Moje codzienne zycia kawalki...
czwartek, 31 maja 2007
I co dalej?

Cos ostatnio czesto u mnie sie ten tytul pojawia...

* * *

Zrobilam kolejna partie tlumaczenia - nawet dosc szybko mi poszlo. Jutro jednak bede musiala doszlifowac je, bo slownictwo jednak specyficzne, i choc business English znam dosc dobrze, to troche zardzewialy jest moj polski jesli chodzi o odpowiedniki...

Coz jeszcze? Dzis mialam dwie rozmowy o prace: jedna z W-wy, druga w sprawie Krakowa. I tak sie woze z decyzja: wracac czy nie wracac... Najchetniej jednak bym nie wrocila, bo tutaj jestem "w domu", a tam sie Rodzince na kupe zwale. W dodatku i MMZ tutaj woli byc. Choc z drugiej strony tam mialby Rodzine, a ja nie musialabym martwic sie o dzien dzisiejszy (no, przynajmniej nie az tak). Zreszta tych za i przeciw jest duzo po obu stronach. Juz sama nie wiem... Pomysle jeszcze. Postaram sie przemodlic, choc jak zwykle - od dwudziestu juz lat - z modlitwa u mnie krucho. :/ Pamietam, jak kiedys taka dziewczyna-Goska chyba miala na imie (moja animatorka na drugim stopniu Oazy) skarzyla sie, ze ma problemy z modlitwa. Bylo nas bardzo duzo w jednej sali i wszystkie po niej powtorzyly to samo. Na koncu wypowiadalam sie ja, i powiedzialam, ze nie mam problemow z modlitwa. Nie uwierzyly. Ale ja dobrze do dzisiaj pamietam, ze wowczas nie mialam. Teraz i owszem. Niestety.

OK, porzucam sprawe powrotu (chwilowo chociazby) i wracam do glosnego myslenia...

MMZ byl dzis na drugim (i ostatnim w te ferie) dniu pilki noznej z Exeter City. Wracal troche smutny, bo tym razem nie udalo Mu sie zdobyc trofeum. Ale nic to; udalo mi sie Go pocieszyc. :) Pozytywnego Chlopaka mam! :)) Za to wrocil troche mokry, bo lalo u nas momentami dosc mocno.

Pytanie za piec punktow: czy ktos moze pamieta za jakiego musical'u, czy moze filmu? jest piosenka "A brand new world"? (nawet nie wiem, czy taki wlasnie ma tytul - wiem, ze sa w niej takie slowa)... Jakis czas temu znalazlam ja po malym szukaniu na Necie, dzisiaj za Chiny nie moge.... Grr.

MMZ zaczyna interesowac sie muzyka! Lubi musicale (od malego czesto ze mna ogladal), lubi rozne rodzaje muzyki (sluchal ze mna i Beatles'ow, i Andrea B., jak rowniez roznych polskich)... Ale ostatnio (przyznaje, ze tez pod moim wplywem) lubi sluchac zespolu ABBA, lubi Anne Jantar, jak rowniez... David'a Bowie, Shaky'ego, Elvis'a i... tego nowego wykonawce: Mike... Mika kojarzy mi sie z Jagoda... Ale to inna historia....

Coz jeszcze? Dzisiaj mam jakis przyplyw energii (no, przynajmniej teraz wieczorem) i powinnam go wlasciwie wykorzystac na pisanie tamtej ostatniej pracy. Mam nawet materialy zebrane, i moze zaraz je przejrze celem uporzadkowania... Zaczyna byc malo czasu na wszystko; mam jeszcze sporo tlumaczen na ten tydzien, do tego wyjazd w sobote, potem nowa praca od poniedzialku i duze spotkanie SPCG tegoz dnia po poludniu... We wtorek zas zaczynaja mi sie egzaminy... Pierwszy bedzie z Contemporary Issues. W piatek zas kolejny... Jeszcze nie zajrzalam do notatek, a mam sporo brakow, bo jednak duzo opuscilam. Oj, ciezko bedzie, ciezko. Juz zaczynam myslec o poprawce... ;) I wiek przeciez nie ten; bywa, ze przeczytam cala strone i nie mam pojecia o czym czytalam... Drzewiej bywalo, ze potrafilam dlugi wiersz przeczytac raz, i potem powiedziec go z pamieci... Ech! Starosc to definitywnie nie radosc. :/ Smierc zbliza sie duzymi krokami.

Czasami mysle sobie, ze przydalby nam sie jednak dobry Opiekun. Ale wez tutaj dziewczyno i zacznij (po conajmniej szesnastu latach radzenia sobie samej) wysylac odpowiednie sygnaly... ;) E tam, odpada. Juz sie nie naucze. Pozostaje mi, jak to ABBA spiewala, jechac do Las Vegas... Tylko za co? ;)

OK, co dalej wiec? Brac sie za te prace na studia, ogladac film z Hugh G., czy tez moze isc spac? Dokoncze mojego drink'a i zobacze, co noc przyniesie...

Dobranoc.

niedziela, 27 maja 2007
Czarownica, kot i szczury

Wczoraj kolo poludnia pojechalismy do Stourhead. Po drodze zrobilismy krotki przystanek w Street kolo McD, gdzie powitaly nas: robin, blackbird i... rats! To juz drugi raz w tym tygodniu, gdzie zaskoczyly nas cale tabuny szczurow. Za pierwszym razem poszlismy do pobliskich stawow nakarmic kaczki chlebem, ktory nam zostal z poprzednich dni... Wowczas na nasz widok trzy wielkie szczury daly nura w pokrzywy oddalajac sie z najblizszemu drodze zejsciu do wody... ale daleko nie uciekly, bo popiskiwaly glosno miedzy soba romawiajac - mialam wrazenie, ze sa tam ich dziesiatki. Wczoraj zas od szczurow dzielil nas tylko bok mojego samochodu i malutki chodniczek na szerokosc jednej plyty chodnikowej; zaraz za nim byl polmetrowy (na wysokosc) zywoplot, w ktorym siedzialy wlasnie one - co chwila tu i owdzie wychylajac zaciekawione i calkiem niewystaraszone pyszczki. Coz, do tej pory w UK mowilo sie, ze statystycznie najblizszy szczur jest od czlowieka oddalony o szesc stop. Podejrzewam, ze w tym roku statystyka sie nieco zmieni (na gorsze).

Ale ja nie o tym chcialam. Pojechalismy do Southwick po P., a potem do Stourhead. Na poczatek na powitanie spotkalismy grube drzewa (przy czym pierwsze bylo szczegolnie dziwne, bo za ruina starego drzewa, a wlasciwie w jego srodku bylo mlode (widok od tylu na zdjeciu):

Potem byly juz tylko przepieknie kwitnace rododendrony (czy to tak bedzie po polsku?):

czy:

(- MMZ demonstruje tutaj poparzona pokrzywa lapke, a Jego Matka udaje, ze jest calkiem temu niewinna...)

Oraz:

Olbrzymie drzewa:

(- Te w tle sa same w sobie bardzo starymi, wysokimi drzewami, a to powyzej jest dwa razy od nich wyzsze - wlasciwie widac jego czubek jedynie!)

Zreszta ciekawych drzew bylo wiecej:

i:

Albo:

(te poprzeczna galaz prawie na calej jej dlugosci porastaly sporawe paprocie)

Byly tez piekne widoki:

Jak rowniez miejsca interesujace/tajemnicze:

Najfajniejszy byl jednak moment, gdy doszlismy do takiego niepozornego wejscia do "jaskini". Nigdy w Stourhead nie bylismy wczesniej, i akurat tutaj miejce wygladalo tak, jakby ktos wzial troche kamieni i wymurowal nimi wejscie wraz z czarna nisza w srodku (ot, takie zaglebienie jakby wejscie do tunelu, ktory jednak nie wydawal sie byc glebszy niz na kilka krokow. W poblizu nikogo nie bylo. Zaczelam podpuszczac MMZ, by sobie tam wszedl. P. zaczal sie smiac, ze pewnie mieszka tam smok. MMZ wciaz smialo szedl w strone wejscia. Kiedy jednak ja w zartach powiedzialam do P.: "a tam smok... pewnie czarownica!" Maly zwolnil i poprosil, by P. z Nim poszedl. Zaczeli isc razem: MMZ pierwszy, P. drugi - tuz za nim. Ja w tym czasie dalej zartowalam: "...tak, czarownica... i pewnie zaraz stamtad wyjdzie...!" Tymczasem oni weszli juz na 2-3 kroki do srodka. Nagle MMZ zrobil obrot o 180 stopni, wyminal P. i zaczal leciec pedem w moja strone (szlam kilka metrow za nimi, i bylam wciaz na zewnatrz). Mine mial taka, jakby ducha zobaczyl. Zasmialam sie (bo On zawsze jest raczej odwazny w takich miejscach) i w tym momencie zauwazylam, ze faktycznie, gdzies tam w glebi, przed P. pojawia sie postac kobiety idaca w nasza strone. Wrazenie bylo rzeczywiscie piorunujace. Kobieta ta okazala sie byc Chinka chyba; widzac przestrach MMZ zasmiala sie dzwiecznie. Okazalo sie, ze tunel zakrecal o prawie 90-siat stopni biegnac pod droga polozona powyzej..., i wychodzil lekko pod gore po jej drugiej stronie. Owa kobieta wlasnie wracala z drugiej strony ogrodu... i przechodzila po prostu przez tunel na strone nasza. W srodku tunelu panowaly ciemnosci zgola egipske (no, troche bylo widac, ale niewiele); P. zrobil mi zdjecie:

Zdjec mam zreszta sporo i wlasnego pstrykania, ale teraz nie mam czasu ich wgrywac, bo musze wziac sie za tlumaczenie...

Na koniec umieszczam jeszcze jedno; po drodze wyszedl z parku kot i towarzyszyl nam spory kawalek... Mial bardzo piekna czarna, naturalna narzutke:

czwartek, 24 maja 2007
Jestem kobieta pracujaca...

Wczoraj (tj. 22-go, bo jeszcze nie poszlam po 23-cim spac) chodzila za mna data wlasnie tego 22-go maja. Nie kojarzylam za bardzo o co chodzi; glownie myslalam, ze to moze moje imieniny tego dnia wypadaja (bo tutaj sie imienin nie obchodzi, wiec bez polskiego kalendarza nie pamietam, a w dodatku ja obchodze date imienin w sposob dosc niespotykany). Dopiero dzisiaj skojarzylam, ze to przeciez moja rocznica przyjazdu na stale do UK. Oj tak, pietnasty rok sie zaczal, a jesli doliczyc do tego poprzednie pobyty, to juz niedlugo szesnasty sie zacznie... ;)

Ide napic sie szampana!

ps.1 Troche z innej beczki: dzis MMZ zostal w domu, bo byl strasznie przeziebiony. Glownie uparl sie ogladac TV, ale w koncu wylaczylam, bo ile mozna? Zaproponowalam Mu ogladanie zdjec; takie tradycyjne ogladanie - co to go juz od kilku lat nie praktykuje, bo zdjecia trzymam na memory sticks, etc. Wyjelam wiec dwa albumy, ktore byly w najblizszej szufladzie i zaczelismy ogladac. Na kilku zdjeciach byl moj EX. I tutaj MMZ mnie zadziwil; jak jeszcze kilka miesiecy temu kojarzyl, ze to EX, to dzis padlo pelne zdziwienia pytanie: "a kto to jest?" Gdy podpuszczalam Go, by sie domyslil/sobie przypomnial, to stwierdzil po chwili wahania, ze to MT (czyli Jego Dziadek)... Hmm.

ps.2 Bralam dzis prysznic, a MMZ przylecial z krzykiem pod lazienke i mowi, ze po scianie cieknie! Odkad sie wprowadzilismy, to mamy zepsuta rure na zewnatrz (odplyw sciekow ze zlewu i WC) i faktycznie cieknie po scianie (na zewnatrz). Wiec Mu mowie, by przestal panikowac, a On na to, ze w domu cieknie! W srodku! No tak, bede musiala na nowo kleic obrzeze wanny. Dlaczego w tym domu nie ma doroslego mezczyzny??? Czy ja sie na wszystkim musze znac??? ;) Na szczescie znam sie na wielu rzeczach, i taka cieknaca po scianie woda mnie nie przeraza. Tym bardziej, ze juz niejednokrotnie podobne sytuacje mialam: kiedys ciekl kibel, to znow prysznic. W ostatnim mieszkaniu to MT nawet (niechcacy) dziure w wannie zrobil - tez skleilam! :)

wtorek, 22 maja 2007
Majowka (cz.4)

Potem bylysmy z MSH w W-wie na panienskich (?) ostatkach. Mial to byc wieczor z roznymi niegrzecznymi wybrykami, ale wyjechalysmy bardzo pozno, i po drodze zdecydowalysmy sie na spokojny wypad typu: obiadokolacja plus kino. Jedzonko bylo pyszne (w dodatku na samym poczatku wyladowalysmy w tej samej sali, gdzie kilka miesiecy wczesniej bylysmy z TWCh - ale sala tym razem okazala sie zbyt glosna jak na nasze potrzeby, wiec przenioslysmy sie gdzie indziej). Pod koniec smacznej uczty MSH dostala tort i odrobinke alkoholu do wypicia, ktory to alkohol wypilam ja. :)  - Ona prowadzila. ;)

Potem, pozno juz bardzo, udalysmy sie na ostatni seans do Arkadii. Film bardzo mi sie podobal; chyba pierwszy polski, ktory nie przypominal mi kolorami o tym, ze nie jest zachodni. ;) MSH za to wpadla w miedzyczasie w objecia M. i tylko od czasu do czasu zdawala sie sprawdzac, czy ja jeszcze jestem w poblizu. :)

Po kinie zasugerowalam Jej, ze ten film powinna jednak obejrzec, i zaproponowalam, ze zaprosi swojego Przyszlego kiedys w przyszlosci... ;) Zapytalam Ja rowniez, kogo Jej przypominal jeden z aktorow (czesc filmu zastanawialam sie, gdzie on jeszcze gral, i dopiero w pewnym momencie wyszlo mi, ze bardzo do niego podobny z urody facet wystepowal jako architekt w Asterix'ie i Kleopatrze...) - ale nie skojarzyla...

Wspominajac o kinie, to podczas tego pobytu w PL udalo mi sie wyskoczyc na filmy az dwukrotnie. I oba mi sie podobaly. Przy czym wcale nie zdziwil mnie komentarz M... kurcze, musze sie zdecydowac jak tu mojego nowego Szwagra nazywac... MMSH? - chyba tak bedzie najprosciej... Tak wiec nie zdziwil mnie komentarz (obecnego juz) MMSH, ze film byl plytki i Mu sie nie podobal. Zawsze tak mam, ze moje zdanie nie zgadza sie ze zdaniem wiekszosci, i wychodzi na to, ze sie nie znam. Coz, szczegolnie jesli chodzi o filmy nie zalezy mi na znaniu sie. Wazne, czy mi sie podobal/czy do mnie przemowil/zostal w pamieci czy sercu, etc. Ten zas do mnie przemowil. I wcale nie tylko dlatego, ze Glowny Aktor wygladal prawie tak samo jak MPM (chociaz owszem, to tez zawsze wywoluje jakies tam drgnienie serca)... W kazdym razie ze mna jest mniej wiecej tak, jak to Searover opisal przy okazji wspominania o zachodzie slonca... wazne, ze ja lubie i juz. ;)

OK, wracam do przygotowan do slubu, bo nigdy tematu nie skoncze... Nasza wyprawa byla we srode, bo nastepnego dnia MSH wybrala sie do W-wy ze swoimi przyjaciolkami. Smiac mi sie troche chcialo, bo mial byc to wieczor panienski, a pojechal z nimi przyszly Pan Mlody... LOL (- na szczescie udalo Jej sie Go zgubic, i wrocila juz sama...). W polowie nocy Pan Mlody probowal sie jeszcze z Przyszla Zona skontaktowac telefonicznie, ale ta byla juz u siebie w lozku - zaspana... i tylko powiedziala Mu, by na siebie uwazal. ;) Ja bym byla jeszcze dodala: "be good"... "and if you cannot be good - be careful"... "and, if you cannot be careful... don't get caught!" ;) Ale to ja... :P

W piatek Mlodzi pojechali do W-wy w swoich sprawach i wrocili dosc pozno. Ja - niespotykanie spokojny czlowiek - zaczynalam sie denerwowac, bo kosciol trzeba przygotowac, potem wyspac sie - by ladnie wygladac w sobote na uroczystosci slubnej... a ich nie ma! Wreszcie wrocili, i wtedy okazalo sie, ze Proboszcza nigdzie nie ma... kosciol zamkniety... Wreszcie Proboszcz sie znalazl, ale okazalo sie, ze kosciol juz udekorowany (na zolto glownie, i troche ciemno-czerwono), bo z braku dekoracji slubnych obiecanych przez Mlodych Panie od Kwiatow przygotowaly kosciol juz na niedziele i poszly do domu (bylo cos kolo osmej wieczorem!)... Potem bylo juz tylko wesolo. Przyszly MMSH zrobil na mnie dobre wrazenie, bo bral sie pod koniec zwawo do sprzatania. W miedzyczasie jednak z MMZ na cmentarzu, przy swietle nieba po zmierzchu, ogladalismy bezszelestnie latajace trzy baty... Pozniej ja podjelam executive decision za nas wszystkich (glownie ze wzgledu na wiek Proboszcza - bylo juz po 23-ciej i czas najwyzszy, by zamknawszy kosciol mogl isc spac...).

Potem nastapila bardzo krotka i nerwowo-meczaca noc; co chwile sie budzilam, bo wiedzialam, ze musze na osma byc juz w kosciele, by skonczyc dekoracje...

(c.d. nastapi... tymczasem wsadzam tutaj kolejne zdjecie ze slubu, a raczej tym razem z wesela....)

niedziela, 20 maja 2007
Sennie

Wywalilam statystyke MyBlogLog czy jakos tam, bo mnie zaczela wkurzac.

Zmeczona jakas jestem; powinnam zajac sie moimi papierzyskami, a oczy sama mi sie zamykaja i jakbym mogla, to bym sobie drzemke poobiednia zrobila. Chyba walne sobie mocna kawe...

Nie wiem skad

Ktos mi przyslal e-mail'em. Nie wiem skad wziete, ale wrazenie robi...!!!

"Erosion Problem

Tuesday, January 30, 2007"

 
1 , 2 , 3
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>