Moje codzienne zycia kawalki...
czwartek, 30 czerwca 2005
Oswiadczenie

Niniejszym uroczyscie oswiadczam, ze pisac wiecej nie bede... Jednak moje "niepisanie" dotyczy jedynie moich komentarzy, i jedynie dnia dzisiejszego. ;)

Zatem, kochana Betty, nie doczekasz sie dzisiaj w komentarzach odpowiedzi na swoj apel. ;)

Zzera mi

Blox zzera mi moje komentarze. Grrr... tyle sie napisalam, a tu ani jeden sie nie opublikowal. Juz nie bede pisac - zaczynam akcje strajkowa. :P

To nie tak mialo byc

Dzisiaj jest moje ostatnie ciche, samotne popoludnie. Poprosilam A., bym mogla miec prawie godzine dluzej dla siebie. Zamierzalam pisac. Zamiast pisac poszlam kupowac sobie ciuchy, a i teraz robie wszystko, by nie otwierac prac. Co do sklepow, to wydalam fortune, a i tak nie kupilam wszystkiego, co kupic chcialam. Ale mam fajne nowe buty, i kilka kiecek. ;) W kazdym razie - to nie tak mialo byc, zupelnie nie tak... Mialam pisac!!! ;)

W pracy bylo OK. Bardzo interesujaca rozmowa z Pierwszym Po Bogu (PPB). PPB jest bardzo rzeczowy. Widac, ze to Czlowiek z Glowa, i Doswiadczeniem. Juz mam dla Niego sporo szacunku. I mysle, ze bedzie go tylko przybywac. Ale czas pokaze. Od poniedzialku zaczynam na powaznie. Chociaz wlasciwie juz dzis bylo na powaznie; mialam dwie rozmowy z pracownikami. Oboje buntowali sie przeciw rozmowie "na gorze", czyli z managerem (czyli mna). Ale w czasie rozmow (najpierw z Nia, potem z Nim) udalo im sie odprezyc i wyszli chyba raczej bardzo zadowoleni i uspokojeni. I wcale nie musialam Ich do niczego zmuszac... ;) Sami chetnie rozmawiali. Tak lubie. :))

Facet, ktory mnie wprowadza w tajniki firmy jest bardzo mily, ale poniewaz spedzil tam cale swoje zycie, to bardzo miesza (w sensie, robi wszystko tak, jak robil do tej pory, i krzyzuje nam - PPB i mi - szyki). Bede sie cieszyla, gdy juz sama zapanuje w swoim krolestwie, choc pewnie niejeden raz zabraknie mi Jego opanowania i porady.

Dzis napisal do mnie Stary Znajomy. Ma problemy w malzenstwie. Chyba powinnam byc szczesliwa, ze jestem sama. Wiecej z tym wszystkim klopotu niz wrecz przeciwnie... ;)

Zaraz jade po MMZ. Dlatego bede juz konczyc (choc i tak sie bardzo rozpisalam).

Od poniedzialku zaczynam nowe zycie... ;)

środa, 29 czerwca 2005
W wielkim skrocie

Kolejny zaganiany dzien. Z rana do specjalisty z MMZ (tym razem do laryngologa). Postawil wyrazna diagnoze i zalecil wyraznie, co musi byc zrobione.

Potem z MMZ do jego "pracy", potem do mojej pracy... Tam ciekawie. Powrot do domu, kilka telefonow. Potem spotkanie na miescie.

Potem do college'u - tam ciekawe i mile rozmowy, jedno niemile spotkanie - ale na szczescie przelotne.

Potem po MMZ. Przyjechal z Nim Gosc, ktory teraz ze mna spi! :)  Niestety; jutro juz odjezdza... :(

Potem kapiel i teraz spanie.

Dobranoc.

wtorek, 28 czerwca 2005
Ostatni dzien

Rano obudzil mnie telefon od matki MMZ'a kolezanki z klasy. Zle sie czula, i prosila, bym wziela Jej Corke do szkoly. Bylo inaczej niz zwykle. :)

Dzis byl moj ostatni dzien ze studentami na farmie. Rano ciutke spozniona zdazylam zabrac moich "pierwszakow" na farme. Po raz pierwszy mielismy taka wielka grupe, bo oprocz regular students mielismy trojke z taster'ow, czyli potencjalnych studentow.

Zaczelismy od obejrzenia nowego kucyka. Bardzo sympatyczna zwierza o nosie, w ktory tramwaj przylozyl i imieniu Sandy. Potem bylo pojenie i karmienie zwierzatek... - wszystko od swinek morskich, krolikow, szczurow, myszy i innych gerbils, po przepiekne maciupenkie myszki afrykanskie. Mowie Wam - cudo. Nie moge sobie wyobrazic jak wygladaja ich malutkie dzieci... ;)

Potem byl lunch, a po lunch'u nie moglam wrocic na farme (choc w programie bylo BBQ dla "drugoroczniakow". Nie, musialam zostac z pierwsza grupa, bo okazalo sie, ze oprocz mnie jest tam tylko jedna nauczycielka. Facetka, ktora powinna byla byc przyszla o pol godziny pozniej. O jak bardzo sie ciesze, ze juz z Nia nie bede pracowala. Byla moja kierowniczka, i szczerze mowiac tak trudnej kobiety dawno nie spotkalam.

Tak wiec po poludniu robilismy wiele rzeczy. Ukladalismy puzzle (www.jigzone.com), odwiedzalismy zoo (www.paigntonzoo.org.uk), wklejalismy i opisywalismy rozne zdjecia, pracowalismy ze zdaniami, etc. Pozniej, po przerwie, zajelismy sie edukacyjna zabawa, przy czym ja pracowalam z dwojgiem studentow pilnujac, by sobie radzili z gra w okrety. Przy czym okretami byly owoce (a konkretnie truskawki, gruszki i ananasy), i mogly sie one stykac!

Na koniec dostalam przepiekny bukiet polno-ogrodowych kwiatow, i kartke podpisana przez wszystkich. Byli bardzo smutni, ze odchodze. (W przeciwienstwie do mojej kierowniczki, ktora non-stop dolki kopie i jest przykra.)

Po powrocie do domu podjechalam z kotem do Veta na przeglad zdrowotny. Wszystko OK, ale z lekami (na robaki i pchly - to leki zapobiegawcze) i wizyta zaplacilam mala fortune. Potem udalam sie po MMZ. Dzis wydawal sie, dzieki Bogu, zdrowszy.

W domu czekala mnie niespodzianka w formie dlugiej rozmowy telefonicznej z moja angielska Przyjaciolka. :)

Teraz zamierzam zjesc kolacje i moze ciutke napisac... Jutro rano musze wziac MMZ do specjalisty (nareszcie!), a sama - po odwiezieniu MMZ do "pracy" - udac sie do nowej pracy (nareszcie!).

W piatek bedzie moj ostatni dzien w starej pracy. Koniec ery.

Groch z kapusta

Dzisiaj mialam zwariowany dzien. Rano zalatwialam sprawe wymiany paczek, ktora to sprawa ciagnela sie od zeszlego tygodnia. Udalo mi sie zalatwic, ale za to zaskoczono mnie naglym wyjazdem w okolice Exeter. Ale to bylo pozniej.

Po odwiezieniu MMZ wpadlam jeszcze na chwile do domu, a potem udalam sie do pracy. Tam bylo roznie; tj. np. nie mialam nic do roboty (czyli robilam, co chcialam, oczywiscie za wyjatkiem pisania prac), ale np. przy mnie uzgadniano przyszly rok. Wkurzylam sie troche, bo jednym z powodow, dla ktorych odchodze bylo to, ze S. powiedziala mi swego czasu, ze raczej nie bede pracowac w przyszlym roku z aktorami, bo nie wiadomo, kto bedzie potrzebowal pomocy. Dzis zas "moich-nie moich" przyszlorocznych aktorow S. oddala swojemu pupilkowi. Coz, zycie.

Na pocieszenie zas moj kierownik studiow byl bardzo wyrozumialy i pocieszajacy. :) Kochany! Szkoda, ze ma narzeczona. ;) W kazdym razie umowilismy sie na piatek. :D

Potem byl cyrk z samochodem. Oddalam go na sprawdzenie facetowi z warsztatow. Obejrzelismy razem. Stwierdzil, ze bardzo dobrze utrzymany silnik, i ze wszystko OK. W niecala godzine pozniej, gdy gnalam autostrada, zapalila mi sie ta sama lampka co dwa miesiace temu... Grrr... Boje sie troche, bo swiatelko potem pojawilo sie kilka razy. Ostatnio samochod zaczal mi dzwonic ciutke. Boje sie, czy to nie pierscienie. :/ W koncu ma niezly przebieg. :( Umowilam sie z Vauxhall'em na piatek... Kolejny wydatek, ale musze byc zmotoryzowana.

MMZ zaczyna mi na nowo chorowac. Od kilku dni widac, ze z czyms walczy. Od wczoraj ma znow wezly powiekszone, a teraz przed snem narzekal na bol ucha. No tak, ja mam w przyszlym tygodniu zaczac nowa prace... Surprise, surprise... :/

Aha, zapomnialabym napisac. Dzis mialam pozegnalna rozmowe u Najwyzszej Szefowej. Powiedzialam Jej, ze odchodze z pewnych powodow. Byla zakoczona, ale to juz Jej sprawa. Mam tylko nadzieje, ze nie rozpeta piekla, nim opuszcze ten padol. Najnizsza Szefowa chyba sie czegos spodziewa, bo probowala wymacac, jak poszla rozmowa z Najwyzsza. Powiedzialam, ze powiedzialam Najwyzszej, dlaczego odchodze. Na co Najnizsza: "zarobki dwa razy wieksze, tak?", a ja na to: "nie, niezupelnie tak...". ;) Pod koniec rozmowy dowiedzialam sie od Najnizszej, ze Najnizsza jest czarownica! Sama tak powiedziala. Naprawde ma sie za czarownice - nie w sensie bycia wiedzma do ludzi, tylko w sensie "szczegolnych mocy"... LOL   Chyba chciala mnie nastraszyc.... ROTFLOL

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>