Moje codzienne zycia kawalki...
sobota, 30 kwietnia 2005
Przed wyjazdem

Jutro wyjezdzam. To juz za 6 godzin. Wyjade wczesniej, bo moze byc mgla. Oczy mnie bola, a jechac bede noca, wiec moze i lepiej, ze wczesniej. Tak sie zastanawiam, czy nie jechac teraz i przespac sie na parkingu w samochodzie... Boje sie troche, ze jesli usne w lozku, to nie wstane. Zmeczona taka jestem po ostatnich kilku dniach... Hmm. Pomysle jeszcze nad ta opcja. Wprawdzie (o ile pogoda i ruch na drodze pozwoli) to to tylko dwie godziny szybkiej jazdy, ale za to cala droge autostrada - pasc mozna z nudow noca.

Na lotnisku musze byc ok. 6-tej rano. W PL powinnam byc przed poludniem. Potem 24h na miejscu i zapylam do UK. Bede ponownie miala okazje porownac przewoznikow, bo w jedna strone lece Britishem, a w druga Lotem...

Jak Bog da, to bede z MMZ w domciu w poniedzialek przed 20-sta. Zycze Wszystkim spokojnej niedzieli.

Zostancie z Bogiem.

Wariatka

Odbilo mi. Slowo daje. Chyba upal na mozg mi dzis padl... Prawdziwa wariatka. Inaczej chyba tego nie mozna nazwac. MBM powinien sie cieszyc, ze sie rozstalismy...

Zamiast pisac prace, to wsiadlam w samochod z zamiarem podjechania do T. w kilku sprawach. Dojechalam do glownej ulicy prowadzacej z mojego miasta do T. Byla zamknieta przez policje. Mialam trzy wyjscia: wrocic do domu (odpada), jechac dookola (a co jak tam tez korek?) lub jechac przez pola taka typowo angielska waska droga "wiejska". Wybralam oczywiscie to ostatnie. Wyglada to mniej wiecej tak, ze droga jest asfaltowa, ale tylko na jeden samochod, z mijankami po drodze. Duzo zakretow co chwila, a do tego droga wchodzi gleboko miedzy pola (co sprawia, ze jedze sie jakby takim wyzlobionym korytarzem, po ktorego bokach do wysokosci dachu jest ziemia, a potem jeszcze wyzej zaslaniaja krzewy-zywoploty ciagnace sie wzdluz drogi).

Wyjezdzajac z miasta mialam przed soba tylko taksowke. Nie zdziwilo mnie, ze taksowkarz wybral te droge, w koncu byl - jak i ja - miejscowy, i mogl znac taki "skrot". Po niecalej mili stalo sie jednak jasne, ze nie tylko my wpadlismy na taki pomysl. Nie dosc, ze za mna pojawil sie samochod, to od drugiej strony, od strony T. nadjezdzaly cale ich stada.

Minac sie na takiej drodze jest dosc latwo, gdy spotykaja sie tylko dwa samochody, ale gdy z jednej nadjezdzaja trzy, a z drugiej siedem, w tym dwa mini-busy, to sytuacja staje sie bardziej skomplikowana. Z trudem temu z taxi i mnie udalo sie przepuscic dwa pojazdy z przeciwka. W tym czasie jednak z obu stron dobilo wiecej pojazdow i okazalo sie, ze nikt sie juz nigdzie nie ruszy... Przynajmniej przez jakis czas. No, moze za wyjatkiem rowerzysty, ktory swoj rower podniosl nad glowe i zaczal przepychac sie miedzy blokujacymi droge samochodami. Dobrze, ze byl szczuply, to mu sie udalo.

Z lewej strony mialam samochod przystawiony na mur do wysokiej na metr sciany "pobocza", a powyzej zielen. Z prawej, w odleglosci niecalych 20 cm ode mnie stal elegancki, luksusowy Merc. Widac panstwo w nim jadacy (w kierunku przeciwnym do mojego) mieli klime, bo siedzieli z zamknietymi oknami.

Ja zgasilam silnik, otworzylam okno i dach, i zaczelam rozkoszowac sie "cisza" i spiewem ptakow. W miedzyczasie zadzwonili M&M, wiec cisza chwilowo zostala przerwana. Dziwili sie, ze ich na dzis nie zaprosilam i chcieli umowic sie na przyszly tydzien... Potem posiedzialam jeszcze z 10 minut, i nagle sie ruszylo. Samochody blokujace droge przed nami zaczely wycofywac i po kilku minutach droga znow byla przejezdna... przynajmniej w jedna strone. :)

W T. nie zalatwilam tego, co chcialam, wiec gazem przybylam do swojego miasta. Tutaj podjelam meska decyzje i zalatwilam to, czego nie zalatwilam w T. Ale wlasnie z powodu tej decyzji mysle, ze jestem jednak postrzelona... ;) Nie, nie powiem dlaczego... :P

Zamiast kota - namiot.

Dzis rano pojechalam zawiezc kota na wczasy. Po drodze okazalo sie, ze jest car boot sale. Wstapilam. Ostatnio odwiedzilam cos takiego piec lat temu, wiec choc troche czasu mi bylo szkoda, pomyslalam - czemu nie? Pochodzilam prawie godzine. Udalo mi sie kupic bargain - namiot-zabawke - mysle, ze sie MMZ spodoba. :) Ciekawe, co sobie sasiedzi pomysleli, gdy widzieli, ze wywoze rano kota, a wrocilam z namiotem? ;)

Po drodze do domu wstapilam na poczte. Przyszla ksiazka z Izraela. Wlasciwie nie ksiazka, ale ksiega. Wydana prawie 50-siat lat temu. O moim miescie rodzinnym. Jest sporo zdjec. Jestem z niej bardzo zadowolona.

Teraz jestem juz po sniadanio-lunch'u i zabieram sie wreszcie do pracy. Az mi zal siedziec przed kompem - jakbym miala laptopa, to poszlabym z nim na dwor. Pogoda pieknieje z godziny na godzine. Rano bylo smetnie i chlodno. Teraz robi sie goraco i sloneczko wychodzi... :) W poniedzialek ma byc upal.

piątek, 29 kwietnia 2005
Trzonkiem od siekiery walnieta

Glowa juz nie boli jak bolala, tylko czuje sie ciutke jakby trzonkiem od siekiery walnieta. Tj. nie tyle o trzonek mi chodzi, co o ta tepa strone siekiery... tylko slowa znalezc nie moge. ;)

Nie mam jednak slabosci w miesniach wiecej, wiec brac sie pora do pracy, bo mnie ranek zastanie. Rankiem zas pielgrzymke z Cieniem do C. odbyc nam trzeba, by sobie pourlopowal...

Kiepsko dzis ze mna

Do pracy poszlam majac cmiacy bol glowy. Ale ogolnie nie bylo tak zle i mialam nadzieje, ze przejdzie.

Rano pomagalam chlopakowi, ktory pisal egzamin z matmy. Zwykle lubie takie egzaminy, ale dzis ktos nawalil i bylo troche klopotow. Sprawa skomplikowala sie tym bardziej, ze osoba, ktora nawalila byla dzis na szkoleniu i nie byla obecna.

Po egzaminie wyszlam z tak wielkim bolem glowy, ze az mnie mdlilo. I pomyslec, ze to nie ja pisalam egzamin... Bol glowy nie ustawal i towarzyszyl mi przez calego Krola Artura. Po powrocie do domu postanowilam wziac sie za ogrodek. Chcialam zapomniec, ze boli. Jednak trawa, ktora od zimy wyrosla do kolan, nie dawala sie tak latwo skosic. Do bolu glowy doszedl bol kregoslupa. Poddalam sie.

Nafaszerowalam sie lekami, bo dzis musze dokonczyc prace, ktora mialam oddac wczoraj, a ktorej nie udalo mi sie skonczyc z powodu wyjazdu. Jutro musze napisac jak najwiecej kolejnej, bo w niedziele w nocy wyjezdzam, a po powrocie bede miala tylko pol nocy na jej dokonczenie.

Ale jest mi slabo jakos. Wszystkie miesnie, a szczegolnie te w nogach i rekach sa jak wata. Glowa przeszla w 90%. Nie wiem co sie dzieje. Moze to przeziebienie sie zaczyna? Chlopak z porannego egzaminu byl "full of cold"...

Krol Artur

Pracujemy nad Legendami Krola Artura. Jest bardzo wesolo, choc biorac pod uwage temat, chyba az tak wesolo byc nie powinno. ;) Zaraz wracam na scene filmowac.

Wiem, ze po pracy mialam dzisiaj cos zalatwic. Ale co?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>