Moje codzienne zycia kawalki...
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Żonkile

Od ponad tygodnia wokół mojego miasta zaczęły rozkwitać żonkile. Niektóre nieśmiało rozwierały swoje słoneczne główki, inne wręcz przeciwnie - pięły się ku słońcu nic sobie nie robiąc z faktu, że styczeń, że przecież to nawet nie jest jeszcze środek kalendarzowej zimy...

Dziś wieczorem wracałam z A. Przepięknie świeciły gwiazdy przebijające się nawet przez światła lamp ulicznych i ogólne zbyt mocno sztucznie oświetlony świat. Rzadko zdarza się aż tak dobra widzialnośc: dziś jednak było bardzo mroźno. :) Trawa w blasku latarki iskrzyła maciupeńkimi  diamencikami, które tu i ówdzie widoczne były również na suchych z pozoru ulicach.

Wjeżdżając do mojego miasta ujrzałam kolumny przemarźniętych żółtych kwiatków: smutnie pospuszczały łebki i zdawały się poddać zimie... :/

* * *

Ku pamięci dodam, że byliśmy dziś na spacerze nad rzeką T., a potem na pysznym obiadku w Tawernie niedaleko autostrady. Jeszcze później zaś udaliśmy się grać w kręgle (z okazji 20-stych urodzin Jess). Milo było, ale krótko. :P

czwartek, 27 stycznia 2011
FMI, FMI, FMI!

Wszystko idzie nie tak, jak trzeba! :/ Dobrze chociaz, ze chwilowo sily jakby mam wiecej. :)

Ale sami powiedzcie! Chocby tylko w dniu dzisiejszym:

1. Zaspalam ciutke na sam poczatek.

2. Zmarzlam straszliwie idac z parkingu na szkolenie: cala droga w twarz wial mi lodowaty wiatr.

3. Wrocilam na czas, ale za to zaraz w progu polinternatu otrzymalam list zawierajacy wymowienie uslug, bo klub zamykaja... Co ja teraz zrobie z MMZ???

4. Przyjechalismy do domu, i okazalo sie, ze dzwonili z L. Wkurzlam sie niesamowicie, bo wczoraj do nich dzwonilam w odpowiedzi na ich telefony, i po dlugich rozmowac (ciezko bylo sie dogadac, bo ja mam akcent dosc mocny, a i facet mial mocny akcent indyjski) wszystko bylo wyjasnione i zapiete na ostatni guzik. A figa! Dzis znow sie od nowa Polska Ludowa... Malo tego, okazalo sie, ze AOL zazadal na rozstanie podwojnej stawki (tj. taki niby rachunek). Wyklócilam sie, i zredukowali na "zegnaj" (z uwagi na moj dlugi staz), ale niesmak pozostal. I to duzy. Tyle tego dobrego, ze z niewiadomego mi powodu moje konta jeszcze dzialaja, choc polaczenia przez AOL juz chyba nie mam...

5. Kilka dni temu spedzilam online dobre dwie godziny pozna noca, bo formularz, ktory chcialam wypelnic w wiadomym mi celu wydawal sie dosc prosty. Hahaha! O naiwnosci ludzka. Zaprogramowane toto bylo tak, ze po napisaniu paragrafu czy dwoch i nacisnieciu "next" wyskakiwala czerwona wiadomosc, ze jest blad. Ale jaki blad? Myslalam, ze moze przydlugi tekst jest co-nie-co, bo ja wode lac potrafie... To meczylam sie i redukowalam. Dalej blad... Po czym np. okazywalo sie, ze box nie przyjmuje znaku "dwukropek"... W kazdym razie bedac juz przy koncu formularza zostalam zaskoczona pytaniem, na ktore nie bylam przygotowana. Zastanowilam sie przez chwile i wpisalam odpowiedz, ktora uwazalam za najblizej zgodna z prawda. Po czym pozniej okazalo sie, ze jednak pamiec mnie mylila, i odpowiedz powinna byc ciut inna. Dzis poprawilam blad, ale nie wiem, czy sie udalo poprawic, czy tez nie, bo system daje mi dwie rozne odpowiedzi. I badz tu babo madra!

6. MMZ wydaje sie byc idacym w kierunku choroby. Jeszcze tego mi brakowalo! Jutro urwanie glowy, weekend tez juz zaplanowany. Roboty wszedzie cala kupa do zrobienia, a tu taka perspektywa. W dodatku zaczal sie nad soba uzalac, ze przez to zamkniecie klubu popoludniowego wyleci z druzyny futbolowej w szkole, bo nie bedzie mogl chodzic na treningi... Mazal sie jak przedszkolak i nie dawal sobie przetlumaczyc, ze jeszcze nic nie wiadomo. Ech, zycie...

OK, dosc tych rozmyslan. Czas na sen. Byc moze.

czwartek, 13 stycznia 2011
AOL czyli 12 i pół roku

Po prawie dwunastu latach i sześciu miesiącach przestaję być klientem AOL. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony przyzwyczajenie i setki (jeśli nie tysiące) adresów e-mail'owych, których nie mam czasu skopiować. Z drugiej: może taki start od nowa wyjdzie mi na dobre? Ale znów jestem zazwyczaj lojalnym klientem, więc odejść trudno. Chociaż, jak im powiedziałam, że chcę zamknąć konto, to zgodzili się od razu (czyli wcale im nie zależy). Ech, nie lubię rozstań...

W każdym razie ostrzegam, że za kilka dni moje AOL'owe adresy przestaną działać.

niedziela, 09 stycznia 2011
Happy New..., itd.

Happy New Year Wszystkim, dużo zdrówka (itd.)!

* * *

Zajrzałam tu na chwilę, bo przez e-mail'a przyszło zawiadomienie, że się Yoska odezwała... Patrzę i co widzę? Otóż za dwanaście pierwsza czasu mojego lokalnego ktoś (oprócz mnie) spać nie może i czyta... Wzruszyłam się i postanowiłam napisać choć kilka słów:

Dziś byliśmy w W.: MMZ na zebraniu, ja zaś po sklepach połaziłam (całych trzech!). Przy czym zrobiłam trzy zakupy, których nb. nie miałam w planie. Ale zadowolona jestem, bo już i prezent dla P. od siebie mam (MMZ miał już wcześniej), i telefon nowy (i taki jak chciałam), a i kasztany już mi się kończyły.

Tymczasem w domu wprowadziłam nowe żelazne prawo. Skasowałam wszelkie zakazy i nakazy, ale w kwestiach spornych "mum's word is final" i już. Jak dotychczas działa bezbłędnie. Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłam?

wtorek, 04 stycznia 2011
Czas na duże zmiany

Święta, święta i... po świętach. :/

Święta minęły nam spokojnie, ale bardzo fajnie. Śnieg się wreszcie rozpuścił (któregoś dnia wstałam i zdziwiłam się, że na zewnątrz jużnie jest biało, ale... zielono.

Wigilię spędziliśmy w domu, w Pierwszy Dzień Świąt po południu odwiedził nas P. Potem my odwiedziliśmy Rodzinkę mojego Chrześniaka. Sylwester znów był tylko we dwoje, ale wcale nam to nie przeszkadzało, bo dobrze się bawiliśmy. Ogólnie jest chyba lepiej, bo MMZ mniej agresywny. Ostatnio nawet zaczął trochę o mnie dbać. ;)

Dziś były u nas NK i IK; obiadzik wyszedł mi taki raczej wyśmienity (dzieciaki brały potrójne dokładki!). Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała, bo w planie mieliśmy Lumpus'a (czyt. Lampus'a), ale rozkapuśniaczkowało się i wycieczkę trzeba było przełożyć. Apropo wycieczki... wczoraj byliśmy na wycieczce z P. w mojej ulubionej katedrze (jak zwykle piękna, i jak ostatnio - w połowie niestety zamknięta). Ale nocą od środka jej chyba jeszcze nie widziałam, więc mimo wszystko było trochę wrażeń. Wcześniej zaś był smaczniutki obiadzik u White Lion'a koło M., i tamtejszy Landlord który sympatyczny był i przypominał mi moje czasy z początków pobytu w UK (czyli sprzed prawie 20-stu lat).

Niestety, kończy się przerwa świąteczno-noworoczna. Miło było, ale sie niestety skończyło. Jutro czas do pracy. I nie zanosi się na łatwy dzień. Najpierw muszę rozplątać zagadkę zwiazaną z dwiema instytucjami, którym przed Nowym Rokiem zapłaciłam (pieniążki płacone dwóm wylądowały na koncie tylko jednej z nich!), a wieczorem zaś będę przeprowadzała ważną rozmowę, która wpłynie na moją teraźniejszość i przyszłość. Czekam na wieści od potencjalnego nowego pracodawcy, zaś w obliczu znaków czasu zamierzam fundamentalnie zmienić dużo rzeczy w moim (naszym) życiu. Teraz tylko Błogosławieństwo Boże jest potrzebne, a wszystko będzie jak powinno być.

"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>