Moje codzienne zycia kawalki...
środa, 28 listopada 2007
Na kilku frontach...

Nie moze zbyt dlugo byc spokojnie...

Najpierw w noc z poniedzialku na wtorek obudzilam sie przed trzecia z calkowicie wyschnieta jama ustna (zapewniam, ze nie pilam nic wyskokowego)... Wstawac musialam ze cztery razy, by pic wode (niestety z kranu, bo zejsc mi sie na dol calkiem nie chcialo)... Dziwnie sie czulam, ale jakos przezylam. Zaraz we wtorek sprawdzilam poziom cukru we krwi, ale jest w normie chyba - 5.3? (- co do jednostki to nie mam pojecia). Za to jeszcze w nocy wysylac mialam sms'a do MSH, jako, ze Jej urodziny wlasnie sie zaczely, ale stwierdzilam, ze nie bede Jej budzic... (Po czym naturalnie okazalo sie, ze owej nocy MMSH umieral, i Dziewczyna trzymala Go o owej porze za kroplowkowana reke...)

Za to wtorek juz calkiem okazal sie byc bombowy. Wlasnie poznym popoludniem zrzeklam sie miejsca dla MMZ w szkole, do ktorej od wakacji sie wybieral... Nie moge przeciez wymagac, by trzymali dla Niego miejsce nie wiadomo jak dlugo... Rozmowe z PH. zakonczylam stwierdzeniem, ze wszystko w reku Boga. (- Dla pewnosci zreszta zaraz potem sie udajac do lokalnych agencji celem sprawdzenia, czy nie znajdzie sie jednak jakies mieszkanie...: nie znalazlo sie, i z czystym sumieniem wrocilam do domu.)

Jeszcze w drodze do domu otrzymalam wiadomosc od H., ze chce ze mna porozmawiac. Myslalam, ze chodzi jej o podniesienie czynszu... ale okazalo sie, ze daje nam wymowienie, bo chce dom sprzedac...

Potem wisialam przez dobre pol godziny starajac sie dodzwonic do PH celem odkrecenia sprawy. Coz, ja chyba w zlej godzinie wymowilam, ze chce miec interesujace zycie. ;)

poniedziałek, 26 listopada 2007
To juz jutro!

O matko i corko!

Za siedem godzin musze wstac, wyszykowac MMZ do szkoly, odwiezc Go do opiekunki, potem wyszykowac siebie i udac sie do L. do pracy. W dodatku nie wiem na ile czasu jutro ide, a o 18-tej mam nastepna prace. Lekcje na wieczor juz jako-tako przygotowalam, ale co dalej? Ja nie mam co na siebie wlozyc! Poza tym mam dwie prace do napisania na ostatni tydzien, przygotowanie lekcji do prowadzenia na wtorek (jutro nie bedzie czasu), a do tego sporo innych dupereli pisemnych! AAAAAAAAGH!

W dodatku MMZ niezle mi przez ten weekend za skore zachodzil; najpierw okazalo sie, ze w nowym prawie materacu wycial (przez przescieradlo i pokrowiec na materac) pokazna dziure, bo chcial klape zrobic do czolgu (Jego lozko jest dosc wysokie, wiec sobie umyslil, ze pod spodem zrobi czolg!). Wkurzylam sie, bo z ta propozycja niby w zartach wyszedl na poczatku ub. tygodnia i powiedzialam Mu wowczas, ze to niezbyt madry pomysl, bo materac by zniszczyl. Widac nie uwierzyl. Malo tego, co chwila znajduje cos zlamanego, zepsutego, etc. - juz sily nie mam. Zbuntowalam sie i powiedzialam Mu, ze jak nie szanuje swoich (i moich) rzeczy, to nic nie bedzie dostawal...

Malo tego; wczoraj musialam Go wziac na moje lekcje, i troche przeszkadzal. I pomyslec, ze jak byl malutki to nigdy z Nim problemu nie bylo! Ja sie do tego nie nadaje; jak ja bylam mala - juz w Jego wieku (a i wczesniej), to swoj rozum jako taki mialam i raczej nic nie niszczylam... Grrr!

Czy ja juz pisalam o naszych wyglupach jesli chodzi o refleks slowny?

Najpierw, jechalismy do W. i MMZ spiewal piosenke, ktora za kazdym razem spiewa sie szybciej. Wlasnie skonczyl spiewac ja po raz pierwszy (z moja pomoca), i mowi: "Mum, now go faster!", a ja na to momentalnie: "I can't!". On: "And why not?", a ja: "Nie widzisz, ze speed limit do 30mph mam???" LOL

Wczoraj zas dla odmiany to ja zaczelam spiewac sobie na melodie: "kiedy ranne wstaja zorze"... tekscik typu: "(cos-tam-cos-tam-cos)...jedzie Michal z migdalami..." - na co moj Synus momentalnie odpalil: "NO WAY!!!". (- Dopiero po chwili do mnie dotarlo, ze chodzi Mu o to, ze migdaly ma przeciez wyciete.)...

OK, uciekam konczyc lekcje na jutro. Zyczcie mi szczescia. :)

sobota, 24 listopada 2007
Znow przelotnie

Juz zabieralam sie do napisania kilku slow, a tu budzik sie wlaczyl i MMZ wlasnie wstaje (pospala sobie Kruszynka, nadrobila troche zaleglosci tygodniowe)...

W tym tygodniu MT wrocil po dwunastodniowym pobycie do PL. Lecial z Bristol'u; to jednak wygoda z tym blizszym lotniskiem.

U mnie jak zwykle WIELKIE zabieganie. Sprobuje to opisac w jednym zdaniu (na wiecej chwilowo wciaz nie mam czasu): zyje, matkuje, ucze sie (PGCE i CIPD) i ucze (polskiego [sic!] i ESOL), a do tego pracuje na wlasny rachunek, zas od poniedzialku ide do pracy na trzy dni w tygodniu na stanowisku Key Account Manager. Czy ktos wie jak rozciagnac dobe do 48-miu godzin?

MMZ tez dobrze sobie radzi: uczy sie naturalnie, ale poza tym gra w klubie pilki noznej, plywa, spiewa (w tym tygodniu byl nawet na audition do choru katedralnego; nie udalo Mu sie tam dostac, ale nie ma sie co dziwic - to byla Jego pierwsza proba).

OK, czas zasiasc do przygotowania lekcji dzisiejszej (dzisiaj wczesnym popoludniem ucze doroslych ESOL: poziomy E3 i L1). Ciekawe, jak mi dzisiaj pojdzie - po raz pierwszy bede miala MMZ ze soba (wczesniej opiekowal sie Nim Dziadek). Moze zreszta zadzwonie do Goski i zapytam, czy by nie chciala sie Nim zaopiekowac przez te trzy godzinki? Zawsze tak namawia...

piątek, 16 listopada 2007
Mialam...

...napisac dluzsza notatke, bo mam moc spraw do omowienia, ale spac mi sie zachcialo, zimno w plecy zaszczypalo i postanowilam, ze znow odloze do "nastepnego"...

W kazdym razie melduje uprzejmie, ze zyje, duzo zmian sie dzieje, czasu na pisanie niet...

Ale kiedys wroce.

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>