Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 30 marca 2008
CIC - prawie koniec...

Dzisiaj byl trzeci od konca CIC. Czy raczej CIESK?

Odgrywalam role studentki z bolem plecow, i baby chcacej kupic swoje mieszkanie... :P

W drodze powrotnej wpadlam do Bs. - nawarzyli sobie piwa, trzeba bedzie teraz cos na to poradzic...

Ach, prawie bylabym zapomniala: wczoraj calkiem przypadkiem spotkalam P. w TLL w B. - do twarzy Mu w garniturze. :) I nawet pieniedzy mi troche oszczedzil. :)

Jestem do tylu z mnostwem pracy. Nadganiac bede musiala zdrowo w nadchodzacym tygodniu, bo potem dwutygodniowe ferie... Ech, czy ja kiedys odpoczne? Chcialabym czasem moc zwolnic, ale jak sie wpadlo w te trybiki, to ciezko jest sie zatrzymac. Tym bardziej, ze nie da rady zmienic tego wszystkiego ze wzgledow finansowych. Chociaz...? Czasem mysle, by wyemigrowac na jakas mala wysepke przy wybrzezu szkockim. Mieszkac sobie w domeczku na skale, na owieczki spogladac, dzieci wiejskie uczyc... albo i babcie jakies...

OK, czas chyba na sen. Moze mi sie taki domek przysni?

wtorek, 25 marca 2008
Fakturowy zapal

Siedze przy stole i zamiast przygotowywac faktury to pisze bloga. Ot, typowa ja. Wszystko na ostatnia chwile... Wlasnie przed cos-ponad-godzina wrocilam z pracy do domu. P. pogadal, w koncu pojechal. MMZ jeszcze sie przeklada z boku na bok (wiem, bo slysze jak Jego lozko trzeszczy).

I tak sie zastanawiam; wziac sie za robote, czy isc spac? O ile siebie znam, to nad ranem nie dam rady sie dobudzic. Przed chwila mialam przyplyw zapalu do wykonania, co nastepuje: dwie faktury (w tym jedna dluga), papierzyska zwiazane z ODP, oraz dokonczenie bazy danych w formie prowizorycznej... Zrobilam sobie herbatke z Watry, przeczytalam mail'e i wiadomosci, i nagle zmeczenie mnie dopadlo. I co teraz? No nie, musze sie zmobilizowac, bo jak teraz nie zrobie, to dopiero pewnie jutro w nocy, albo i pozniej... Chociaz te faktury porobie, a co!

Dobranoc zatem. :) 

poniedziałek, 24 marca 2008
Kosci zostaly rzucone

... czy moze raczej: zapadla decyzja co do sposobu, w jaki pojedziemy w tym roku na wakacje (o ile oczywiscie Bog da). :)

Otoz w gre wchodzily sposoby nastepujace:

- autobus (MMZ bardzo chcial, ale ja juz jestem na to chyba za stara... Czy to nie dziwne jak czlowiek przyzwyczaja sie do komfortu? - jeszcze 10 - 15-scie lat temu podrozowanie autobusem do Polski bylo dla mnie normalnoscia. Teraz za zadne skarby nie chcialabym tak jechac; ostatni raz jechalam tak do Polski, gdy zawiozlam MMZ AirPolonia (ich pierwszym lotem w dodatku!) na Swieta 15-go bodajze grudnia ktoregos tam roku, przylecialam zaraz na drugi dzien znow do UK przepracowac jeszcze tydzien, i udac sie na Swieta autobusem wlasnie... mialam dwa siedzenia (kupione wczesniej, bo tak mielismy w planie wowczas jechac, a potem AirPolonia sie pojawila, wiec i plany sie zmienily)... ale mimo tego strasznie mnie plecy bolaly i droga od Poznania przez Lodz do W-wy byla makabryczna...

- kolej - obydwoje chcielismy udac sie koleja - kiedys tak fajnie sie jechalo z Ashford przez Bruksele... czasem tesknimy za tym brukselskim postojem... Ale odkad PKP zmienilo trase Kiepury podroz stala sie bardziej meczaca, a i slaby funt nie napawa optymizmem: biletow nie da sie kupic wczesniej niz na 60 dni przed odjazdem... nie wiadomo, co sie ryzykuje...

- samolot - opcja najtansza, i najszybsza... za nas dwoje do PL i z powrotem wychodzilo z Bristol raptem £147... Oczywiscie plus koszt mojego samotnego powrotu i wylotu znow po MMZ... Ale oboje nie lubimy latac, zreszta po tak wielokrotnym lataniu to juz nie przyjemnosc, a rutyna i frustracja...

- tak wiec padlo na nasz ostatnio preferowany sposob podrozy: samochodem... :) Nie wiadomo tylko, czy tym razem Maciek wytrzyma... :/ Badz co badz ma ponad 120tys. mil na silniku. Ale bilety na prom kupione. Noclegi prawie zarezerwowane (Bart zalatwil nam znizke w obie strony! Byl bardzo mily mimo, ze przegapilismy Swieta Bozego Narodzenia i oficjalne podziekowanie za koszulke). :)) Pozostaje jeszcze nocleg na granicy niemiecko-polskiej i teraz mam dylemat: udac sie do jednego z dwoch znajomych nam niemieckich hotelow (hoteli?) czy tez probowac gdzies po polskiej stronie? Z jednej strony mamy swoje wyprobowane (te po niemieckiej stronie), ale z drugiej slaby funt oznacza, ze zaplacic przyjdzie £20 wiecej w jedna strone niz w ub. roku... Z drugiej nie jestem przekonana, czy samochod z brytyjska rejestracja nie bedzie w Polsce przyciagal potencjalnych zlodziei. :/ Moze nie jest tak zle jak sobie wyobrazam? Jest jeszcze jedna niewiadoma: w tym roku mam duzo wydatkow (Komunia MMZ, byc moze przeprowadzka/albo chociaz przedluzenie kontraktu, podatek drogowy, ubezpiecznie - pomoc drogowa w Europie, oplacenie noclegow w podrozy do Polski - zeby nazwac kilka), a tu nie wiadomo po ile bedzie paliwo po drodze, i jak bedzie stal funt. Coz, nie bede sie martwic na zapas. Droge juz w miare dobrze znam - damy sobie rade. :))

Zostalam matka

Po raz kolejny zostalam matka. :) Synus ma na imie David Grzegorz. :))

sobota, 22 marca 2008
Bujam w chmurach

Oj, coraz mniej mam czasu na blog'a; potem mi jest szkoda, bo czas ucieka, wspomnienia odejda w niepamiec... (coz, starosc, nie radosc...).

Strasznie u nas od dwoch dni wieje. Wieje glownie od polnocy (chyba dobry znak, bo z doswiadczenia poprzednich lat wiem, ze taki polnocny silny wiatr przychodzi dwa razy do roku - jesienia i wiosna, i zwiastuje zmiane z lata na zimie badz, jak teraz, z zimy na wiosne. Ale nim to sie stanie, ponoc czeka nas snieg jutro i pojutrze!

Zostajac przy pogodzie: wczoraj jadac z autostrada z T. mielismy deszcz z gradem - wielka chmura zakrywala niebo az to granicy QHills na autostradzie. Przed nami bylo piekne kolorystycznie niebo znane z angielskich obrazow: sina, wielowarstwowa chmura nad Bristol, kawalki blekitu i rozu tu i owdzie, zas na zachodzie prawdziwa dramaturgia kolorow z obrazkow znanych mi z dziecinstwa, a przedstawiajacych scene ukrzyzowania - trudne to wszystko do opisania, ale niesamowite bylo i chcialabym to zapamietac. W dodatku przejechawszy do wyjazdu polnocnego, i zawrociwszy w druga strone zobaczylismy bardzo dziwny, niewidziany nigdy przedtem widok: sino-fioletowa chmura gradowo-deszczowa, ktorej doswiadczylismy wyjezdzajac z T. odchodzila na poludniowy-wschod... jej wyglad byl "most peculiar": skladala sie jakby z segmentow zwisajacych w regularnym "pattern": wygladalo to troche jakby winne grona wydluzone w dol, badz cos na ksztalt pojedynczych piersi kobiecych zwisajace jeden obok drugiego - bylo ich sporo - pewnie ze dwadziescia. Chcialam zrobic zdjecie, ale akurat prowadzilam samochod. Nim dojechalam do domu i wysiadlam z samochodu, chmura schowala sie za blokiem...

Wczoraj rozmawialam z polskim ksiedzem; mam troche rozterki, bo on chce postawic sprawe na ostrzu, a ja wolalabym pokojowe rozwiazanie. Widze wprawdzie jego racje, ale w sumieniu nie zgadzam sie z tym podejsciem. W dodatku wyglada na to, ze bede mimo wszystko "piggy in the middle". :/

Powinnam wziac sie za robote, ale jakies lenistwo mnie dopadlo. Nie robie nic: dom niewysprzatany, praca nie zrobiona, materialy nie sa przygotowane... Ale przeciez Swieta mamy, wiec troche odpoczynku sie przyda. Szkoda tylko, ze nie wyrobilam sie z wiosennym sprzataniem, ale Swieta zaskoczyly mnie o conajmniej dwa tygodnie wczesniej (tj. wiedzialam, ze maja byc teraz - znalam date, ale jakos czasowo myslalam, ze mam jeszcze ze dwa tygodnie...).

W kazdym razie zycze Wam i sobie spokojnych i zdrowych Swiat. Oraz Bozego Blogoslawienstwa na caly rok.

Jutro podaje David'ka do chrztu. Oj, bedzie sie dzialo! :))

czwartek, 06 marca 2008
Ucieka, oj.. ucieka!

Czas mi ucieka. Nie zdazylam opisac Dnia Matki, wydarzen ostatnich dwoch tygodni, przemyslen, etc. Dzisiaj, to dla mnie juz yesterday's news. Trudno. Przepadlo.

Dzisiaj rano pojechalam do W. obejrzec mieszkanie. Bardzo ladne, ale do konca nie jestem przekonana... Pozniej pojechalam do T., do szkoly - spisalam daty jesienne, zrobilam mini zakupy po drodze i wrocilam do domu, bo meble mieli przywiezc. Naczekalam sie, po czym okazalo sie, ze zapomnieli... Ale umowilismy sie, ze pojade po MMZ, po czym spotkamy sie pod domem - i faktycznie, udalo sie co do sekundy! :) Zadowolona jestem, choc faceci nie powiem - nadzwigali sie nieziemsko. Teraz mam tylko rozterke, bo powinnam ukladac rzeczy, pisac trzy prace, i odpoczywac. Co wybrac? Oj, zdopingowac sie nie moge.

OK, koncze ogladac Beatles'ow i zabieram sie za pisanie...

 
1 , 2
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>