Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 29 listopada 2015
I ciąg dalszy nie nastąpił...

I ciąg dalszy nie nastąpił - przynajmniej nie w formie wpisu na blogu.

Początkowo miałam w planach opisanie procesu zdrowienia po dyslokacji łokcia, ale życie - jak zwykle - miało inne plany. Teraz, po prawie pół roku od wypadku, po prostu już mi się nie chce wracać do tego wszystkiego. Łokieć, cudem jakimś, jest ponownie sprawny. No, może nie w 100%, bo całkiem wyprostować ręki się nie da, a i praktycznie cały czas są w niej jakieś bóle czy inne napięcia. Ale samochód prowadzić mogę (a bez tego było jak bez przysłowiowej ręki), na codzień wszystkie czynności też wykonuję jak dawniej, i tylko staram się nie podnosić nią więcej niż 5-7kg.

Czas ucieka, świat się zmienia, a człowiek starzeje. Daj pracuję, gdzie pracowałam, choć ostatnio zmieniło mi się trochę w pracy - np. wprowadzili grafiki, i tak w tym tygodniu będę dyżurować wieczorami, co mało mi pasuje. Miałam wprawdzie ofertę pracy gdzie indziej, ale jeszcze nie zaakceptowałam, bo czekam na wyniki ze szpitala... O tym może innym razem.

MMZ wielki już bardzo, w swoim zespole gra, w szkole Mu dobrze idzie i ogólnie nie mam z Nim żadnych problemów. :) Dziękować Bogu.

Po dziesięciu latach ascezy zakochałam się na nowo, ale nieszczęśliwie chyba tym razem, bo choć utrzymujemy kontakt, to jednak za bardzo się różnimy i nic z tego raczej nie będzie. Może tak i lepiej.

I tak życie się toczy. Niewiele więcej mam do zapisania w tej chwili, tak więc i skończę w tym miejscu. Czytelników pozdrawiam serdecznie. :*

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>