Moje codzienne zycia kawalki...
wtorek, 07 września 2010
Kolejny dolar

Jak to kiedys mawiano: "another day, another dollar"... Wlasnie zauwazylam u Siostry swojej wlasnej, ze mój blog spadl do kategorii "Zamilkly" - i tak wywolana do tablicy wrócilam na swojego bloga (inne blogi czytam czasem jeszcze, na swojego nie mam - jak zwykle - czasu!) i zauwazylam, ze znów prawie minal kolejny miesiac.

Cos strasznego z tym czasem, jak on leci. Nie dalej jak ze dwa dni temu jadac samochodem rozmyslalam na ten temat i doszlam do wniosku, ze w tej chwili to jak dla mnie powinien byc gdzies maj, a tu juz wrzesien. Wprawdzie jeszcze dzieckiem bedac slyszalam od starszych, by nie chciec dorosnac za szybko, bo potem czas leci nie wiadomo jak i kiedy, ale nie przesadzajmy! Jakim cudem juz jest wrzesien???!??! Niestety, z przykroscia zauwazam, ze z kazdym rokiem czas galopuje coraz bardziej. :(

Przyklad? Oczywiscie, moge dac - czemu nie? MMZ byl w sierpniu na dwoch obozach - nazwijmy je - sportowych. Kazdy z nich trwal ok. pieciu dni. Pierwszy obóz minal, pojechalam MMZ odebrac, i pytam Go, czy Mu szybko czas zlecial. On na to, ze nie - dlugo bylo i choc obóz bardzo fajny, to momentami tesknil za domem. Cóz. Ja musze przyznac, ze nawet nie wiem, kiedy mi te dni minely: do pracy, z pracy, troche snu, i na nowo... Ech! Mlodym byc!

Obozy w kazdym razie byly udane, a miedzy obozami i wycieczka nam sie trafila nad moja ulubiona zatoke. Pogoda dopisala, wiktorianska winda wodna tez, widoki przesliczne. I tylko czas gonil, a po drodze Maciej prawie ataku serca dostal i stanal deba wjezdzajac pod górke o kacie nachylenia 25%. Choc uwazam siebie za dobrego kierowce, to juz zaczynalam sie pocic ze strachu, bo akurat na bardzo stromym zakrecie zdecydowal uparciuch odmówic posluszenstwa i juz mialam wizje staczania sie tylem w nadjezdzajce pojazdy. Jednak ruszylam w miare szybko i sprzeglo tylko troche smierdzialo. ;)

Od tamtego czasu pogoda zdazyla zmienic sie kilka razy. Bylismy w muzeum czolgów, gdzie troche dokuczaly nam podczas lunch'u osy, ale za to przejazdzka po arenie byla fajna (nawet mi sie podobalo, wiec to juz cos!). Tydzien wczesniej zas mielismy przygode z pistoletem, a potem spedzilismy bardzo fajnie czas w WSM odwiedzajac przy tym nasz stary kosciólek. Wrócilismy przez Cheddar i Wookey. Lubie takie chwile (jak nasz spacer w WSM) z MMZ, kiedy dobrze sie bawimy w swoim towarzystwie. I tu kolejna rozterka: z jednej strony jestem z Niego bardzo dumna, bo rosnie jak na drozdzach, w madrosci jak i w wysokosci fizycznie pojmowanej; ladny chlopak, zdolny, dobry. Z drugiej rosnie za szybko - juz niedlugo nie bedzie pewnie chcial z matka czasu spedzac, bo przyjda koledzy, kolezanki... Ech, zycie.

Zaczela sie szkola, pierwszy trening w druzynie reprezentacji hrabstwa, pierwsze prace domowe. Jutro czeka MMZ pierwsza w tym roku zbiórka. Musialam Mu chuste nowa kupic, bo swoja poprzednia zostawil w PL.

Oczywiscie przy okazji chcialabym wspomniec Fione. Bylismy na Jej chrzcinach wczoraj. Szkoda, ze juz niedlugo Jej z nami nie bedzie. Ale widac tak ma byc. Amen.

I tyle by bylo jesli chodzi o "update"; jutro znów do pracy... Dobranoc.

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>