Moje codzienne zycia kawalki...
wtorek, 17 maja 2011
Cowpaty

Czytam ostatnio MMZ'owi na dobranoc "Klechdy Domowe" i wczoraj była kolej na opowiadanie pod tytułem: "Jak powstały Karpaty"... Zwykle MMZ śledzi tekst przeze mnie czytany, ale ostatniej nocy leżał sobie przodem do ściany (a tyłem do książki) i tylko zamierzał słuchać...

Przeczytałam właśnie tytuł, a Mały pyta: ...jak to "Jak powstały Cowpaty"??? LOL (Dla niewtajemniczonych podpowiem, że cow to krowa, a pat w skojarzeniu z krową to taki "placek" krowi na trawie...) Ponieważ w domu, między sobą często używamy języka łączonego (pomieszanie polskiego z angielskim: co pierwsze na język przyjdzie) toteż połączenie cow, pat i literki "y" (jako polskiej końcówki) miało jak najbardziej dla nas sens... :D

* * *

Dzisiaj po powrocie ze szkoły MMZ pyta mnie, czy mogłaby być "pasta bake" do jedzenia na tea (bo właśnie taki "bake" bardzo lubi). Ja Mu tłumaczę, że i owszem... ale, że nie mamy makaronu, którego zazwyczaj do tego używam. Na Jego pytanie: "a jaki mamy?" w odpowiedzi wyciągnęłam opakowanie z szafki. MMZ spojrzał i zrezygnowany powiedział: "eeeee, lulki... bleee".

...Tak to już jest, gdy w rodzinie dziedziczy się wadę wymowy...

poniedziałek, 16 maja 2011
Majowo

Kolejny miesiąc już w połowie - pisanie wciąż kuleje.

W ekspresowym skrócie:

Żyjemy, mieszkamy zadowoleni, MMZ zmienia szkołę.

Ostatni piątek przyniósł MMZ'wi nowy zegarek (bardzo Mu się podobał), nadzieję na odwiedziny Dziadków i... spadek po Babci Marion!

Działka pomału przestaje być łąką zarośniętą i zapuszczoną, a zamienia się w prawdziwe plocik warzywno-kwiatowy (ha! daleko do ideału wprawdzie jeszcze, ale to się niedługo zmieni - mam nadzieję). :)

Za tydzień wracam do pracy i już się martwię jak to będzie. Długo by o tym pisać, ale nie jest to temat na forum publiczne. Zachowam zatem moje przemyślenia dla siebie.

Wczoraj cofnęliśmy się w czasie o prawie 60-siąt lat. Ciekawie było, nie powiem. Jedzonko też bardzo smaczne, choć deser przeszedł mi koło nosa...

Wciąż mam kłopoty z łaczeniem się z Internetem. Tj. mój stary dongle chodzi dobrze, i nie mam już właściwie przestojów, ale nowy wynalazek wymieniany był już trzy razy (raz odesłałam, bo chcieli mnie oskubać, potem nie było sygnału, to znów nie działał główny przycisk on/off...). Najnowszy egzemplarz zadziałał OK, ale za to traci sygnał co chwilę - chyba też przyjdzie mi go odesłać, a szkoda trochę, bo myślałam, że MMZ będzie mógł się pod moją sieć podłączyć...

Dziś byliśmy pod wieżą Alfreda (ponownie!) i na szczycie naszej niecki, o której zdobyciu marzyłam od lat - tylko do głowy mi nie przyszło, że zdobędę ją samochodem! LOL

Zochulkowi raz jeszcze przesyłam w naszym imieniu cieplutkie życzenia - dzwoniłam kilkakrotnie, ale bez oczekiwanego efektu... Mam nadzieję, że sms dotarł na tel Tatuśka.

Dobranoc. :*

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>