Moje codzienne zycia kawalki...
środa, 16 marca 2011
Kocia trauma

Pisałam już kiedyś na temat pająków... Dziś powrócę do tematu. Otóż kiedyś się pająków panicznie bałam. Mimo wszystko starałam się ich nie zabijać: łapałam ze wstrętem i wynosiłam za okno. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy zostałam tzw. samotną matką w parterowym domu pełnym pająków czereśniaków (znanych w Anglii pod nazwą House Spider czyli Pająk Domowy). W wyniku doświadczeń z owymi pająkami, które znane są ze swojej niesamowitej żywotności, prędkości i brzydoty, trochę się oswoiłam z pająkami, ale spotykając czereśniaka nie próbuję go łapać tylko od razu biorę co w rękę wpadnie i walę celnie i z całej siły. Wiem, że tylko ubicie takiego "gada" gwarantuje jego nieruchomośc: widziałam niejednokrotnie jak dorosłe osobniki w panice ucieczki gubiły nogi i dalej pruły na przód...

Dzisiaj kończyłam właśnie w kuchni smażenie naleśników gdy MMZ zawołał z dużego pokoju, że kot znalazł pająka. Boo jest świetnym tropicielem pająków, przy czym raz tylko widziałam jak pająka zjadł - zazwyczaj jednak zdziwiony chodzi za pająkiem i nie wie czy to zabawka czy też jedzenie? Po chwili MMZ zawołał, że jeszcze tak wielkiego pająka w domu nie widział. Faktycznie, gdy doszłam obejrzeć był to okaz nie lada: szerokość ciała (czyli pająka właściwego) wynosiła chyba z półtora centymetra jak nie więcej. Bydle! Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to czasem nie młoda tarantula ale nie było czasu na rozważania, bo pająk mknął po dywanie w tępie zastraszającym. W rezultacie złapałam za dość grube czasopismo i z całej siły trzepnęłam nim o ziemię przygniatając jednocześnie nieproszonego gościa. Przyglądający się akcji Boo czmychnął do przedpokoju i siedział tam przez długi czas nie dając się zaprosić na swoje ulubione przysmaki. Wreszcie, po prawie godzinie niepewny wrócił do pokoju, obszedł go na ugiętych nogach rozglądając się za pająkiem.

I teraz się z MMZ zastanawiamy: czy Boo wystraszył się uderzenia czasopisma o ziemię (i moich na owe czasopismo skoków) czy też tak bardzo przeżył nagłą i tragiczną śmierć pająka. Jeśli to drugie, to dlaczego? Wśród pomysłów na wytłumaczenie kociego zachowania były między innymi takie: pająk był kota przyjacielem, który towarzyszył Boo podczas długich samotnych godzin spędzonych przez kota w oczekiwaniu na nasz powrót z pracy/szkoły. Może nawet kot przekonał pająka by przyszedł do dużego pokoju, bo chciał go nam przedstawić? ;)

Cokolwiek by to nie było, Boo był wyraźnie w głębokiej traumie. Teraz ją odsypia. :)

poniedziałek, 14 marca 2011
For Japan

poniedziałek, 07 marca 2011
Drugie podejście

No kurza, za przeproszeniem, pupa! Ile razy można???

* * *

Skończywszy rytualne kładzenie MMZ do spania wzięłam głęboki oddech, zrobiłam sobie garniec kawy, i zasiadłam przed monitorem mojego laptoka (jakby to MM powiedziała) z nagłym postanowieniem poczytania wspomnień z przeszłości. Do wspomnień zresztą skłonił mnie blog MSH; zapragnęłam sprawdzić, czy rzeczywiście małe dzieci to mały kłopot, a duże to... duży (jak zresztą sama często powtarzam). Tak jak już wcześniej wspominałam, lubię czasami zajrzeć do wpisów sprzed lat, porównać co robiłam w ten sam dzień czy miesiąc kilka lat temu, jaka byłam, czy bardzo się zmieniłam, czy jest lepiej czy gorzej, a może po prostu tylko inaczej?

Otworzyłam wspomnienia sprzed lat sześciu. Przez chwile szukałam w myślach planu do owych wydarzeń: gdzie wówczas mieszkałam, gdzie pracowałam, z kim się przyjaźniłam, co robił MMZ? Potem już wszystko wróciło, a ja nadziwić się nie mogłam, że to wszystko z jednej strony już takie dalekie, a jednocześnie takie bliskie, bo pamięć obudzona notatkami wróciła gamą odczuć i emocji...

I dzięki temu chyba znów zapragnęłam napisać notkę: utrwalić obecne wydarzenia (a jest ich niemało) ku pamięci (własnej, a może i nie tylko?).

Zabrałam się zatem bezzwłocznie do tworzenia nowego wpisu, a tu ni z tego, ni z owego... telefon dzwoni! Spojrzałam na zegar w rogu ekranu - wszak już po 21-szej! Szybka myśl: Rodzice dzwonią. Ale nie, przecież już rozmawialiśmy. Przeczucie mną nie targało, więc stwierdziłam, że to pewnie moja Psiapsiuła A.

OK, w myślach szybko zdecydowałam, że notkę napisać zawsze mogę, a o przyjaźń trzeba dbać, wiec rozmowie telefonicznej dałam pierwszeństwo.

Jakież było moje zdziwienie, gdy w telefonie usłyszałam obcy (w pierwszej chwili) głos podający po angielsku moje imię i nazwisko, i proszący o potwierdzenie, czy to ja... Zdziwiona czekałam na ciąg dalszy, bo przecież firmy tutaj po 21-szej już nie dzwonią (owszem, spodziewałam się dziś telefonu, ale do 17-stej). Okazało się jednak po chwili, że wiem kto to jest: półinternat MMZ odwoływał zajęcia w zwykłym miejscu, bo dach w szkole sie urwał... Zaoferowali mi miejsce zastępcze. Porozmawiałam przez dłuższą chwilę jednocześnie zastanawiając się czy uda mi się jutro załatwić dodatkowe wolne w pracy i odebrać MMZ osobiście...

Zdążyłam odłożyć słuchawke i wznieść dłonie nad klawiaturę, gdy z drugiego pokoju dobiegło mnie wołanie MMZ, że ma krwotok z nosa... Jeszcze lepiej! Przecież już tak rzadko to się zdarza! Pewnie dłubał w nosie! Z niecierpliwościa wysłałam Go do łazienki (wie co robić, bo to nie pierwszy raz - wprawę ma od malusieńkiego...) i szybciutko skleciłam poprzednią notke spodziewając sie wydłużonej akcji "ratowniczej" związanej z krwawiącym zazwyczaj dość obficie nosem...

Jednak okazało się, że krwotok skończył się samoistnie i tak szybko i nagle, jak się zaczął (szczerze pisząc podejrzewam, że go pewnie wcale nie było, a za to zapewne był ciekawy MMZ pragnący dowiedzieć się co chciała osoba dzwoniąca tak późno...). Nie dałam się na to nabrać, i MMZ musiał wrócić do łóżka bez upragnionej wiedzy (nie chcę, by przeżywał, że iść ma na nowe miejsce...).

* * *

I takim to sposobem wyszła notka o chwili obecnej, a nie o tym, co opisać chciałam. Niech będzie i tak! :)

Czasem tak lubię

Czasem tak lubię zajrzeć sobie do moich starych blogowych wpisów. Cofnąć się w czasie o kilka lat, sprawdzić co robiłam cztery, pięć czy sześć lat temu...

* * *

Ha! I tu właśnie nagle i bez uprzedzenia wdarła się okrutna rzeczywistość. Notki, na którą miałam chęć nie będzie. Szkoda...

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>