Moje codzienne zycia kawalki...
piątek, 21 maja 2010
Kurza melodia!

Kurza melodia. Znów sie dzis jakos we wspomnienia uwiklalam: w pracy wspominalam (nie mam pojecia skad i dlaczego mi sie to wzielo!) AH, a dzis wieczorem Babcie i Dziadka z Górskiej... jak równiez moje dziecinstwo, moja paczke oraz... pomocnik! I zal mi, ze to juz nigdy nie wróci. Wydaje sie byc na wyciagniecie reki - ot, wczoraj jeszcze... gdyby tak móc wrócic do tamtych dni, poszalec z przyjaciólmi na rowerach po Pólku i okolicach, posluchac Babci powracajacej do swoich wspomnien, dostac od Dziadka narecze bzu albo choc spotkac AH z tych pierwszych miesiecy...

Ale - niestety - "to co bylo - minelo, to co bylo - nie wróci..."

Tymczasem widze coraz wiecej znaków ostatecznych. Ogladam dlonie i momentami jakos tak strasznie zal, to znów - jak dzis w drodze na zebranie - czuje swój wiek i jego powage. Hihihihi. I tym optymistycznym akcentem skoncze w tym momencie te wywody!

W Warszawie fala powodziowa, tutaj niestety nic na ten temat w TV - wiem tyle, co wyczytam z polskich stron internetowych.

Z wiesci bardziej optymistycznych moja przybrana Siostrzenica prawie zdala dzis rozszerzona mature z angielskiego na 100%! I jak tu nie byc dumnym z takiej Mlodej Kobietki! Well done, Ringo! ;)

Kolejna zmiana sceny: pranie zrobione i powieszone, Internet wyczytany, kot nakarmiony, MMZ spi. Czas wylaczyc kompa i isc sie uspic. Dobranoc.

czwartek, 20 maja 2010
Po miesiacu

Miesiac prawie przelecial, a mi jakos codziennie udaje sie nic nie napisac... Bywa, ze mam dobre zamiary, ale potem brakuje juz energii i zamiast brac sie za pisanie wole czytac...

Pokrótce podsumowywujac, oto co sie wydarzylo w miedzyczasie:

  • Przez chwile kwitly drzewa owocowe, ale to zaraz sie skonczylo... za to przepieknie w tym roku kwitna bzy - dosc dlugo (choc juz sie pomalu koncza) i bardzo obficie. I tylko ja nie jestem usatysfakcjonowana, bo pomimo róznych wyjazdów nie udalo mi sie znalezc krzaka bzu, z którego moglabym sobie urwac choc jedna kwitnaca galazke... Ba, nawet powachac moich ukochanych kwiatów nie bylo mi jeszcze dane w tym roku! Wszystko to troche przez P., który po raz kolejny naobiecywal, ale jakos nie dotrzymuje.... :/
  • Gdzie my nie bylismy! Trudno to wszystko spamietac - wspomne wiec tylko wypad do Poole w ub. weekend. Troche pózno sie zorientowalam, bo trzeba bylo jechac wczesniej i kawalek dalej (do Exbury Gardens kolo Southampton), a powitalaby nas gama kolorów... Ale i tak bylo ciekawie: odnalazlam (z mala trudnoscia) swoje stare biuro - nie bylam tam od dziewieciu lat i jak sie okazuje pamiec juz zaczyna mnie zawodzic - tj. znalazlam bez przekonania... ot tak, z nadzieja...
  • W ub. tygodniu przez dwa dni próbowalam pisac prace na studia. W przyszly piatek wszystko musze zawiezc, a tu jeszcze CALA MASA ROBOTY! AAAAAAA!!!!!
  • Od Nowego Roku wozilam sie z wysylka ciuszków dla Zochy, bo jak sie okazuje w koncu wyrosnie! Mialam nawet wszystko ladnie spakowane tak, by wyslac na imieniny, ale znów mi sie nie udalo - brak mozliwosci (nie bylam wystarczajaco dlugo w T. wiec nie bylo jak dotrzec do DHL). W ub. sobote poswiecilam sie i wraz z MMZ udalismy sie do naszego lokalnego DHL (do którego nb. nie jest sie latwo dostac, bo w samym centrum miasta, a podjechac pod punkt sie nie da). Reka mi juz prawie odpadala (nie od ciezaru co prawda, ale od niewygody), gdy dotarlismy i okazalo sie, ze "nie ma nikogo kto bylby wyszkolony do nadania paczki" (byla sobota). GRRRR! Dzis korzystajac z okazji, ze szlismy z MMZ obok do lekarza, wstapilismy z paczka do punktu wysylki. Juz zaraz po przejsciu przez glówne drzwi uslyszelismy pytajacy krzyk (czy idziemy do DHL). Na moja twierdzaca odpowiedz uslyszlam, ze niestety osoba wyszkolona juz poszla do domu i nie ma kto paczki przyjac.... GRRRRRRRRR!!!! Zlozylam skarge, i poszlam na poczte (stare, dobre Parcel Force/Post Office). Hihihihi - przypomnialo mi sie, ze kiedys w pracy nie mówilismy Parcel Force tylko Parcel Farce... W kazdym razie na poczcie przeuprzejma Pani poinformowala mnie, ze jesli przepakuje do dwóch mniejszych paczek, to moge wyslac za mniej jak pól ceny. Ja jednak mialam juz tego wszystkiego serdecznie dosc i stwierdzilam, ze jesli juz tam jestem, to wysle tak jak jest, bo nie mam juz zdrowia ani cierpliwosci do latania z nieporecznym pakunkiem...
  • Co jeszcze? W pracy dostalam kontrakt na pismie (tj. odnowienie kontraktu). Ale jak bedzie - któz to wie? W kazdym razie moja jesienna szansa na powrót do RM przepadla - skonczyl sie szesciomiesieczny okres... :(
  • Sa momenty, ze najchetniej bym to wszystko rzucila, ale z drugiej strony... MMZ potrzebuje stabilnosci w zyciu codziennym, wiec zagryzamy zeby i brniemy dalej w zycie. Musi byc dobrze.
  • MMZ chodzi na karate, a do tego na zbiórki zuchowe, pilke nozna, cricket, badminton i nauke gry na gitarze. Z tego wszystkiego ja wymyslilam tylko zbiórki i karate. LOL Reszta jest w szkole i MMZ sam sie pozapisywal. Ciekawe, jak dlugo wytrwa.
  • OK, uciekam stad, bo trzeba sie przespac. Jutro zaczynam od samego rana... Dobranoc!
  • Aha, jeszcze tylko zdjecie... zostalam wywolana do tablicy przez MSH. Oto zdjecie nr 10 z mojego kompa:

 

- oto B* jeszcze u swojej bylej wlascicielki... (zdjecie zrobione przez T.) - chyba je juz kiedys tutaj wstawialam...

Tymczasem zapraszam Brytke, Mame Bele i Searover'a do wspólnej zabawy - ponoc nalezy wstawic na swojego bloga zdjecie nr 10 (o ile wlasciwie zrozumialam instrukcje)... LOL

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>