Moje codzienne zycia kawalki...
niedziela, 08 lutego 2009
Dzien Kobiet

Za miesiac Dzien Kobiet - alez ten czas leci! Dopiero co witalismy Nowy Rok, a tu juz prawie polowa lutego... Dni mam tak wypelnione zajeciami, ze nie zostaje mi juz czasu ni energii na bloga. Szkoda mi, bo kiedys zapisywalam dokladnie codzienne zycie - a teraz wydarzenia uciekaja do niepamieci... podejrzewam, ze myslac o tym okresie bede pamietac tylko jeden wielki blur. :/

Juz nawet nie pamietam jaki ostatni byl moj wpis, ani na czym skonczylam jesli chodzi o kalendarz. Moze wiec choc zanotuje kilka wydarzen z ostatnich dni:

O dwoch dniach kursu w Bristol juz chyba wspominalam. Jesli nie, to bedzie okazja wspomniec w tym tygodniu, bo czekaja mnie trzy kolejne dni tego samego szkolenia...

W ub. tygodniu bylam w C. - poznalam bardzo mila dziewczyne. :)) Moze sie zaprzyjaznimy? W kazdym razie chetnie bede z Nia wspolpracowala. :)) Gdy wyszlam z biura w C. na zewnatrz bylo dosc cieplo, a od polnocy nad wzgorzem rozciagal sie przepiekny, choc dosc chlodny i otoczony bialo-rozowymi chmurami blekit nieba. Totez tym wiekszy byl moj szok, gdy wyjechawszy na autostrade, zobaczylam nadciagajaca od poludniowego-zachodu olbrzymia chmure - wielka, niska, czarna - wygladala na burze sniezna. Faktycznie: mniej wiecej w polowie drogi dosiegly mnie jej wypustki - na szczescie tylko przelotnie bombardujac wielkimi platami sniegu. Za to po przyjezdzie do B. zaskoczylo mnie przerazliwe zimno. Pewnie owa chmura przyniosla takie nagle ochlodzenie. W kazdym razie dziekowalam w mysli MM ze szal z kapturem, ale mimo nakrycia glowy czulam sie przemarznieta do szpiku kosci. I pomyslec, ze ja zwykle nie lubie nosic czapki...

Ostatnie dni to rowniez przeboje ze sniegiem. Po raz pierwszy od mojego pobytu w UK od 1991r (z nieco ponad roczna przerwa) widze taki snieg tutaj. Owszem, zdarzalo sie kilka razy, ze troche bialego puchu spadlo - ale tego nie da sie przyrownac. Pamietam kiedys jeszcze w BR: rano sypalo przez kilka godzin, i nawet ciezko bylo na rowerze jezdzic, ale zaraz po poludniu zaczely sie roztopy, a na drugi dzien juz nic nie bylo. Potem raz w Downton snieg przykryl grunt, ale tez po kilku godzinach znikl. Byly tez opady sniegu na wzgorzach; pamietam moja wycieczke zima do Cheddar Gorge - po wjechaniu na gore nagle zaskoczona zostalam widokiem zimy wokolo... Ale teraz to i na slizgawki, i balwany, i wojne na sniezki, i anioly (a nie orly) starczylo! I nadal lezy. :) We wtorek MMZ nie byl w szkole. W piatek tez nie - w oba dni szkola byla zamknieta. Ciekawe jak bedzie jutro... W piatek siedzialam w E. w kafejce przez kilka godzin. Towarzyszyl mi zrobiony przez kogos snowman z moimi inicjalami na "piersi". LOL - smielismy sie, ze wiedza jak honorowac gosci.

cdn.

wtorek, 03 lutego 2009
Kochać to nie znaczy...
"Kochać to nie znaczy
wziąć drugiego człowieka,
aby siebie wzbogacić,
napełnić, lecz darować siebie,
drugiemu człowiekowi,
aby jego wzbogacić (...)

Trzeba się długo trudzić
w pracy nad sobą,
by gest brania stał się
gestem dawania (...),
gdy mówisz: kocham cię
- mówisz: daruję ci siebie.

Aby móc się darować,
musisz sam siebie posiadać,
a czy ty już naprawdę jesteś
w pełni posiadaczem siebie?"

Q. Reussir
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>