fb skomentowała coś i przez to do Nich trafiłam. Ależ tam piękna przyroda! Szkoda tylko, że tak daleko od Nowiaka - jak jadę do PL to mam mało czasu, a w dodatku raczej nad morze w najbliższym czasie się nie wybieram.. Mimo wszystko zdjęcia bardzo ładne. Miło było pooglądać.

Wczoraj przed snem czytałam sobie stare wpisy na tym blogu. Tak trochę na chybił-trafił. Fajnie jest mieć takie zapisane wspomnienia. I tylko żal mi, że czasem tak "kryptograficznie" pisałam, bo momentami muszę nieźle się nagimnastykować, by przypomnieć sobie co autor miał na myśli... ;) Ale z drugiej strony było tak, bo starałam się chronić swoją i innych prywatność. To mi się chyba udało, ale czy trzeba było aż tak!?! LOL

OK, starczy na jeden wieczór... Dobranoc.

 

 

piątek, 16 stycznia 2015
Dzięcioł

Ps. Od kilkunastu dni, całkiem regularnie, w ptasiej stołówce pojawia się... dzięcioł. Piękny jest. I wcale nie płochliwy. Orzeszki wcina. :)

piątek, 06 czerwca 2014
Szybka zmiana

Dzień powolny okazał się być dniem wypełnionym... bieganiem.

Przed południem jakoś pod skórą poczułam, że to będzie właśnie dzisiaj...

Decyzja, na którą cirpliwie od dwóch tygodni czekałam, a na którą czekać miałam jeszcze tydzień, nagle około drugiej po południu się zmaterializowała... Po czym okazało się, że muszę zacząć się spieszyć, by Szefowej dostarczyć wypowiedzenie kontraktu jeszcze dzisiaj, bo potem Ona ma wolne do niedzieli, a w niedzielę ja znów nie pracuję. Czas gonił, drukarka nie chciała drukować, ciuchy wymagały wywieszenia na suszarkę, czas dalej pędził, na dojazd/dostarczenie rezygnacji/powrót i spotkanie z MMZ'em, z którym byłam umówiona w mieście, zostało mi ok. 60 minut. Zwykle szybki dojazd do pracy zajmuje mi ok. 22-25 minut w jedną stronę. Dziś zajął trochę dłużej niestety. Na miejscu okazało się, że niczego nie spodziewająca się Szefowa właśnie z kimś rozmawia, a potem ma jeszcze "banking" do zrobienia. Czekałam 15 minut, rozmawiałam kolejnych 10-sięć, i w rezultacie wyjechałam grubo spóźniona. Do MMZ nie udało mi się dodzwonić (okazało się później, że nie miał przy sobie komórki!)... W efekcie czekał nie wiedząc dlaczego mnie nie ma przez 25 minut... i myślał, że sobie robie z niego żarty, bo sam spóźnił się o dwie minuty... LOL

Tak więc już niedługo opuszczę Najpiękniejsze Miejsce Pracy, i wrócę do mojej Ulubionej swego czasu Firmy. :) I tylko nie wiem jeszcze, czy nie przyjdzie mi skasować wakacyjnych planów na ten rok...

czwartek, 05 czerwca 2014
Dzień wolny, powolny

Dzisiaj mam wolne od pracy (za to będę pracować w sobotę)... Piękna pogoda powitała mnie z rana. Po wczorajszym deszczu i gradzie to miła odmiana. :) Chociaż? Tak prawdę mówiąc, to ładna pogoda obliguje mnie do pójścia na działkę, na której nie byłam już ze dwa tygodnie. Ale nie chce mi się, więc tłumaczę sobie, że ziemia jest zbyt mokra po ulewie... Albo, że nie dam rady zielsku, które rośnie na potęgę. I tak sobie siedzę sprawdzając pocztę, zaglądając to tu, to tam - na różne strony internetowe: news, facebook, zaprzyjaźnione blogi...

Popołudnie zapowiada mi się dość intensywne: pojechać muszę do mojego ulubionego sklepu, a potem (a może nawet przedtem) do Castle Gardens po jedzenie dla ptaków. Potem postrzyżyny MMZ-a, a na wieczór wypad nad morze odebrać zakup zrobiony przez Preloved. :)

Wracając do ptaków: od trzech, a może nawet czterech lat je dokarmiam. Sezon zaczyna się jesienią, trwa przez całą zimę, a skończy się "na dniach". Jeszcze tydzień temu przylatywały tabuny młodziutkich szpaków, wszelkiej maści czarnuszki (wrony, kruki, gawrony, etc.), wróble, gołębie leśne... Była także sierpówka, płochacz pokrzywnica (a nawet dwie!), sikorka modraszka, gil, szczygieł i dzwoniec. :) W zasadzie już teraz powinnam przestać dokarmiać, bo zazwyczaj - w ubiegłych latach - pod koniec maja koniec maja czy w czerwcu pojawiał się młody szczurek, który zwinnie wspinał się po rurze karmnika i wyjadał ptasie przysmaki. W tym roku szczurów jeszcze nie było, ale ilość ptasich gości wyraźnie już zmalała... Kończą mi się też zapasy karmy. Dużo kupować nie będę, ale chociaż jeden kubełek Peckish Nuggets kupię, bo to uwielbiają... :)

OK, rozpisałam się trochę. Może będę wpadać częściej. Teraz idę poleniuchować. A co! :)

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>