Moje codzienne zycia kawalki...
wtorek, 25 listopada 2008
O ubikacji, koronie i...

Balagan mam. Wszedzie. Stosy papierow (wszystko przemieszane: uczelnia, praca, listy, starocie, dzialalnosc, MMZowe, uczelnia, praca, listy...)! Ech! Do smierci sie z tym nie uwine... :/

Mialam wystawiac na eBay'u. Co roku obiecuje sobie, ze pozbede sie nadmiaru rzeczy (wyrzucic szkoda, spieniezyc by sie przydalo...) - i pewnie jak zwykle obudze sie gdzies w styczniu...

Malo tego, o prace sie staram - taka, co to nie da rady w niej wziac urlopu na Swieta, bo to u nich szczyt wszystkiego - i wlasnie zlozywszy podanie i przeszedlszy rozmowe przypomnialo mi sie, ze z MMZ wyjezdzamy przeciez. I co ja teraz zrobie???

Jutro WIELKI DZIEN. Tylko, ze nic z tego nie bedzie, bo MMZ mial w nosie i sie nie staral. Teraz by chcial, ale zaloze sie, ze nic z tego. Mial spora szanse, ale len zwyciezyl - szkoda. Jade tylko dlatego, ze prosi... Oj, beda lzy!

Dzisiaj bylam u dentysty. Spilowal mi moja wlasna, nadlamana korone, i zalozyl sztuczna. Za tydzien ma zalozyc juz stala - nowa. Majatek to caly kosztowac bedzie (no, prawie £400). Wkurzona jestem, bo zab robiony byl poltora roku temu i wtedy zaplacilam prawie £300. Zlamal sie, dziad!

Ale apropo dentysty. Bral mi dzisiaj odcisk szczeki, i wzial z calosci. I teraz nie wiem, czy mam spodziewac sie, ze tak zle z moimi zebami, ze juz szykuje sie sztuczna szczeka, czy tez inny jest tego powod. Gdy tak sobie te odlewy, czy raczej odciski bral, to mialam wrazenie, ze szykuje sobie praktyczne modele do rozpoznawania moich zwlok... Sad, nie?W kazdym razie mam nadzieje, ze mi sie te zeby nie przysnia - jak mi sie snia, to zwykle fabula jest taka, ze rozpada sie taki zab na kawalki, i ja go czuje w ustach przerazona, ze bede miala dziure w uzebieniu... Przebudzenie jest wprawdzie mila niespodzianka, ale sam sen - makabra!

Zostane jeszcze na koniec przy snach. Od czasu do czasu miewam sny o szaletach publicznych. Cos strasznego - zwykle odwiedzam je za potrzeba, kible sa strasznie brudne, a ja budze sie z niesmakiem. I tak sie zastanawiam co jest takim wielkim syfem w moim zyciu? (Tj. co przez taki oblesny sen moj mozg probuje mi powiedziec?) ;) Nie wierze w sny jako takie, ale uwazam, ze sa one odzwierciedleniem naszych mysli, przezyc, roznych wydarzen z ciagu naszego zycia. Mysle, ze mozg sobie jakos to wszystko porzadkuje. Sny dobrze pamietam, i zwykle moge sobie kazdy fragment powiazac z tym, co sie dzialo/co slyszalam/widzialam/myslalam, etc. Brudnego kibla - nie kojarze. Moze to te stosy papierow z poczatku wpisu? Na szczescie juz od jakiegos czasu (no, bedzie ze dwa tygodnie) byl spokoj z szaletami. Mam nadzieje, ze nie znajde sztucznej szczeki w szambie...

I tym optymistycznym akcentem powiem juz dzisiaj dobranoc. ;)

sobota, 22 listopada 2008
Sorry!

Nie cierpie zamykania bloga, bo tylko z tym klopot, ale tym razem musialam, i chyba juz na stale... Podejrzewam, ze znalazl mojego bloga ktos, kto nie jest tutaj mile widziany... Wlasnie przyuwazylam w statystykach... I chyba sobie ow ktos nie pojdzie, bo raz znalazlszy bedzie chcial sledzic dalej... Ryzyko, ze znajdzie bloga bylo zawsze, ale jakos nie bardzo sie tym przejmowalam. Teraz jednak - widzac taka mozliwosc - przejelam sie.

Tak wiec musicie sie - drodzy Goscie - pogodzic z potrzeba uzywania klucza... Sorry!

Aaaaaaaaaaaaaaagh!

Zaraz ide spac! Ale zanim pojde, to kilka slow o ostatnich dniach...

W ubieglym tygodniu mialam dwie obserwacje - poszlo swietnie. Za to wczoraj na lekcje przyszly dwie osoby... Nie wiem, czy to kombinacja chorob, pracy i strachu przed egzaminami, czy tez ludzie wyjezdzaja w poplochu do PL i okolicy...?

Po pierwsze: wczoraj mialam czarny czwartek. Moze nie tak drastyczny, jak seria trzech czarnych czwartkow pod rzad w 1984r., ale mimo wszystko... Rano, jadac na rozmowe, bylam swiadkiem jak tuz przed maska Spotty'ego samochod potracil rowerzystke. :/ Potem, otrzymalam okropne zdjecia z wypadku, gdzie przepolowiony zostal mlody chlopak (przyszly z Ameryki bez ostrzezenia, a ja akurat jadlam kolacje...) - w polaczeniu z widzianym rano wypadkiem nie bylo to zbyt mile. Nie zdazylam porzadnie ochlonac, a tu kolejny e-mail, tym razem od znajomej z Exeter... Zdziwilam sie, bo link byl polski, choc ona jest Turczynka... I kolejny szok: seria ostrzezen dla kierowcow - ostrzezen bardzo graficznych i bardzo grajacych na emocjach. Po takiej dawce rannych i zabitych mialam wrazenie, ze chyba nie bede chciala usiasc za kierownica przez dluzszy czas. Jednak oczywiscie dzis rano usiadlam...

Dzis bylam na szkoleniu w T. Wrocilam nawet zadowolona, tylko szkoda, ze nikt mi za moj czas nie zaplaci (bo pojechalam z wlasnej woli, a nie w delegacje...). Wieczorem byl P. z pizza. Obejrzelismy z MMZ Enchanted - bylo troche smiechu... Rano jade na zebranie do T., a MMZ do kina. Potem wybieramy sie ogladac Tardis (czy jak temu tam) i spolke...

Z praca ciezko. Jeszcze mysle pozytywnie. Na szczescie. :)

wtorek, 11 listopada 2008
Optymistycznie!

Wypadek czwartkowy pomine milczeniem, bo mnie cos trafi. Za to w sobote pojechalismy przed poludniem do B. - ja na event (ktory byl dluzszy niz myslalam, mniej informujacy niz myslalam, a na ktorym to event'ie poznalam ekstra facia, ale zaobraczkowany, wiec niestety nic z tego... szkoda jednak, bo byl fajny)... Pozniej jeszcze zwiedzilismy nowy stary statek, i zjedlismy jedzonko w Szopie w WSM (jak zwykle nastrojowo bylo, tylko MMZ jakis taki malo wyrazny... chyba rutinoscorbin powinnam Mu dac, ale nie mialam przy sobie)...

Niedziela byla mokra, wiec zostalismy w domu (momentami dobrze sie bawiac, to znow ocierajac lzy z powodu kina)... Wieczorem pojechalismy do T. i bylo dobrze. :)

Dzisiaj zas z rana znow nic nie zrobilam, choc naprawde mialam w planach. Za to zrobilam rzeczy, ktorych w planach nie mialam: podwojne zmywanie, tlumaczenie dla LSa, rozmowa z Borowka, drogie zakupy i pospieszna kawa (chyba skarge napisze!)... W miedzyczasie jednak zrobilam kilka rzeczy planowych: Winter Check dla Spotty'ego, admin kursu w college'u, przygotowanie ekstra lekcji na wizytacje John'a I, i wizyte w banku... Odebralam MMZ, ale Jego gitary juz nie...

Lekcja byla bardzo dobra - jestem z siebie, i moich studentow zadowolona. Z John'a I tez jestem zadowolona, bo docenil. ;)

Jutro caly dzien pracuje, ale wieczorem bedzie albo kino, albo wycieczka, wiec patrze z optymizmem w przyszlosc. ;)

piątek, 07 listopada 2008
Pan S. i zelazko

LOL. Usmialam sie wczoraj calkiem niespodziewanie...

Otoz Dziecina moja miala pierwsza lekcje niemieckiego: u mnie w domu, z native speaker'em. I w pewnym momencie testowali zapytanie: "co lubisz?" - z mozliwymi odpowiedziami typu: "ogladac TV", "czytac", "matematyke", "football", etc. Nagle padlo pytanie: "co lubisz robic najbardziej?" po czym calkiem bez namyslu, ale z namaszczeniem i calkowitym przekonaniem MMZ odrzekl: "ironing"...

W zwiazku z powyzszym przypomniala mi sie inna opowiastka - sprzed lat, z udzialem p. S....

Otoz, MM czasem wspomina, ze pewnego dnia, gdy bylam pelnoletnia juz nastolatka, podczas codziennych odwiedzin p. S zrobilo sie w moim pokoju bardzo cicho, a zaniepokojona MM wpadla do nas pukajac, i udajac, ze cos tam chce... Podejrzewala Bog wie co... I co zobaczyla? Otoz ponoc p. S i ja odmawialismy rozaniec. Doprawdy - uwierzyc trudno... hahahaha.

czwartek, 06 listopada 2008
Britka, kupujesz???

Slyszalam juz podczas mojej ostatniej wizyty w PL, ale tutaj masz czarne na bialym:

http://wyborcza.pl/1,94898,5889146,Najdluzszy_budynek_w_Polsce_na_sprzedaz.html

 
1 , 2
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>