Moje codzienne zycia kawalki...
czwartek, 26 kwietnia 2012
Lało, leje i... lać będzie?

Dziś lało praktycznie cały dzień. Momentami mocniej, to znów jakby miało przestać. Raz wyszło słońce, ale na dosłownie trzy minuty. Leje wprawdzie od tygodnia (jak nie dłużej), ale na przykład wczoraj udało mi się wyskoczyć na działkę i posadzić mój bez (oraz kilkanaście cebulek różnej maści). Lać ma nadal, ale jakby ciut mniej.

Tymczasem cały prawie dzień spędziłam w siedząc sobie cichutko w A. Grzejniczek szumiał, radio zawodziło w tle na smutno, za oknem white-browed tit zrobił mi niespodziankę pojawiając się nagle i bliziutko (akurat twarz miałam prawie przy szybie). Potem Joe wpadł na lunch i podzieliliśmy się swoimi życia historiami. Resztę czasu (no, prawie całą resztę) spędziłam na studiowaniu księgi od Jim'a C. Mam zamiar Go zresztą zaskoczyć - tylko nie wiem, czy przyszłomiesięczna niespodzianka nie wypadnie zbyt późno.

Za to dzisiaj MMZ odkrył, że mama od lat pisze bloga. Poczytaliśmy sobie trochę wpisów z "Na wesoło", ale klucza Mu nie dałam. Trochę to zresztą nie fair, bo On mi klucz do swojego bloga dał. Nawet przez pomyłkę dał mi uprawnienia "użytkownika" (czago po chwili pożałował). ;) Dumna jestem z Niego, bo sam zaczął interesować się polskim (choć wątpię, by był tego tak w pełni świadomy): ot, pisze sam z siebie do Dziadka, założył blog po polsku, zagląda na polskie strony. Wprawdzie język polski dość dobrze zna, ale głównie do tej pory od strony mówionej...

OK, czas na sen, bo północ minęła. Za oknem dalej leje....

Dobranoc.

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>