Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 30 października 2005
Niedziela

Wrocilam niedawno z kosciola. Zeszlo sie dluzej, bo wprowadzono na noc trumne z cialem zmarlej parafianki - jutro pogrzeb.

Bardzo lubie tamta parafie. Tamtych ludzi. Atmosfere. Szkoda, ze nie sa blizej.

Dzis bardzo jakos przezywalam Liturgie Slowa. Szczegolnie wobec tego, co ksiadz mowil w homilii.

Jest mi dobrze. Lubie takie okresy, gdy czuje Boga blisko. Gdy mimo klopotow dusza sie raduje i czuje Jego Blogoslawienstwo. Gdy zawierzam Mu wszystko i przestaje sie martwic. :) Czego i Wam, Kochani, zycze. :))

ps. MMZ jakby troche lepiej - udalo mi sie zmniejszyc dawki srodkow przeciwbolowych o prawie polowe. :) Wciaz marudzi i jesc nie chce, ale przynajmniej mniej chemii...

Czekam

Z MMZ bez zmian.

Za oknem wichura i ulewa.

MT bedzie jeszcze tydzien. Potem szara rzeczywistosc.

Czekam, az cos sie odmieni.

sobota, 29 października 2005
Wciaz jest zle

Z MMZ wciaz kiepsko. Malo je. Leki przeciwbolowe coraz mniej pomagaja. Myslalam, ze ta noc bedzie spokojniejsza, ale gdziez tam? Dopiero co godzine temu usnal, a juz zdazyl sie rozplakac straszliwie skarzac sie na bol gardla. Dalam Mu drugi lek, ale teraz az do rana nie bede Mu w stanie pomoc w razie bolu. :(

Co do antybiotyku, to okazalo sie, ze znow mialam calkowita racje. Pan w okolicznej aptece zgodzil sie ze mna, ze chodzilo o mala lyzeczke. Tym bardziej, ze nawet liczac po 5ml nie starczy leku na siedem dni. Poradzil, by dawac po 4mls. Ja jednak po powrocie do domu zadzwonilam na specjalny numer do szpitala i tam dowiedzialam sie, ze:

- lekarz sie pomylil i powinno bylo byc 1 mala lyzeczka (5mls)

- mam isc do GP po dodatkowa butelke leku.

Juz nie mam sily do tego wszystkiego. Tym bardziej, ze wlasnie rozpoczal sie kolejny atak drapiacego gardla i suchego kaszlu u mnie. Po kilku dniach zdecydowanej poprawy. :(

piątek, 28 października 2005
W szpitalu

Na miejscu okazalo sie, ze na poczekalni byla tylko jedna dziewczynka (taka ze 2-3 latka) - wlozyla sobie do noska koralik...

MMZ wygladal jak rozpacz chodzaca, wiec pani z rejestracji przyspieszyla widac procedure, bo choc oficjalnie czas oczekiwania na przyjecie podawany byl jako jedna godzina, to do niego przyszla pielegniarka w ciagu pieciu minut.

Po zrobieniu podstawowych badan typu temperatura, cisnienie, dotlenienie krwi, etc. i zebraniu historii problemu pielegniarka sie oddalila. Czekalismy ze dwadziescia minut na lekarza. Przyszedl Azjata, ale chyba tutejszy, bo nawet akcentu nie mial. Zbadal MMZ dokladnie, stwierdzil, ze jest zadowolony, ze infekcji nie widac, a krwawienie samo ustalo. Poniewaz Maly plakal z bolu, to zapobiegawczo (w razie, gdyby jednak gdzies tam byla infekcja) dal antybiotyk (juz z innej grupy).

Przyniosl butelke z lekarstwem i napisal przy mnie na naklejce, ze chce, by Malemu to podawac cztery razy dziennie po jednej LYZCE STOLOWEJ. Poniewaz zwykle w takich wypadkach lekarze pisza trzy lyzeczki od herbaty (czyli te po 5ml) zapytalam go, czy faktycznie ma na mysli LYZKI STOLOWE. Odpowiedzial twierdzaco. Wciaz niedowierzajac zapytalam, czy chodzi mu o rownowartosc trzech lyzeczek od herbaty. "Tak" - uslyszalam. Uspokojona wrocilam do domu. Juz mialam podac MMZ lekarstwo, ale poniewaz akurat "jadl" (tj. probowal), to z nudow zaczelam czytac ulotke. Tam zas jak byk napisane stoi: "dzieciom do osmego roku zycia dawkowanie: cztery razy dziennie po jednej lyzeczce od herbaty"... Przeliczylam proponowana przez lekarza dawke: 5ml x 3 x 4 razy dziennie przez siedem dni, i wyszlo mi, ze specyfiku nie wystarczy... Dalam wiec jedna lyzeczke, a z rana pedze do apteki zapytac, czy faktycznie moglo byc 1 lyzka... Z tego co w ulotce pisza, to zwiekszenie rekomendowanej dawki moze byc tylko przy bardzo zaawansowanych infekcjach...

Hmm.

Medycznego watku c.d.

W nocy MMZ budzil sie z przerazliwym placzem dwukrotnie. Najpierw rowno o wpol do drugiej, a potem pare minut po czwartej. Budzil sie oczywiscie z bolu. Od tygodnia jest non-stop na srodkach przeciwbolowych, ale jest coraz gorzej... Z tego wlasnie powodu postanowilam zadzwonic do przychodni raz jeszcze. Umowilam sie z ta sama Pania co dnia poprzedniego, i tuz po dziewiatej znalezlismy sie u niej w gabinecie. Sprawdzila ponownie wszystko i stwierdzila, ze jest OK. Owszem, w gardle wciaz wiele sladow po operacji, ale brak infekcji. Uszy i nos tez OK. Ucieszona przeprosilam za przewrazliwienie i wrocilismy do domu.

MMZ jednak nadal skarzyl sie na bol, odmawial stanowczo jedzenia, i ogolnie zle wygladal. Kolo poludnia bylo na tyle kiepsko, ze zadzwonilam raz jeszcze i poprosilam o ponowna wizyte. Powie ktos, ze naprawde jestem przewrazliwiona matka. Ale ja znam swoje dziecko, i widzialam, ze cos jest nie tak...

Wizyte mielismy na wpol do czwartej. O trzeciej MMZ wygladal jednak duzo lepiej. Mala temperatura, jaka mial kolo dwunastej spadla, i ladnie sie bawil (choc z jedzeniem wciaz byl klopot). Odwolalam wiec wizyte. Potem MMZ poszedl na spacer, a ja posiedzialam w domu (- dzis mialam dzien wolny od pracy - mialam wprawdzie isc i odwolac urlop, ale Maly prosil, bym zostala).

Wrocil kolo osiemnastej, ale obiado-kolacji znow nie chcial jesc. Poniewaz znow ladnie sie bawil, pojechalam do sklepu. Wrocilam z piciem - Jego ulubionymi soczkami (chcialam jakos Go przekonac do picia). Wzial jeden, pociagnal lyk i jak nie wrzasnie z bolu. Myslalam, ze moze za ostre dla Niego, i dalam Mu wody. Pociagnal drugi lyk, i prychnal. Z nosa i ust poszla gestym strumieniem krew.

Po jakichs dziesieciu minutach udalo mi sie sytuacje opanowac na tyle, ze zadzwonilam na oddzial (wypisujac Go w sobote mowili, by smialo dzwonic w razie problemow). Odebrala pielegniarka. Wyjasnilam powod, dla ktorego dzwonie. Powiedziala, bym poczekala (domyslam sie, ze poszla po lekarza). Wrocila po pieciu minutach, i z pretensja powiedziala, ze mam dzwonic do GP (dyzurnego, bo juz bylo zbyt pozno, by probowac w przychodni) badz jechac na Accident and Emergency do szpitala w T. Zapytalam wiec, ktore radzi. Nie umiala odpowiedziec.

Zadzwonilam do GP. W tym czasie MMZ lecial prawie przez rece, wciaz lekko krwawiac. Moje zgloszenie przyjela pani operator od nocnych dyzurow, i powiedziala, ze bedzie probowala skontaktowac sie z lekarzem, i ma nadzieje, ze ow oddzwoni w ciagu dwoch godzin (!). Wkurzona zapakowalam MMZ i pojechalismy do szpitala.

cdn.

czwartek, 27 października 2005
Zapomnialam

Z tego wszystkiego zapomnialam napisac, ze od dzisiaj mam nowego adoratora. ;) Na szczescie nie jest az tak bardzo lokalny... Ale obiecal pisac. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>