Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 27 grudnia 2015
Święta

Święta właśnie minęły. Cichutko, szybciutko - inaczej, niż zwykle. Jutro (a właściwie to już dzisiaj) kolejna niedziela... Dobrze, że poniedziałek będzie wolny, bo sporo pracy w domu się uzbierało. I aż mi się nie chce myśleć o powrocie do pracy we wtorek, bo pogoda ma być taka raczej mało ciekawa... :/

sobota, 05 grudnia 2015
Kolejny wpis

Miałam zmieniać pracę, ale jednak zdecydowałam się zostać i zobaczyć, jak będzie dalej. Zdecydowałam się w ostatniej chwili, bo już nie tylko ofertę pracy miałam, ale i konkretną propozycję w sprawie daty, etc.

Tymczasem jednak byłam na badaniach pod kątem raka piersi (dokładnie trzy lata temu znalazłam guza, i po początkowym wielkim niepokoju lekarzy, którzy podejrzewali najgorsze, po biopsji i wszelkich badaniach, omówieniu mojego przypadku przez specjalistów, okazało się, że jednak fałszywy alarm.

I prawie co do dnia po trzech latach, znów znalazłam się w szpitalu z podejrzeniem kolejnego problemu w tej samej piersi. Ale, na szczęście w miarę szybko stwierdzono, że to pewnie tylko cysta.Mimo wszystko skierowano mnie jednak na badania dodatkowe, przy okazji pytając, czy ktoś omawiał ze mną operację usunięcia pierwszego guza - co wywołało moje wielkie zdziwienie, bo nikt tego wcześniej nie wspominał...

Trochę ponad tydzień później znalazłam się w szpitalu na badanianich po raz kolejny. Po badaniu pierwszym przyszło długie oczekiwanie na USG, "umilane" przez nawiedzoną "uzdrowicielkę", która ode mnie była o trzy lata młodsza i oczekiwała na swoje pierwsze badania... Wreszcie zawołano mnie na badanie. Okazało się, że osobą przeprowadzającą badanie będzie... Czeszka. Pani była dość rozmowna, stwierdziła, że w Pradze pracuje w poniedziałki i piątki, a na środek tygodnia przylatuje na konsultacje do nas (i tak od siedmiu miesięcy). Początkowo zapowiedziała USG obu piersi, następnie przeraził ją mój stary guz i kilkakrotnie dopytywała się, czy był diagnozowany przez biopsję, i czy ktoś ze mna rozmawiał o operacji. Po czym stwierdziła, że nowy problem to faktycznie cysta. I od razu zapowiedziała, że będzie ściągać płyn tu i teraz. Jak zapowiedziała, tak spróbowała zrobić: wbiła mi igłę pod kontrolą USG, i długo próbowała coś wyciągnąć. Momentami było OK, w innych chwilach bolało dość mocno. Obserwowałam ekran i widziałam, że nic się nie dzieje (tj. cysta jak była tak dalej jest), choć owa pani twierdziła, że idzie dobrze. Po czym oddaliła głowicę skanera od mojej piersi, i szybko wyciągnęła igłę twierdząc, że już po wszystkim. Udało mi się zerknąć na strzykawkę i przysięgłabym, że była... pusta. Za to z miejsca ukłucia wystrzelił mi na pierś strumień krwi... Miałam zapytać, czy faktycznie płyn został ściąnięty, ale przyszło mi na myśł, że jeszcze zechce próbować ponownie - a miałam już dość. Zapytałam zatem, czy teraz zrobi badanie USG drugiej piersi. Stwierdziła, że nie (nie zdziwiło mnie to, bo badanie trwało już dość długo) - nie miałam się chęci wykłócać, bo ja z tych mało-kłótliwych...

I teraz czekam na opis, a przy okazji zastanawiam się, czy dawać tego pierwszego guza pod nóż, czy nie...

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>