Moje codzienne zycia kawalki...
piątek, 29 września 2006
Zycie na karuzeli

Wszystko poszlo dzisiaj pomyslnie. Zarejestrowalam sie. :) Poranek spedzilam w ciszy biblioteki, a potem skoczylam sobie na lunch. Zaraz po poludniu poznalam interesujacego Ray'a (well, poznalam wiele innych osob, ale ten byl czarujacy). :) Po raz kolejny spotkamy sie w poniedzialek. :) Juz sie ciesze. :)

Wieczorem bylismy z MMZ na fair. Probowal swoich sil na strzelnicy, ale trafil tylko za pierwszym razem. Za to odwazyl sie na "diabelskie" kolo - poczatkowo troche niepewnie, ale potem Mu sie podobala ta karuzela. Wylosowal rowniez miecz, z ktorego bardzo jest zadowolony (- choc ja jestem wkurzona na babe, bo jestem pewna, ze wylosowal wyzsza nagrode, a ona Go oszukala).

Jestem z MMZ dumna, bo naprawde zaczyna byc coraz bardziej rozumny - dzis nie naciagal mnie bez konca na bezsensowne duperele; poogladalismy rozne rzeczy, ale nie marudzil. :) W dodatku podoba mi sie, jak bardzo sie troszczy, bym i ja nie byla poszkodowana. Mam tylko nadzieje, ze to wielkie poczucie sprawiedliwosci nie bedzie Mu za bardzo ciazyc w zyciu...

wtorek, 26 września 2006
Szybkie zmiany

Odwiozlam z rana MMZ do J. i popedzilam na spotkanie. Wybralam droge romantyczna, bo i pogoda ladna, i jakos tak mi sie nastrojowo zrobilo. :) Poniewaz mialam troche czasu w zapasie zdecydowalam sie wstapic do BSU. Pieknie tam (jak zawsze!), i troche smutno mi sie zrobilo, ze ja taka stara, i ze czasu nie bede miala z przyczyn ode mnie niezaleznych tym urokiem miejsca sie nacieszyc. Przy okazji przypomniala mi sie wizyta w tym samym miejscu sprzed ponad czterech lat - alez ten czas szybko leci!

Wyjechalam z BSU pozniej, niz zamierzalam (tak wyszlo) i do C. dotarlam z czterominutowym opoznieniem. Powitala mnie sekretarka i usmialam sie przy okazji, bo mimo moich 14-stu lat w UK czasem nieporozumienia sie zdarzaja... Nie wiem, czy jej akcent byl taki, czy ja po prostu pod wrazeniem spoznienia nie spodziewalam sie takiej propozycji, ale... Sekretarka zapytala, czy z daleka jechalam, jaka mialam podroz. Po czym zapytala, czy chcialabym zobaczyc roczny plan. Troche zdziwiona, ze tak od razu pyta - ale przeciez po to miedzy innymi przyjechalam - stwierdzilam, ze oczywiscie, ze chce. Poprosila, bym szla za nia, po czym okazalo sie, ze zaprowadzila mnie do toalety... ;)

Podziekowalam i odswiezylam sie przy okazji. Po moim powrocie do sekretariatu H. juz czekal. Spedzilismy na rozmowie godzine. Mily byl. Duzo mi pokazal, i duzo sie dowiedzialam. Ale decyzje podjelam zaraz po wyjsciu na raczej na "nie".

W drodze powrotnej wstapilam do STM w pobliskim C. Okazalo sie, ze R. choc sie mnie nie spodziewal, to moze poswiecic mi kilka chwil. Bylam pod wrazeniem, choc samo spotkanie bylo bardziej typu: business approach. W kazdym razie umowilismy sie na kolejne spotkanie z samego rana jutro. Prosil, bym przywiozla MMZ - chce Go poznac. :)

Pozniej, majac jeszcze wolna godzinke, wstapilam do kolejnego C. Tam zeszlo mi sie dluzej, ale ogolnie bardzo mi sie podobalo, a i kobieta byla zadowolona, ze przyjechalam, bo dodzwonic sie do mnie nie mogla. Powiedzialam, ze odwiedze ich ponownie jutro w drodze powrotnej od R. Zgodzila sie z usmiechem. :)

Teraz powinnam juz isc spac, bo jutro czeka mnie wyjazd o 6:30 rano... Jeszcze pewnie poskacze sobie po Internecie, ale na wszelki wypadek mowie juz dobranoc. :)

Pozytywny start

W sobote nic wielkiego sie nie wydarzylo - jesli nie liczyc wyjazdu do Bath. Bylo milo. Tym bardziej, ze pogoda dopisala.

Niedziela minela spokojnie; rano dosc duzo przerobilismy z MMZ (praktycznie w ciagu jednego poludnia zrobil to, co mial zadane do uczenia sie przez caly rok). ;) Pozniej jeszcze odwiedziny u A&G - w drodze do kosciola. Po raz pierwszy spotkalam G. - niesamowite, ze po pieciu latach w tej okolicy dopiero po raz drugi trafilam na Warszawiaka. W dodatku mamy wspolnych znajomych. A. zrobila pyszne ciasto. Bylo milo, ale nie moglam zostac zbyt dlugo. Pewnie jeszcze nie jeden raz sie spotkamy.

Dzisiejszy dzien uwazam za udany. Zalatwilam 70% spraw, ktore mialam w planie (co i tak jest sporym wyczynem!). Jutro z samego rana wyjezdzam. Od tego wyjazdu zaleza moje niedalekie (czasowo) decyzje. Dzisiaj dyskutowalam z MMZ o nich, ale poprosil, by porozmawiac z Nim, nim podejme ostateczne decyzje... co jest raczej fair wobec Niego - i tak zrobie.

Jedyne, co mnie troche martwi to finanse. Ale wierze, ze bedzie dobrze. :)

piątek, 22 września 2006
Ech...

Nie poszlam dzis do pracy. Pojechalam na wizyte umowiona juz dwa tygodnie temu. Podeszlam do kompa, by dac znac, ze jestem, a tam wiadomosc, ze mnie nie oczekuja... (tj. nie ma mnie na liscie). Wkurzona i ciutke zaniepokojona udalam sie do recepcji, gdzie okazalo sie, ze nastapilo emergency, wiec musze przyjsc po poludniu po raz drugi, bo GP musial nagle wyjechac. Czyli znow caly dzien rozbity. Trudno, zdarza sie.

Na poniedzialek musze przygotowac cala mase dokumentow. Juz sobie wyobrazam ten balagan, jaki mnie czeka, bo dokumenty sa z roznych przedzialow czasowych i dotycza roznych spraw - tak wiec sa w kilku (mozne nawet kilkunastu) miejscach. Ech... W dodatku ostatnio snila mi sie Iwona Katarzyna, ktora niby przyszla mnie odwiedzic w pracy, ale ja pracowalam z domu, i ona stwierdzila, ze balagan u mnie wielki... :/ Pewnie moja podswiadomosc chce cos mi powiedziec... ;)

Plany na poniedzialek tez rozwalone; mialam jechac do B., ale teraz bede czekala na wazny telefon. Grrrr...

Jak to kiedys ABBA spiewala; musze znalezc bogatego mezczyzne gotowego do ozenku, badz jechac do Las Vegas i wygrac w karty. Na gwalt potrzebuje kasy. Sa tu jacys bogaci wolni panowie? ;) Kiedys w Las Vegas wygralam w pokera $700 (w moja pierwsza noc gry - mialam cztery takie same karty). Kilka dni pozniej gracz siedzacy na moim zwyklym miejscu wygral jackpot; z tego co pamietam to bylo to cos grubo ponad $100K. Jakby tego bylo malo, siedzialam do niego plecami (prawie sie stykalismy), bo bylam przy sasiednim stoliku... Faktem jest, ze w casino nie gram juz od lat i pewnie teraz bym za bardzo nie pamietala jak to sie robi. ;) Chociaz... moze to jest jak z jazda na rowerze? W ubieglym tygodniu bawilam sie z MMZ takimi plastikowymi pieniedzmi, i niektore do zludzenia przypominaly zetony. Zauwazylam, ze nadal potrafie sie nimi "bawic" trzymajac je i obracajac w palcach jednej reki. Ale nie, to juz przeszlosc. Nawet jakbym miala grac, to nie mam za co... ;)

M. dosc chyba zadowolony jest u P. Ciekawe, jak dlugo P. wytrzyma?

Kuzyn, co to przyjechal w kwietniu, juz dobrze sie rozkrecil. Schudl biedak straszliwie, ale nie ma sie co dziwic - pracuje fizycznie po 18 godzin dziennie. Tylko czekac, jak padnie. Za to pieniedzy ma jak lodu. ;)

OK, bede w tym miejscu chwilowo konczyc. Musze jeszcze odpisac na dwa dluuuugie mail'e matki M. Potem do banku, i znow na owa przelozona wizyte. Potem musze wpasc do mojej firmy...

środa, 20 września 2006
Do nastepnego!
Czyli cztery dni w osmiu punktach...

Ojej, ale mam zaleglosci. Checi na pisanie chwilowo brak (za duzo stresu w zyciu), wiec tylko w punktach sobie wypisze na pamiatke... by nie przepadlo w zakurzonych zakamarkach mojej pamieci:

1. W niedziele rano MMZ poszedl po raz pierwszy po wakacyjnej przerwie na plywalnie. Bardzo dobrze Mu szlo.

2. Cala trojka (3xM) pojechalismy po lunchu do Walii. U nas padalo, tam bylo OK. Pobyt udany, choc troche krotki. Pod wieczor udalismy sie na msze po polsku w Bristol. Jaka roznica zaszla w ciagu ostatnich trzech lat: kiedys polska wieczorna msza niedzielna przyciagala moze ze 20 osob... teraz kosciol byl pelen.

3. W poniedzialek ja latalam w sprawie Macka (choc nie tylko - np. piekna fryzure sobie zafundowalam!). M. spedzil dzien z P. - ale mam z nim (z M. znaczy sie zabawe! raz tak, raz siak...) - poszli na rozmowe o prace w owej fabryce. Troche sie martwie, bo juz wolalabym oczyma swiecic teraz, niz potem - mam takie wrazenie, ze M. nie jest szczery ze mna, i w tej pracy jednak nie zostanie. W kazdym razie wrocil od P. z komentarzem, ze P. nie jest nudny. Znaczy jak? Ja jestem???

4. Wczoraj za mala czesc do Macka zaspiewali mi £380 (z robocizna i VAT). Powiedzialam im, co o tym mysle (bo bylam z tym samym problemem jak jeszcze Maciek byl na gwarancji, to stwierdzili, ze jest OK i nie ma powodu do zmartwienia). Macka zabralam. P. zalatwia mi czesc z odzysku. :/

5. Bylam wczoraj w szpitalu. Wiesci dobre: raka nie ma. Sa cysty, ale pani stwierdzila, ze nie przeszkadzaja. To niech sobie beda.

6. Dzisiaj siedze w domu i sie martwie: ponoc plan mi zmienili na przyszly tydzien z srody na czwartek. Ale nie wiem na 100%. Do tego nie wiem, co zrobic z praca: isc w piatek, czy nie isc? Chyba zostawie to do czwartku/piatku i zobacze, jak bede sie wowczas czula.

7. MMZ poszedl dzis z niespodzianka w plecaku. Ciekawe, czy Mu sie spodoba.

8. Ofert szkolnych mam duzo. Reszta tez OK. Tylko samochodu mojego mi brak. :/

ps. Dzieki za podpowiedzi co do Formy. Mam juz laptopa niby na chodzie (niby, bo jeszcze nie sprawdzalam...). Z foxa korzystalam (mam na laptopie). Ale ogolnie chyba za leniwa jestem...

OK, lece leciec po MMZ.

niedziela, 17 września 2006
Praca jest, tylko...

... do pracy nikogo nie ma.

M. zdecydowal sie zostac na czas naszego dzisiejszego wyjazdu tutaj na miejscu. Wyszlo mu z tego 5-6 godzin chodzenia (bo klucza do domu nie chcial). Po powrocie poprosil o rozmowe ze mna, po czym powiedzial, ze chce znalezc cos bardziej na miejscu, wiec rezygnuje z tamtej propozycji pracy, co to mial w poniedzialek udac sie na jeszcze jedna rozmowe (ale prace mial jak w banku).

Jeszcze nie powiedzialam im tej budujacej wiadomosci; musze do poniedzialku znalezc kogos na jego miejsce, bo inaczej bedzie plama. Ludzie mi przysluge robili chcac go wziac do pracy, i obiecali trzymac praktycznie miejsce dla niego, a teraz w poniedzialek zostana bez kandydata. Oczywiscie ma do wycofania sie prawo (i nawet wole, ze wycofal sie teraz, a nie po np. tygodniu), ale zostawia mi to bardzo malo czasu na szukanie kogos zaufanego na jego miejsce. Tym bardziej, ze dzien jutrzejszy mam juz poukladany: rano basen, potem wyjazd... przyjdzie pod kosciol leciec prosto z basenu... czego wcale nie mialam w planie (na Msze mielismy jechac do B.).

Moze ktos ma kogos w Somerset, kto szuka pracy w fabryce, i zna podstawy angielskiego?

 
1 , 2 , 3 , 4
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>