Moje codzienne zycia kawalki...
czwartek, 20 lipca 2006
Nie bedzie mnie

Nie bedzie mnie online. Byc moze nie bedzie mnie i in reality rowniez (jesli bede miala to nieszczescie, ze zostane gdzies zabita po drodze)...

Wracajac do online; obecnie laptop mi sie przegrzewa. Po tym, jak padl mi stary transformator/ladowarka od Sony kupilam taka uniwersalna (bo tansza i z Niemiec nie trzeba sprowadzac). Teraz zaluje, bo komp mi sie grzeje w ciagu 20-30 minut tak, ze reka nie daje sie dotknac. Raz mi sie juz sam wylaczyl, a raz system padl. Grrr...

W dodatku od jutra wyjazd. Do PL, do Rodzicow dotre (mam nadzieje) gdzies na srodowy wieczor. Potem rozjazdy, i powrot troche pozniej.

Tak wiec do zobaczenia! (Albo i nie...)

wtorek, 18 lipca 2006
Juz niedlugo

Upal. W pracy strasznie duzo zajec. Ale juz niedlugo. Az strach jak to wszystko pedzi - nie dosc, ze wyscig szczurow, to jeszcze czas... Teraz juz idziemy spac. Rano do pracy. Potem lekarz. Pozniej do T., do banku. Powrot do domu, kolacja, kapiel i znow noc. Potem do pracy, Poprzednik, znow kolacja, kapiel i noc. Rano z Cieniem, potem do pracy, prosto po MMZ i w droge! Jutro i pojutrze moze cos jeszcze napisze. Potem, jak Bog da; zapewne kolejny wpis bedzie dopiero po urodzinach MMZ. Czeka mnie cisza w eterze. ;)

Bede tesknic. Ale pewnie malo, bo nie bedzie czasu...

niedziela, 16 lipca 2006
Zaczyna sie...

Zaczyna sie znow prawdziwy upal. Jeszcze wczoraj bylo bardzo przyjemnie - slonecznie, ale z lekkim powiewem chlodzacego wiatru. Dzisiaj wszystko stoi i zaczyna sie gotowac. Na niebie zadnej chmurki. Nie cierpie tego - dla mnie temp. do 24*C jest OK, potem juz zbyt goraco. Tutaj zas w perspektywnie goracy tydzien, a po nim ciutke chlodniejszy (ponoc) weekend, za to od poniedzialku znow ma sie zaczac. Bedziemy w drodze, wiec bedzie koszmarnie - jak podejrzewam. Na szczescie wczoraj uzupelnilam gaz, wiec mam nadzieje, ze tym razem nie ucieknie. :)

Wczorajszy dzien uwazam do udanych, choc plany mialam inne. Rano samochod w dogazowaniu (w tym czasie sklepy i wycieczka do parku), potem tradycyjnie juz lunch, i tu wlasnie nastapilo spiecie planow... mialam nadzieje na pakowanie sie do Polski, a wyszlo popoludnie nad morzem. Coz. Dobrze, ze chociaz pogoda i widoki dopisaly. :)

Dzis z rana basen, teraz mielismy szykowac sie na urodziny, ale chyba sobie daruje - goraco, do tego MMZ kaszle i kiepsko sie czuje, a ja pakuje walizy...

piątek, 14 lipca 2006
Zal

E-mail'em przyszla oferta hotelu w Richmond. Spojrzalam na mape, i nagle wrocil rok 1991. Przeciez ja te wszystkie uliczki znam. Wciaz stoja mi przed oczyma, gdy o nich pomysle. I pogoda dzisiaj taka jak wtedy. Nic sie nie zmienilo, a jednak. W takim momencie sercem szarpie zal, ze moglo byc tak pieknie... ze bylo tak pieknie, ale to byla iluzja. Dlaczego mezczyzni tak bezmyslnie rania?

Melduje

Wczoraj, miedzy siedemnasta, a osiemnasta godzina przezylam strasznie zakrecone chwile. Gdyby nie to, ze wieczorem bylam znow padnieta, to zapewne bym wszystko dokladnie opisala. Bylam wsciekla. W rezultacie bolala mnie ciutke watroba i glowa (nerwy chyba). Ale dzis juz mi przeszlo. Wiec zapisze sobie tylko, ze chodzilo o Jo i East Quay, aha - i o vet'a. I juz wszystko wiem. ;) Jesli do tego dodac kuzyna, to juz bedzie komplet.

Z calkiem innej rury; dzis dzien byl sloneczny i pod wieczor przypominal mi strasznie TAMTE chwile sprzed pietnastu prawie lat. Lezka sie w oku zakrecila, i nagle stwierdzilam, ze tych pietnastu lat nie ma. Niebo wyglada tak samo. Slonce swieci tak samo. Taki sam jest powiew wiatru i szum lisci. Niby nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody, a jednak... :) Czy to naprawde mozliwe, ze to juz pietnascie lat?

MMZ od czterech dni mial hoarse voice. Dzis wrocil kichajac, a teraz ma calkowicie zapchana lewa dziurke - gdzies w zatokach chyba, bo nie widac, ale nie idzie oczyscic. :/ Mam nadzieje, ze do wyjazdu Mu przejdzie.

Aha, MMZ dzis gral po raz pierwszy w prawdziwym meczu pilkarskim. Byl kapitanem "Red - England" i zarazem bramkarzem. Dostal pochwale, a opowiadaniom o sukcesie potem nie bylo konca. :) Totez wieczorem umowil sie z P. na pilke na sobote - do parku. ;)

wtorek, 11 lipca 2006
Ech...

Ech, padnieta jestem. I lenia mam... nie chce mi sie pisac. :/

Dobranoc.

 
1 , 2 , 3
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>