Moje codzienne zycia kawalki...
sobota, 30 grudnia 2006
Po Swietach z Chmielewska

Pisze z kafejki w Warszawie, i zaraz musze leciec dalej, wiec nie bedzie to dlugi wpis...

Dolecielismy szczesliwie, Boxing Day udalo nam sie juz swietowac w PL. Dziekuje wszystkim za mile zyczenia. Przez tamten paszport nie udalo mi sie wyslac zyczen tak jak zamierzalam, ale coz - jestem ograniczona czasem, a niezbyt dobra jesli chodzi o time management.

Teraz jest oczekiwanie na Nowy Rok. Przyszly Malz MSH lubi swietowac, wiec troche gosci bedzie. Szczerze napisawszy ja nie lubie parties, bo zle czuje sie nie znajac towarzystwa, ktore sie zna. Totez planuje pokazac sie na piec minut, a potem uciec na dol do MMZ i z Nim, i z Rodzicami spedzic Sylwestra. No, i jest jeszcze opcja spedzania Sylwestra po ciemku, ale z tego pewnie nic nie wyjdzie.

W kazdym razie chcialam pochwalic uczestnictwem w spotkaniu z Joanna Chmielewska. Na corocznych spotkaniach TWCH z JCh bywac nie moglam, bo tak wychodzilo... w tym roku sie udalo. Smiesznie bylo, milo bylo. Sprawozdanie jest na gazetowym forum Chmielewskiej, w watku o sprzataczkach (sa tam tez linki do zdjec - tutaj np. jedno z nami: http://img162.imageshack.us/img162/9414/pc280041hr0.jpg i tutaj: http://img151.imageshack.us/img151/9086/061228fotkibumbecki010au0.jpg ) Fajnie bylo, szybko sie skonczylo, mam nadzieje na wiecej za rok. :)

ps. Pawel byl zabojczo podobny z profilu i ze sposobu bycia do pewnego znanego aktora. Bardzo mi sie spodobal... ;)

poniedziałek, 25 grudnia 2006
Swieta z paszportem

Przez ostatnich trzydziesci pare godzin istnialo zagrozenie, ze maly paszport urosnie do rozmiarow wielkiej gory i przysloni mi caly swiat. W sobote wieczorem stwierdzilam, ze moj paszport nie lezy na swoim miejscu. Zaczelam go szukac. Szukalam do drugiej w nocy, ale bezskutecznie. Wczoraj, zamiast przygotowywac sie do Swiat (i wyjazdu), rowniez probowalam szukac. Szukanie szlo mi troche jak po grudzie, bo najpierw trzeba bylo choinke i dom udekorowac ("bo Sw. Mikolaj nie bedzie mial gdzie prezentow polozyc!"), potem cos tam jednak ugotowac. Pozniej zrobilo sie pozno i czas bylo do kosciola na dziecieca Pasterke, a prosto z kosciola do A. i G. na przepyszna Wigilie. I wszystko byloby dobrze, gdyby nie fakt, ze siedzialam az do prawie dziesiatej (krocej nie wypadalo), a zoladek z nerwow zwiazal mi sie w supel.

MMZ z Wigilii wrocil zadowolony: wybawil sie, a i dostal wymarzone prezenty (przy czym smiesznie bylo, bo wcale o nich wczesniej nie wspominal, a w czasie rozmowy z G. wlasnie tego sobie zazyczyl, choc G. pytal Go o cos innego - z prezentami nie zwiazanego... ot, dziecko!). Ja rowniez wrocilam zadowolona, ale zdenerwowana. MMZ usypial bardzo dlugo (bo martwil sie, ze swoim szukaniem splosze Sw. Mikolaja). Ja szukalam do drugiej, po czym przespalam sie trzy i pol godziny z przerwa i wstalam szukac dalej. Przed siodma wreszcie znalazlam. W tym miejscu musze podziekowac mojemu Aniolowi, bo bez Jego (Jej?) natchnienia nie przyszloby mi do glowy tam sprawdzic. W kazdym razie jest, i o ile nic innego nie wyjdzie, to jednak jedziemy. MMZ sie zmartwi (boi sie leciec), ale MM sie chyba ucieszy. :)

Przez szukanie paszportu nie zlozylam Wam zyczen, ale i tak przeciez wiecie, ze zycze Wam (i nam) wielu Lask Bozych. Niech radosc z Dzieciatka zostanie w Waszych sercach na caly rok (i dluzej!).

Teraz juz uciekam pod prysznic, i MMZ budzic, bo czas otwierac prezenty... ;)

niedziela, 24 grudnia 2006
Znow klopot(y)

Dzisiejszy dzien przelecial bardzo szybko. Nagle obudzilam sie, ze Swieta tuz-tuz... ale po kolei...

Rano zrobilismy z MMZ rundke po naszych dwoch "rejonach" czerwonych skrzynek. ;) Poszlo OK - tylko trzy do liczenia, :)) przy czym musze jeszcze policzyc, bo nie mialam kiedy. Jutro zanosi sie na "busy day" (rano Msza, potem liczenie z odwozeniem, kilka kartek tez trzeba doreczyc, potem Wigilia i Pasterka, a w miedzyczasie PANIKA!!! - ale o tym zaraz).

Po poludniu odwiezlismy Shadow'a na "wakacje". Tym razem az mi smutno go bylo zostawiac - miejsce dosc daleko stad (nic innego nie moglam wykombinowac w tak krotkim czasie, i to jeszcze w Swieta). Kiepsko tam ma: bardzo blisko autostrady, wybieg wprawdzie duzy, ale bardzo zimny i pusty, a do tego chyba brak ogrzewania - choc facetka zapewniala mnie, ze jest. Ogolnie mowiac baba nie przypadla mi do gustu, ale nic na to poradzic juz nie moge - nie mialam innego wyjscia. :(

W drodze powrotnej wstapilismy z MMZ po zakupy; kilka rzeczy dla dzieciakow na jutrzejsza Wigilie, kilka drobiazgow dla MMZ, dla mnie buty. Przy okazji poszlismy do mojej fryzjerki. Ja wygladam bombowo (choc tylko podcinala), MMZ tez OK, ale zmoczyli Mu cale plecy, a On nic nie powiedzial az dopiero duzo pozniej. Pojechalismy na obiad, a potem jeszcze na male zakupy...

W domu wzielismy sie niezle do pracy (bylo juz pozno). I nagle okazalo sie, ze brak mojego paszportu. Przeszukalam juz cale mieszkanie i nigdzie nie ma. Caly czas mial byc na miejscu - dlatego wczesniej nawet do glowy mi nie przyszlo panikowac. :/ Teraz naprawde zaczynam sie ostro martwic. Ale juz nic nie poradze - jest pozno, ciemno, zimno. Jestem zmeczona, a do tego kaszle. Zaraz wylacze kompa, pojde spac, a rano jeszcze poszukam. Potem udam sie na policje - moze znalezli?? Ale jakim cudem wyszedl mi z szuflady???

Ech, chyba osiwieje do poniedzialku.... :/

sobota, 23 grudnia 2006
Super-dzien!

Spalismy do dziesiatej! Wstalismy o jedenastej! Bylo wesolo!

Potem byl lunch kolo Brent Knoll (typu: swiateczny, bo przeciez mnie nie bedzie, a tak lubie roast). :) Potem byla wizyta u Piratow, i... bardzo mila niespodzianka, bo okazalo sie, ze otwarto tam nowy dzial: zwierzatka... rozne, rozniste... Ale przede wszystkim przepiekne ryby tropikalne tez byly i calkiem mnie zachwycily. Ryby przepiekne, roznokolorowe. Do tego koniki morskie, rozgwiazdy i cos, czego w zyciu nie widzialam nawet na zdjeciach, a co przypominalo swoim wygladem bardzo naszpilkowana mine morska (? czy tez wodna, nie wiem jak to sie fachowo nazywa). Czarne bylo, z dlugimi szpilami na wszystkie strony. Inne, rowniez czarne, byly ze szpilami krotkimi, ale za to duzo grubszymi. Cudo, mowie Wam!

Potem byl wyjazd w druga strone, na Happy Feet. Sam film mi sie troche dluzyl, momentami nudzil, ale musze przyznac, ze: 1) MMZ sie bardzo podobal i wcale Go nie nudzil (wiec moze ja po prostu za stara jestem), a po 2) efekty wizualne byly swietne - bardzo dopracowane i szczegolowe. Ja tam znawca nie jestem, ale choc raczej nie poszlabym na ten film drugi raz, to ogolnie milo sie go ogladalo.

Na koniec MMZ namowil nas na pizze. I znow bylo smiesznie, milo i smacznie. ;) Potem jeszcze tylko podroz autostrada i droga A we mgle, i powrot do domu. Z tego wszystkiego calkiem zapomnialam o moim prezencie, ktory moge "otworzyc, gdy tylko bede chciala" (czyli nie musze czekac na Swieta). Moze sie jeszcze dzis skusze? ;)

Tak wiec - mimo prawie nieprzespanej (przez uporczywy kaszel, i bol glowy - od zatok) nocy - dzien spedzilam milo i przyjemnie.

Jutro (dzisiaj?) czeka mnie bardzo pracowity dzien. Musze rozwiezc duzo kartek, zebrac czerwone skrzyneczki (mam dwa razy tyle co poprzednio osob), odwiezc kota, zrobic kilka pran, posprzatac, ustroic choinke i dom, przygotowac sie do wyjazdu, zrobic zakupy dla dzieci A.... Uff! Ide spac. Dobranoc!

czwartek, 21 grudnia 2006
Rocznica

Dzisiaj jest rocznica - a wlasciwie dwie; obie historyczne i niewiele majace wspolnego z terazniejszoscia, a jednak milo jest poszybowac na chwile mysla do skarbnicy pamieci i odkurzyc tamte imiona...

Pierwsza (chronologicznie) osoba do wspominania to TS - dzisiaj sa jego urodziny. Brittany byc moze go pamieta, bo on chyba tylko rok starszy od Niej jest... Pamietasz Tofika M? Tofik byl moim pierwszym oficjalnym chlopakiem. Krotko, ale intensywnie. I mimo wszystko milo go wspominam... :) Ponoc mieszka teraz w Lomiankach.

Druga data to 21/12/1991r. Szalony dzien, ale ja i tak sie (glupia) cieszylam. Tylko smutno mi bylo, bo widzialam, ze MM byla niezadowolona. Teraz Jej sie nie dziwie, choc i wowczas sie nie dziwilam. A jednak, mimo wszystko, milo wspominam moj slub cywilny z Alan'em. I pomyslec, ze to juz pietnascie lat! Ciekawe, czy on o tym dzis rowniez pomysli...

środa, 20 grudnia 2006
Nadal szukam ducha
Skonczylam z pisaniem pracy; mam spokoj do konca stycznia. Wprawdzie na oko ja napisalam (rozpiska mi zaginela), ale moze bedzie OK. Powinnam sie teraz uczyc do egzaminow, ale zrobie sobie przerwe do konca tygodnia i... juz znalazlam sobie kolejne zajecie! ;) Zirytowana jestem coraz bardziej faktem, ze nie moge znalezc kilku wpisow na blogu dotyczacych ducha... Probowalam szukac systematycznie, probowalam na wyrywki. Probowalam nawet robic search'e przez wyszukiwarki, ale nic z tego nie wychodzi. Duch sie rozplynal w wirtualnym swiecie. I co ja teraz zrobie? Wiem co zrobie - do roboty! Do jutra musze znalezc!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>