Moje codzienne zycia kawalki...
środa, 31 stycznia 2007
Bez tytulu

Chyba pojde dzis wczesniej spac; wprawdzie moglabym zaczac pisac kolejna prace, ale jutro tez jest dzien (ktory zreszta nie wiem co przyniesie; rozmawialam z nauczycielka MMZ i ustalilysmy, ze przyprowadze jutro MMZ do szkoly - o ile nie bedzie zadnych zmian - i na miejscu zadecyduja, czy moze zostac, czy nie...). Wprawdzie nie jestem spiaca, ale zdrowy (?) rozsadek mowi mi, ze trzeba odespac poprzednia noc.

Jutro czeka mnie ciezki dzien; ostateczna decyzja w sprawie przeprowadzki. Lubie podejmowac decyzje. Ale tym razem jest mi jakos smutno; budget domowy rozciagniety na max'a (zepsuty samochod wcale mu nie pomogl), i tak naprawde nie wiem, czy teraz jest sens pakowac sie w przeprowadzki (takie cos badz co badz sporo kosztuje). Z drugiej strony taka okazja pewnie mi sie dlugo nie trafi; przy tabunach Rodakow szukajacych mieszkan cos w miare "taniego" (no, roznica £10 miesiecznie), a w miare spokojnej czesci miasta (choc nie tej, gdzie chcialam) i na dobrych warunkach to jednak gratka.

Zreszta, kto wie? Moze jestem juz szczesliwa posiadaczka duzej wygranej na Lotto? (Losowanie bylo dwie godziny temu...). ;) Bo na bogatego pana, w ktorym moglabym sie zakochac raczej nie licze. :P

Nie podaje tytulu; jakos nic mi sie nie chce myslec... widac mozg wzial na serio moja deklaracje wczesniejszego snu... dobranoc.

Porada i... co dalej?

NHS Direct poradzilo, bym zglosila sie z nim najpierw do aptekarza - moze cos poradzi. Zanim MMZ sie ubral i zjadl sniadanie minela godzina. Wysypka prawie zniknela. Poszlismy po dziewiatej do lokalnej apteki. Pan aptekarz zgodzil sie rzucic okiem. Przy kolanach juz prawie nic nie bylo. Poprosilam MMZ, by sciagnal skarpetke i bingo! Piekny wysyp w calej swej okazalosci... Spojrzelismy na rece MMZ, i choc dziesiec minut wczesniej juz nic prawie na nich nie bylo, okazaly sie byc na nowo wysypane... Pan ogladajacy stwierdzil, ze to grzybica i kazal smarowac mascia.

Nie jestem lekarzem, ale w grzybice nie uwierzylam. Postanowilam poprosic kogos o druga opinie. W przychodni jednak mieli tylko "sit and wait clinic", i to dopiero po poludniu. Trudno, zgodzilam sie.

Poczekalismy do drugiej i wybralismy sie w droge... Zajechalismy na 20 minut przed rozpoczeciem "clinic" i okazalo sie, ze przed nami juz sa cztery osoby! Weszlam z MMZ do poczekalni, a tam cala kupa ludzi - wiadomo: sezon chorobowy sie zaczal... Nie chcialam tam siedziec. Ale minor illnesses nurse tez nie bylo wolnej. Wzielam wiec MMZ za reke, i poszlismy do "naszej" (nie mylic z "lokalna") apteki; mily pan zobaczyl nas od reki. Stwierdzil, ze choc uczulenia na cos nie moze wykluczyc, to raczej jest to cos pochodzenia wirusowego (prawdopodobnie H, F & M - ale w jakims lekkim przebiegu). Zapytalam o szkole. Uslyszalam, ze kategorycznie "TAK! Do szkoly!" Ale przeciez, mowie, to jest zarazliwe... on zas na to, ze choc wie, ze jego decyzja popularna w szkole nie bedzie, to jednak lepiej jest, gdy dzieci swoje odchoruja za mlodu, to zachorowan w doroslosci i powiklan potem nie ma, a i odpornosc jest... Hmm. Ciekawe co szkola  i opiekunka na to jutro powiedza...

Lokcie, palce, stopy...

Po czterech godzinach snu z trudnoscia zwloklam sie z lozka. Bylo jeszcze ciemnawo, i wszystko we mnie protestowalo przeciw wstawaniu. Przemoglam sie jednak, i zaczelam budzic MMZ. Kiedy wreszcie mi sie to udalo, okazalo sie, ze Jego stopy, lokcie i rece sa obsypane jakas wysypka. Wyglada to troche jak odra badz rozyczka, ale przeciez nie ma innych symptomow. Uczulenie? Nie wiem. Nic takiego nie jadl, by dalo Mu wysypke.

Oczywiscie musialam zawiadomic opiekunke, szkole i moja uczelnie, ze sie w najlepszym wypadku spoznimy. Teraz trzeba bedzie do przychodni leciec na kontrole...

Ech, zycie. To juz nie kamyki na mojej akademickiej drodze. To glazy. ;)

Ale za to pogoda jest piekna; sloneczko przyswieca, ptaszki spiewaja. Wczoraj to juz wiosne czulo sie w powietrzu...

wtorek, 30 stycznia 2007
Kawa przed polnoca

MMZ zasnal, choc sporo nas to kosztowalo. Teraz moge wziac sie za ciag dalszy pisaniny... Juz mi to wszystko uszami wychodzi i zaczynam watpic, czy dobrze potraktowalam temat. ;) Odnosi sie on do obecnego pradu mysli, ale na wykladach facet podkreslal, ze chce omowienie historyczne poprzednich szkol myslenia, w nawiazaniu do obecnego... Tak zrobilam/robie. Ale przed chwila przeczytalam temat, i zastanawiam sie, czy lepiej nie bylo pojsc za intuicja i skoncentrowac sie jedynie na obecnej teorii; bo tak by wynikalo z tematu... Grrrr!

Z nocy nici; jutro MMZ musi byc u opiekunki o 7:30, co znaczy pobudke najpozniej tuz przd siodma... Jesli posiedze do trzeciej, to moze i skoncze... Teraz jednak lece po kawe i znikam stad. Dobranoc.

Problem z Blox'em

Nie wiem czy to tylko u mnie, czy cos sie dzieje - Blox w okolicach lunch'u praktycznie na jakis czas stanal, a i Gazeta zwolnila bardzo. Chwilowo jest niby lepiej; mam nadzieje, ze tak zostanie. :)

Troche mi szkoda, bo zrobilam sobie fajny test na Emotional Intelligence i wynik wyszedl taki bardzo prawdziwy. Ale w miedzyczasie, probujac zaladowac blox (by sobie wynik zapisac) kliknelam na to co nie trzeba i stronka z wynikiem sie zamknela. :/ Never mind. Jak bede miala czas (LOL! chyba jak umre), to test powtorze i wtedy skopiuje tutaj.

Tymczasem wracam do pisania... calkiem mi dobrze idzie (w porownaniu z dniem wczorajszym). Chyba mi jest nawet wesolo! (Co jest o tyle dziwne, ze powinnam byc w depresji... temat pewnie dla Formy; jeszcze mi tutaj bipolar zdiagnozuje!). ;)

Po latach szukania...

I.K. sie znalazla! :D

Co mozna powiedziec uslyszeniu Glosu, ktorego nie slyszalo sie przez lata? Niesamowite wrazenie!

Mysle, ze Kaska byla troche zaszokowana. Ale kto by nie byl, gdy po tylu latach nagle slyszysz imie, ktorego uslyszec sie nie spodziewalas? ;)

Ciesze sie bardzo. Wymienilysmy sie adresami. Mam nadzieje, ze sie do mnie odezwie. :) Bede czekac (nie)cierpliwie.

* * *

W zeszlym roku byl na naszej starej Sorbonie zjazd absolwentow. Ja niestety pojechac nie moglam. Ale dzwonilam do szkoly, by poprosic o przekazanie mojego kontaktu ewentualnym dawnym kolezankom i kolegom z klasy - o ile przybeda. Z tego, co slyszalam, frekfencja byla niewielka, a z naszej klasy to chyba nikt sie nie stawil. :/

Szkoda. Totez bardzo cieszylam sie w ubiegle lato, gdy udalo nam sie spotkac z Iwka. Po tylu latach. Obie wspominalysmy I.K. i Agate-Agnieszke. Z tym, ze kontakt z A-A jakis istnial, a z I.K. nie.

Ja szukalam I.K. od lat. Moze malo aktywnie, ale nie chcialam sie narzucac. Po wielu latach przyjazni ostatnie miesiace czy spotkania przypadly nam na czas przed moim wyjazdem na stale do UK w '93r. I.K. miala wowczas nowa przyjaciolke, ja pelne wyzwan malzenstwo. Bylo kilka niedopowiedzen, a moze nieporozumien. Nic wielkiego niby, ale wystraczylo, bym nie wiedziala tak do konca, czy I.K. chcialaby byc "znaleziona" czy tez nie. W ciagu tych czternastu lat wyslalam kilka listow. Nie bylo na nie odpowiedzi. Znow trudno bylo zgadywac, czy byl to przypadek, czy wybor. Ale mysl o ponownym nawiazaniu kontaktu ciagle sie pojawiala. Totez pisalam o tym tutaj, pisalam na forum Z. (gdzie jak wiesc gminna niosla I.K. sie przeprowadzila). Pisalam na forum TWCh. Ostatnio na Odnajdzmy sie. Ciesze sie, ze sie udalo. Choc dzwoniac dzis do I.K. robilam to z postanowieniem, ze jezeli Ona nie bedzie chciala utrzymywac kontaktu, to te wole oczywiscie uszanuje. Nic na sile.

Dlaczego szukalam? Nie wiem. Mysle, ze dlatego, ze mimo wszystko nie da sie wymazac Kogos, kto byl wazny w naszym zyciu, ot tak z pamieci... Dlatego, ze chcialam sie upewnic, czy wszystko u Niej OK; i ze nie nosi zadnej do mnie urazy? Moze z uwagi na tyle wspanialych i mniej wspanialych chwil spedzonych kiedys razem; z uwagi na wspolne wspomnienia?

Za kazdym razem bedac w Warszawie pamietalam o rozgladaniu sie za I.K.; swiat jest maly (kiedys w Londynie spotkalam kolezanke z tego samego miasta, ostatnio w malym miescie w UK moj kuzyn spotkal kolege z podstawowki)... zawsze mialam nadzieje, ze moze sie spotkamy. Nawet podczas ostatniej wizyty w Arkadii mialam wrazenie, ze Ja widze, ale nie bylam do konca pewna... Wiem, jak bardzo ja sie zmienilam - w moim rodzinnym miescie ludzie mnie nie poznaja wcale...

Podczas mojego ostatniego pobytu u Rodzicow siedzialam na strychu i przegladalam swoje stare zapiski. Niewiele ich pozostalo (szczegolnie tych z pierwszej klasy, niestety). Ale bylo ich dosc, by na nowo "smiac sie i plakac" wraz z Kaska. Ech, to byly czasy!

* * *

Przyznac musze, ze znalezienie okazalo sie na sam koniec dosc latwe... Ale kto wiedzial, ze po tylu latach prob znalezienia - m.in. ksiazki polskich prywatnych numerow telefonicznych w Internecie - taka ksiazka nareszcie istnieje! ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>