Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 24 czerwca 2007
Tutaj mieszkam

Dla zainteresowanych: http://www.tonyhowell.co.uk/photographsofsomerset.htm

- zdjecia z moich okolic... tutaj mieszkam odkad w 2001r przeprowadzilam sie z Wiltshire (wczesniej byly: Hampshire, West Sussex, London i Surrey). :)

sobota, 23 czerwca 2007
Juz jestem

Oj, malo mialam czasu ostatnimi czasy... ;)

Zaganiana, wycienczona, z przemeczenia wieczorami nie mogaca skupic sie wystarczajaca, by cos choc z malym sensem napisac... Mam nadzieje, ze teraz bedzie ciut lepiej, choc tak do konca nie jestem pewna.

Otoz egzaminy sie wprawdzie skonczyly... (- no, przynajmniej do czasu ogloszenia wynikow w sierpniu, bo czuje, ze z finansow poprawka mnie nie ominie - ale coz, bedzie to pierwsza poprawka od 1991r., kiedy to bardzo wasko zawalilam egzamin z FCE - nie znalam na czesci ustnej egzaminu slowka "junk" i facetka-egzaminator z niedowierzaniem pokrecila nade mna glowa, po czym dostalam D. Przy okazji sie pochwale, ze miedzy 1994, a 1996 eksternistycznie zdalam wszystkie trzy egzaminy Cambridge - wszystkie trzy na "A". :) Zajelo mi to trzy lata, bo zdawac moglam tylko w czerwcu. Podczas egzaminow grudniowych bylo u nas w pracy Xmas Pressure i nie moglo byc mowy o zwolnieniu na jeden dzien!). Dzisiaj napisalam ostatni, trzyczesciowy egzamin - tym razem z Man. Dev. ;) Poszlo mi dobrze, choc troche sie na siebie wkurzylam, bo wypisalam sobie przed egzaminem kilkanascie cytatow z nazwiskami i datami, i siedzac na egzaminie okazalo sie, ze pomieszaly mi sie wszystkie - w rezultacie prawie z nich nie skorzystalam... szkoda. :/

Odebralam dzis MMZ od Judith. Kochana z Niej babeczka - znalysmy sie troche szesc lat temu, a Ona sama zaproponowala odebranie MMZ ze szkoly (opiekunka dzis nie mogla, a ja musialam byc 50 mil dalej na egzaminie, z wylaczona komorka...) i slowa dotrzymala (choc wczoraj jeszcze nie bylam pewna, czy bedzie pamietac, ani gdzie mieszka... Malo tego, okazalo sie, ze Ona prowadzi dzialalnosc i bedzie moim accountant! Zaproponowala mi za pierwsza prace cene o szesc i pol raza nizsza niz moj obecny accountant (nie widziala, ile on ode mnie chcial wziac)... Przydaloby sie cwierc miliona - obok Jej domu jest dom na sprzedaz; dzieciaki mialyby blisko do siebie (Jej Syn jest o niecaly rok mlodszy od mojego). Ech, pomarzyc.

Ale malo tego; dzis dzwonili z Pewnej Szkoly oferujac MMZ miejsce od wrzesnia. Szkola nieco gorsza od MMZ obecnej, ale za to ma lepsze warunki jesli chodzi o np. plywalnie, czy polinternat. MMZ ma sie zastanowic do jutra... Ja sama nie wiem: jesli mielibysmy tu zostac, to byc moze tez bym brala pod uwage, bo choc wole obecna szkole MMZ, to jednak lepiej byloby mieszkac TAM. A, niech sie dzieje wola Nieba. :)

Nigel R. powiedzial dzisiaj, ze byc moze wezmie ode mnie Cienia. W takim razie mam dwoch kandydatow... Ciekawe co Shadow na to? ;) Od wczoraj bawic sie chce znow jak maly kociak; juz od dwoch lat tak sie nie zachowywal. Lepiej mu?

OK, zaczynaja mi sie oczy kleic (kiedys moglam siedziec cala noc... teraz przychodzi taka chwila, ze w jednym momencie siedzie i np. pisze, a w drugim spie). :/ Coz, starosc nie radosc.

Dobranoc.

sobota, 16 czerwca 2007
Ostre widzenie

Najgorszy egzamin mam za soba. Srednio poszlo; pytania (moim zdaniem) byly trudniejsze niz w ub. roku (na te z ub. roku bylam przygotowana). Duzo zrobilam, ale sporo zostalo do zrobienia... zabraklo czasu. Zal, ze zawalilam ten poprzedni, mniej formalny egzamin - dostalam za niego wprawdzie troche punktow, ale moglam dostac duzo, duzo wiecej. Teraz zaliczenie tego modulu (financial management) bedzie wisialo na wlosku; byc moze bede musiala go poprawiac we wrzesniu. Coz, co sie odwlecze... ale co sie dziwic? Mimo, ze bardzo lubie matematyke (i zwykle rozumiem), to do finansow nigdy nie mialam nabozenstwa.

W kazdym razie po egzaminie mialam isc do banku. Zrezygowalam, bo kropilo. Nim jednak wyjechalam z parkingu okazalo sie, ze leje niesamowicie - byla burza - ciagnela sie przez cala droge wyjazdowa z E., i kawal na autostradzie. Za to w B. byla ladna pogoda - slonecznie.

Mimo, ze zostaly dwa tylko egzaminy, to ciagle jeszcze bede miala urwanie glowy. W dodatku dzwonila dzis M. i wyglada na to, ze jak tylko skoncze z egzaminami, to zaczne kolejna nauke (na szczescie tym razem duzo krotsza czasowo)...

Z bardziej pozytywnych wiadomosci to wiem nareszcie jak wyglada Pewien Pan. ;) Od ponad dwoch lat zgadywalam, a dzis calkiem niespodziewanie (i niespecjalnie!) trafilam na Jego zdjecie. Musze przyznac, ze nie tak sobie Go wyobrazalam, ale pierwsze wrazenie wizualne (mimo rozbieznosci z wyobrazeniem) jest sympatyczne. W dodatku musze przyznac, ze kiedys mialam na Niego crush. Nadal bardzo Go lubie, ale teraz patrze na te sprawy przez okulary mojej wiary (wowczas zbite byly, to i widzialam jak w krzywym zwierciadle). Obym tylko ich nigdy juz nie tlukla na nowo... ;) Swiat jest duzo piekniejszy, a pewne sprawy wyrazniejsze, gdy sie patrzy przez takie okulary. :)

Poza tym dzisiaj byl Wazny dla mnie Dzien. Smutno mi tylko bylo, ze nie udalo mi sie osobiscie odwiedzic mojego Przyjaciela. Ale On wie, ze o Nim myslalam. :)

czwartek, 14 czerwca 2007
Smiac sie, czy plakac?

Dzisiaj trzy razy dalam plame...

Najpierw od wczoraj pedzilam MMZ do sprzatania w domu, bo miala przyjsc babka z HB. Wreszcie, uwazajac, ze sie nie wyrobie, zalatwilam MMZ opiekunke na popoludnie, wyszlam wczesnie z pracy, wypucowalam mieszkanie, przygotowalam dokumenty, a tu... nic. Po godzinie czekania puscilam ponownie sekretarke, by spisac numer do pani z HB. Tam zas jak byk powiedziane, ze przyjdzie 21-go...

Potem pojechalam po paliwo. Poniewaz spieszylo mi sie, a byla mala kolejka, to postanowilam podjechac od strony, od ktorej nie mam wlewu... Juz niejeden raz tak robilam, ale dzisiaj okazalo sie, ze troche daleko stanelam: po wlozeniu pistoletu do wlewu udalo mi sie schowac we wlocie do baku tylko czubek "wlewarki". ;) Nacisnelam bardziej z ciekawosci, niz z przekonania, a tu jednak polecialo... przy czym okazalo sie, ze zaraz chce wylatywac. W rezultacie wzielam tylko piec funtow paliwa (w wartosci, nie wadze), przy czym cala operacja trwala ze trzy minuty, a mnie dlon rozbolala od trzymania (pozycja byla niewygodna, i trzeba bylo byc bardzo ostroznym, by nie przelac...)

Koncowka dnia tez nie byla lepsza. Pojechalam do Jednego Biura, a potem chcialam isc do banku, by wplacic moja pierwsza nowa wyplate (dostalam czekiem, co mnie wkurzylo, bo babka mogla pomyslec o wpisaniu mnie na liste jak zaczynalam pracowac... mysle jednak, ze nie byla przekonana, czy zostane...). Potem mialam jechac po diary, bo zostalo w pracy... Poszlam do banku, i dopiero tam zorientowalam sie, ze czek zostal w diary, ktore zostalo w pracy... Grrrrr!

Sroda minela

Wczorajsza sroda byla dniem urodzin MT. Szkoda, ze nie moglismy zlozyc zyczen osobiscie...

Zostalam zaproszona na rozmowe o prace w Kraju. Mam za dwa tygodnie jechac do Londynu. Pojade. Z ciekawosci.

Wciaz zalatana jestem jak nie wiem co/kto. Trzy razy w tygodniu praca. Dwa razy w tygodniu egzaminy (dwa pierwsze poszly OK; az sie zdziwilam, ze tak duzo napisalam...); niestety jutrzejszy jest z finansow. Nie mialam czasu powtarzac, ani nawet porzadnie zajrzec do notatek (w weekend bylam przyjemnie zajeta, w poniedzialek wypadalo troche poganiac w sprawie G., we wtorek tez cos wypadlo, wczoraj sprzatalam na dzisiejsza wizyte....). Dzisiaj, zamiast sie uczyc, to siedze tutaj. Nie dam rady nic sie nauczyc, bo zajrzawszy przelotem do notatek stwierdzilam, ze za duzo tego i odpada. Szkoda. Juz tak mi dobrze szlo.

W dodatku jutro tez nic nie powtorze (ostatnio stosowalam taktyke typu: w dzien egzaminu odwiezc MMZ do opiekunki z rana, wrocic i pouczyc sie cztery godzinki, a potem w droge...). Jutro rano MMZ musze zaprowadzic do dentysty, potem do szkoly, potem musze jechac do T., ale przez Q, bo zapomnialam swojego diary i zostalo w pracy (musze odebrac... ciekawe, czy prace jeszcze mam - tam bylo sporo zapiskow, wlacznie z notatka o rozmowie o prace za dwa tygodnie... hmm). Po zalatwieniu czterech "spraw" w T. czeka mnie jazda do E. na egzamin. Moze przed samym egzaminem jeszcze cos lizne z notatek, ale co to da??? Szkoda, ze zawalilam ten egzamin z finansow miesiac temu; punkty z niego liczyly sie do wyniku koncowego, to teraz byloby lzej... Ech.

Wczoraj przyszla wiadomosci o smierci Mzrr21 oraz o smierci JS, dzis zas dowiedzialam sie, ze wczoraj umarla Gienia - ta od Zaby. Odkad pamietam byla gdzies w tle mojego dziecinstwa. Chodzila sobie niewysoka, w przyciemnionych okularach pozniej... Z taka torba z materialu i psina na smyczy. Juz wtedy wydawala mi sie stara. Ze zdziwieniem dowiadywalam sie od Ciotki, ze Gienia jeszcze zyje. Dzis w rozmowie z MM okazalo sie, ze Ciotka zalatwia pogrzeb Gieni... potem jeszcze MM dodala, ze umarl rowniez pan Zielinski (- jego akurat nie kojarze, choc ponoc znalam...).  

niedziela, 10 czerwca 2007
Kretynka

Dzisiaj jeszcze nie zrobie tego obiecanego wpisu.

Ale za to pokrotce opisze dzisiejszy dzien, bo potem znow odleci w niepamiec.

MMZ obudzil mnie tuz po osmej. Udalo mi sie przeciagnac lezakowanie do dziewiatej (dziecko dostalo ksiazke do czytania i sobie u siebie cichutko czytalo, a ja staralam sie drzemac). Przy weekend'owym "R&T" przyuwazylam, ze Maly ma jakies takie nieladne dziaslo gorne. Juz od kilku dni mnie dziwilo, ale dzis wygladalo calkiem nieprzyjemnie. Zebralam Go zatem szybciutko, i popedzilismy do miasta. Zaparkowalam przy zakrecie do muzeum, wpadlismy do banku, a potem pocalowalismy klamke u dentysty. Za to udalo mi sie umowic nas na postrzyzyny za tydzien.:)

Po powrocie do domu odkurzylam trawe. MMZ bawil sie w ogrodku (problem mam, bo ogrodek dla Niego za maly...), ja zas pisalam zalegle listy i troche sprzatalam. Troche, bo parno bylo i powoli wszystko mi szlo. Potem zadzwonila A. ze zla wiadomoscia. Kiedy wreszcie dotarlismy do T. nie pojechalismy do starego parku, ale znalezlismy ekstra miejsce blizej. Bedziemy tam zawsze jezdzic w nasze sobotnie wyjazdy do T. - juz sie ciesze. :)

Pozniej dalam plame. Bylismy zaproszeni, i przy wejsciu gospodyni powiedziala, ze chce, bym wziela osobisty udzial w Uroczystosci. Poniewaz jestem juz zaproszona na taka sama Uroczystosc jutro, to zaczelam sie wymawiac. Ona tlumaczyla mi, ze nie musze tego robic jutro - moge dzisiaj. Ja dalej stanowczo powiedzialam, ze tam zaproszono mnie do udzialu wczesniej, wiec nie dam tam plamy. Po czym zaczela sie Uroczystosc, a ja w niej nie wzielam udzialu. Juz podczas jej trwania zorientowalam sie, ze moglam smialo brac udzial i tam, i tu... Ale bylo za pozno. Za to gospodarze patrzyli na mnie zdziwieni i pewnie zastanawiali sie, co ja tam w ogole robie... Ot, szkoda, ze nie powiedziala, ze moge i tam, i tu. Ale przeciez i ja zapytac moglam. :/ Kretynka i tyle (w tym miejscu zawstydzona mowie o sobie).

Jeszcze pozniej udalismy sie na posilek wieczorny. Moj byl mega-smaczny. MMZ bawil sie z Malym Jaskiem, a ja na ojca Malego Jaska mialam chetke (od razu w oko mi wpadl, a w dodatku Jego Synek polubil mnie i MMZ). Dopiero pozniej dopatrzylam sie, ze kobieta siedzaca z nimi to nie Babcia Malego Jaska, ale chyba jednak Mama. Po czym oczywiscie od razu sobie odpuscilam. Ogolnie bylo kilku przystojniaczkow, ale wszyscy zajeci. Dopiero przy wyjsciu wysoki Szkot, ktory byl tam sam (no, z mala dziewczynka) zagadal do mnie i mial bardzo mily usmiech. Obraczki nie mial, ale ktoz go wie... Pogadalismy i zabralam MMZ do samochodu. W drodze do domu szukalismy pozaru (dwa wozy strazackie, trzy policje i karetka); byl wielki dym, ale zaraz nam przepadl i poddalismy sie w rezultacie. Nim dojechalismy do B. udalo nam sie przezyc maly szok: drogi byly calkiem puste (ani samochodow, ni ludzi)... nad wszystkim wisiala lekka mgielka... i gladalismy cudownie wielkie i przepieknie pomaranczowe slonce wiszace na tle czarnej chmury. Oj, idzie niepogoda...

 
1 , 2
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>