Moje codzienne zycia kawalki...
wtorek, 29 listopada 2005
No ladnie!

Dzwonil wlasnie do mnie ow specjalista w sprawie Macka. Wiesci nie sa pomyslne...

Dwie bardzo niepokojace sprawy to:

  • istnieje podejrzenie, ze mu na mozg padlo. Jesli tak, to koszt operacji bedzie wielki. :(
  • problem okolo-sercowy bedzie sprawdzany we czwartek poznym wieczorem... wynik badania powinien wyjasnic, czy w ogole warto podejmowac leczenie...

Tak wiec do czwartku wieczorem musze wstrzymac oddech. Hmm. Nie miala baba klopotu...

Tragiczna wiadomosc

Od kilku dni moj Maciek kiepsko sie czuje. Udalo mi sie wreszcie umowic go do lekarza specjalisty, bo wczesniejsze proby dowiedzenia sie czegokolwiek o jego kondycji dawaly mierne rezultaty (tj. ciagle mi mowiono, ze jestem przewrazliwiona, ze nic mu nie jest... ze jak na swoje lata, to jest w swietnym stanie...).

Dzisiaj specjalista zrobil mu badania diagnostyczne, obsluchal, opukal...

Werdykt: cos tam mu sie leje, cos tam do gruntownego przeczyszczenia, termostat do wymiany... i najgorsze: cos sie dzieje z organami wspomagajacymi serce... przez co owo moze w kazdej chwili moze pasc i juz nie wstac o wlasnych silach.

I co ja mam teraz biedna zrobic? Nie uzywac go?

Co za dzien!

Rano znow bylismy prawie spoznieni, ale za to dojechalismy w komforcie. :) Zaraz po doprowadzeniu MMZ poszlam odwiedzic J. I zaraz tez sie wkurzylam, bo okazalo sie, ze zamierza zdzierac. Trudno. Pewnie, ze zaplace. Co mam innego zrobic???

Pojechalam po drodze oddac Macieja. Tam zas na miejscu okazalo sie, ze wszystko jest dobrze. Moze nawet lepiej. :) Dalsza droge do pracy odbylam w skowronkach, dziekujac Bogu za Jego Dobroc, ktorej doswiadczam na codzien. :))

W pracy, jak to w pracy. Zrobilam, co mialam w planie... Well, prawie. Troche mi zostalo, bo jak zwykle wyskoczylo cos naglego... Jutro mam nadzieje dokonczyc. Wyszlam z pracy spozniona. Popedzilam do banku. Wystalam w ogonku. Wplacilam czek, po czym uswiadomilam sobie, ze musze jeszcze dobrac i wplacic gotowke... Znow swoje odstalam.

Zawiadomilam SDC o zmianach obowiazujacych od dzisiaj, odwiedzilam Sue, przy okazji dosc dlugo pogadalam z Carol, i udalam sie po zakupy... Znow stalam w kolejce dwa razy, po po pierwotnym zaplaceniu i dojsciu do samochodu przypomnialam sobie, ze czegos tam nie kupilam..

Potem wsciekly ped na jedzonko i przebranko. Odwiedziny u MMatt'a, gotowanie spoznionego obiadu, jedzenie, bawienie sie, mycie, czytanie i usypianie - czyli jak zwykle... :)

I dopiero gdy MMZ usnal moglam poczytac e-mail'e. I znow ta sama historia: pierwszy bardzo dlugi i bardzo kochany. Drugi krotki. Tez pewnie kochajacy, ale jakze przypominajacy mi dawne czasy... :/

Zobaczymy, co bedzie. Dobrze, ze chociaz sobie porozmawialam dzis wieczorem...

poniedziałek, 28 listopada 2005
Forma Przetrwalnikowa

Forma! Gratulacje! Jestes w Top75!!! :)

niedziela, 27 listopada 2005
Sami, ale nie samotni

Znow sami. MSH wrocila na Lono Rodziny. Maciej zawiozl nas bezpiecznie na lotnisko (i z powrotem do domu). :) Fajnie sie z nim jechalo, ale ciut za duzy jak dla mnie. Wole Macka. ;)

Pusto bez Siostrzyczki. :( Ale coz poradzic. Swietowala dzis. Jej Chlopak obiecal Jej prezent i kwiaty, i pewnie z ciekawosci tego prezentu nie mogla zostac dluzej... ;) - bo powiedzial, ze jak nie wroci dzis, to go nie dostanie... Terrorysta! Ale przykro Jej dzis bylo, bo z rana napisal, a ani slowa zyczen... Coz. Napisalabym tutaj cos, ale znow mi sie dostanie... ;)

Jutro zaczyna sie Nowa Era. Nadeszla nagle i nie jestem zbytnio na nia przygotowana. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Tymczasem ide usypiac MMZ, bo juz od prawie godziny sie meczy biedaczek i Mu to nie wychodzi...

Potem jeszcze tu zajrze.

sobota, 26 listopada 2005
Lodowato

Zimno jest. Lodowato wrecz! Polnocny wiatr podszyty mrozem, ale i wyspiarska wilgocia przeszywa do szpiku kosci. Bylismy dzisiaj w u piratow, a potem ganialismy sie wsrod wydm. Przez chwile mialam wrazenie, ze bedze ku Baltykowi... Na skraju plazy jednak owa lodowatosc zawrocila nas i pognala znow do samochodu.

Potem poszlismy do kosciola. Spotkalismy Sarah z Mama, i z Wookash'em. Wrocilismy nie-moim samochodem (moj odpoczywa, bo nie bylam pewna, czy jutrzejszej podrozy by podolal). Przeciez nie moge zawiesc Chlopaka MSH (- ktory, jak sie wczoraj dowiedzialam - NB. laskawie mi wybaczyl...). ;) Usmialam sie serdecznie, i bardzo jestem szczesliwa, ze mi wybaczyl (tylko nie bardzo wiem co...). :)) Nie poczuwalam sie do winy. ;)

Teraz szczesliwa wcinam prawdziwe pierogi z kapusta i grzybami, i jestem zadowolona. Do czasu, bo jutro bedzie mi smutno... Niech mnie ktos pocieszy (jutro). :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>