Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 22 marca 2009
Do góry nogami

MT z MMZ zaliczyli London Eye (MMZ po raz kolejny) i skonczyla sie wizyta MT.  :/

Natomiast ja stawiam wszystko w chwili obecnej na glowie i juz calkiem nie mam czasu na uwiecznianie moich przemyslen, czy chociazby dni codziennych... Szkoda. Jak sie unormuje (o ile sie unormuje), to wróce i napisze wiecej. Tymczasem moge tylko wspomniec, ze tym razem zmiany sa ogromne i dotycza wszystkich dziedzin naszego zycia. Hmm; OK, prawie wszystkich. W kazdym razie zmiany beda ogromne i nie wiem, jak my to wszystko przezyjemy....

Budze sie nad ranem niepewna, czy podjelam dobra decyzje. Ale na wahanie jest juz za pozno - slowo sie rzeklo: kobylka u plotu (czy u plota? po polskiemu juz nie potrafie!?!). Wszystko wyjdzie w praniu w przeciagu najblizszych czterech tygodni. Tymczasem  czeka mnie podwojna kupa roboty. Strach sie bac!

niedziela, 01 marca 2009
Oj, zgadza sie...

1 Maja za pasem, a tu relacje z tylu wyjazdow do tylu!

Przede wszystkim wypad do Poludniowo-Wschodniej Anglii... Coz to dlugo pisac - nie bardzo nam wyszedl. W planach byl weekendowy wyjazd do BR, a potem dluga wycieczka po West Sussex i Kent, ktora zakonczyc sie miala w Londynie odbiorem MT i kolejnym weekendem - tym razem wlasnie w Stolicy.

Niestety, pobyt w BR byl o dzien krotszy (za pozno wyjechalismy), a reszta planow zostala drastycznie zmieniona, bo MMZ sie rozchorowal. Niby nic powaznego, a jednak nie nadawal sie do podrozy. Totez oprocz dlugiego spaceru do Summerley i pub'u Southdowns, a potem wypadu do Tangmere i Bosham, zas w drodze powrotnej ogladania zachodu slonca w New Forest - niewiele sobie pouzywalismy. Szkoda nam bylo wracac do domu, ale zdrowie wazniejsze.

Reszta tygodnia przeleciala nie wiadomo kiedy na zajeciach domowych, a potem byl czas wyruszyc po MT do Londynu. Spoznilismy sie troche, ale za to mielismy piekna pogode podczas zwiedzania: w piatek po odebraniu MT zaliczylismy Richmond Park z widokiem na zamglona tego dnia St Paul's Cathedral, oraz Hampton Court. Do hotelu dojechalismy zmeczeni, ale znow - podobnie jak pokoj w BR - jesli chodzi o lokalizacje to bylo OK (6-te pietro z widokiem na szkole MPM). Drugi dzien to wypad do ChFC, potem meczarnie w metrze (pol District i cala Circular byly zamkniete!), nieplanowala, ale swietna wycieczka po Tamizie, ogladanie (troche na szybko) Tower, i znow powrot - z zachodem slonca w momencie brzegowania. Potem zas korki az do wyjazdu z Londynu. Na Services w RG spotkalismy bardzo mila Polke - obsluzyla nas lepiej, niz w restauracji I kat. W domu bylismy pozno, ale za to w niedziele mialam caly dzien na walke z kompem, bo jak sie okazalo pisanie pracy na studia gdy siadzie polaczenie internetowe to nie taka latwa sprawa.

Tydzien ciezkiej harowki w pracy (ale egzamin instruktorski zaliczony OK), troche stresu w czwartkowy poranek (ale sie udalo!) i znow weekend - tym razem z nieplanowanym wypadem do Brecon zamiast do Bristol (prawda, ze latwo sie pomylic?), a dzis obiadek w przemilym towarzystwie... :)

OK, czas na sen, nie?

ps. hmm... tak sobie mysle, ze jakby tak Szanowna Komentatorka (Krytyk? czy Krytykantka? a moze Krytyczka?) zaczela sama pisac bloga, to moze i u mnie motywacja by sie znalazla?

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>