Moje codzienne zycia kawalki...
piątek, 06 czerwca 2014
Szybka zmiana

Dzień powolny okazał się być dniem wypełnionym... bieganiem.

Przed południem jakoś pod skórą poczułam, że to będzie właśnie dzisiaj...

Decyzja, na którą cirpliwie od dwóch tygodni czekałam, a na którą czekać miałam jeszcze tydzień, nagle około drugiej po południu się zmaterializowała... Po czym okazało się, że muszę zacząć się spieszyć, by Szefowej dostarczyć wypowiedzenie kontraktu jeszcze dzisiaj, bo potem Ona ma wolne do niedzieli, a w niedzielę ja znów nie pracuję. Czas gonił, drukarka nie chciała drukować, ciuchy wymagały wywieszenia na suszarkę, czas dalej pędził, na dojazd/dostarczenie rezygnacji/powrót i spotkanie z MMZ'em, z którym byłam umówiona w mieście, zostało mi ok. 60 minut. Zwykle szybki dojazd do pracy zajmuje mi ok. 22-25 minut w jedną stronę. Dziś zajął trochę dłużej niestety. Na miejscu okazało się, że niczego nie spodziewająca się Szefowa właśnie z kimś rozmawia, a potem ma jeszcze "banking" do zrobienia. Czekałam 15 minut, rozmawiałam kolejnych 10-sięć, i w rezultacie wyjechałam grubo spóźniona. Do MMZ nie udało mi się dodzwonić (okazało się później, że nie miał przy sobie komórki!)... W efekcie czekał nie wiedząc dlaczego mnie nie ma przez 25 minut... i myślał, że sobie robie z niego żarty, bo sam spóźnił się o dwie minuty... LOL

Tak więc już niedługo opuszczę Najpiękniejsze Miejsce Pracy, i wrócę do mojej Ulubionej swego czasu Firmy. :) I tylko nie wiem jeszcze, czy nie przyjdzie mi skasować wakacyjnych planów na ten rok...

czwartek, 05 czerwca 2014
Dzień wolny, powolny

Dzisiaj mam wolne od pracy (za to będę pracować w sobotę)... Piękna pogoda powitała mnie z rana. Po wczorajszym deszczu i gradzie to miła odmiana. :) Chociaż? Tak prawdę mówiąc, to ładna pogoda obliguje mnie do pójścia na działkę, na której nie byłam już ze dwa tygodnie. Ale nie chce mi się, więc tłumaczę sobie, że ziemia jest zbyt mokra po ulewie... Albo, że nie dam rady zielsku, które rośnie na potęgę. I tak sobie siedzę sprawdzając pocztę, zaglądając to tu, to tam - na różne strony internetowe: news, facebook, zaprzyjaźnione blogi...

Popołudnie zapowiada mi się dość intensywne: pojechać muszę do mojego ulubionego sklepu, a potem (a może nawet przedtem) do Castle Gardens po jedzenie dla ptaków. Potem postrzyżyny MMZ-a, a na wieczór wypad nad morze odebrać zakup zrobiony przez Preloved. :)

Wracając do ptaków: od trzech, a może nawet czterech lat je dokarmiam. Sezon zaczyna się jesienią, trwa przez całą zimę, a skończy się "na dniach". Jeszcze tydzień temu przylatywały tabuny młodziutkich szpaków, wszelkiej maści czarnuszki (wrony, kruki, gawrony, etc.), wróble, gołębie leśne... Była także sierpówka, płochacz pokrzywnica (a nawet dwie!), sikorka modraszka, gil, szczygieł i dzwoniec. :) W zasadzie już teraz powinnam przestać dokarmiać, bo zazwyczaj - w ubiegłych latach - pod koniec maja koniec maja czy w czerwcu pojawiał się młody szczurek, który zwinnie wspinał się po rurze karmnika i wyjadał ptasie przysmaki. W tym roku szczurów jeszcze nie było, ale ilość ptasich gości wyraźnie już zmalała... Kończą mi się też zapasy karmy. Dużo kupować nie będę, ale chociaż jeden kubełek Peckish Nuggets kupię, bo to uwielbiają... :)

OK, rozpisałam się trochę. Może będę wpadać częściej. Teraz idę poleniuchować. A co! :)

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>