Moje codzienne zycia kawalki...
Blog > Komentarze do wpisu
Szalony tydzień

Szalony tydzień nam się zaczyna, a właściwie, to już się zaczął od środy (mało tego! Potrwa do niedzieli!)...

* * *

Wysyp zajęć i atrakcji rozpoczął się w środowy wieczór dzwonieniem na wieży.

Przedtem była jednak jeszcze akcja z króliczkiem koloru beżowego, którego to króliczka znaleźliśmy na chodniku po drugiej stronie jezdni, pod płotem Muriel. Na szczęście MMZ skojarzył, że to może być zwierzątko sąsiadów zza zakrętu i poleciał wszcząć alarm. Wprawę już miał, bo we wtorek ratowaliśmy w podobny sposób zagubioną kurę!

Po kilku chwilach, gdy już udało mi się przeprosić Muriel (chciała pogadać, a nam się spieszyło) i gdy króliczkiem zajęła się MMZ'a rówieśnica wraz ze swoim ojcem, poszliśmy dalej - udało nam się dotrzeć do kościoła w ostatniej chwili. Potem było owo dzwonienie (tym razem MMZ uczył się sam), a gdy szłam o 21-szej po Niego znalazłam po drodze wyrośnięte pisklę kosa. Siedziało sobie wystraszone pod wysokim murem z kamienia, wprost na chodniku, na rogu ulicy.

Ech, tutaj natura jest na każdym kroku. Nadal cieszę się, że się tu przeprowadziłam, i uwierzyć nie mogę, że naprawdę tu mieszkamy...

Ale wracając do rzeczy:

We czwartek było zebranie w W. w sprawie bierzmowania. Poszło OK, a ksiądz-gość bardzo, ale to bardzo przypominał mi zarówno wyglądem jak i głosem oraz samym sposobem mówienia mojego ŚP. Wujka (również księdza). Wróciliśmy późno, a piątkowy wieczór również okazał się dość wypełniony, bo MMZ miał zbiórkę harcerską połączoną z grill'em.

W sobotę byliśmy na festynie, a potem skoczyliśmy do W. do sklepu ogrodniczego pooglądać kwiaty i nie tylko...

Niedziela: MMZ z rana służył do Mszy (drugi tydzień z kolei w nowym kościele, ale tym razem bezbłędnie.. w przeciwieństwie do ubiegłego tygodnia, gdy był trochę zagubiony - choć sam tego nie zauważył - ale nie ma się co dziwić, bo nasz kościół jest więcej niż wiekowy i trzeba się do jego rozstawu przyzwyczaić). Potem pojechaliśmy na obiad do S. (smaczny, ale śmiesznie było, bo okazało się, że kart nie biorą - dobrze, że ja miałam gotówkę przy sobie). Po obiedzie MMZ się przebrał i zawiozłam Go na podchody. Wrócił całkowicie przemoczony (lało pod koniec), ale szczęśliwy.

W związku z tym deszczem zapisać chcę jeszcze dwie myśli: raz, że lało naprawdę bardzo mocno: krople spadały olbrzymie i gęsto - z głośnym packaniem rozpryskiwały się o szybę samochodu - ale ciężko to było zauważyć czy usłyszeć, bo z powodu natężenia wody dzwięki zlewały się ze sobą. Krople zresztą również. I nagle te potoki wody spadającej z nieba Ktoś jakby automatycznie wyłączył! W jednej chwili z chmur leciała woda "kubłami", a w drugiej nic, cisza, i ani kropli deszczu więcej! Nigdy niczego takiego nie widziałam i bardzo żałowałam, że nie miałam włączonej kamery... ;) Druga zaś myśl to taka, że wśród czekających był Tata Toma, N. i poznał mnie ze swoim kotem, który był naprawdę niesamowity! Nie dość, że bardzo przystojny (kot, nie N.), to jeszcze w dodatku nic sobie nie robił z deszczu: mokry już był, a jednak spokojny krokiem chodził wśród kałuż i szukał przyjaznych dusz (lubi się przytulać - może zresztą chciał sobie futerko wytrzeć). Gdy wsiadłam do samochodu wskoczył na karoserię z przodu, potem na dach, po czym po dłuższej chwili zjechał na łapach jak na sankach po mokrej szybie z przodu! :)

Jutro czeka nas występ MMZ w przedstawieniu teatralny, we wtorek pożegnanie z dzieciakami ze starej szkoły, a środa będzie w ogóle nie do pomyślenia, bo po szkole MMZ ma godzinę pływania w klubie, potem praktycznie odrazu kolejną godzinę pływania w ramach pożegnania z obecną klasą, po czym ma być party, ale MMZ (ani ja) już się nim nie nacieszy, bo trzeba będzie pędzić, by się przebrać i lecieć do W. na bierzmowanie.

Muszę jeszcze zadzwonić do K., która ma pełnić rolę sponsora (jak tutaj nazywają świadka). Ale to już jutro, bo dziś naturalnie jest za późno. Teraz czas na sen.

Dobranoc!

ps. Właśnie przeżyłam chwilę stresu, bo mi cały napis zginął (nacisnęłam ctrl+V zamiast ctrl+C), ale na szczęście funkcja "odzyskaj treść (...) wpisu" zadziałała!

poniedziałek, 18 lipca 2011, mjones2233

Polecane wpisy

  • Melduję...

    ... że jeszcze żyję. 😊

  • Ojej!

    Ojej! Jak ja już dawno tu nie zaglądałam (że o pisaniu nie wspomnę!). Dzisiaj też zresztą nie miałam takiego zamaru, ale zachciało mi się zajrzeć na foto-bloga

  • Święta

    Święta właśnie minęły. Cichutko, szybciutko - inaczej, niż zwykle. Jutro (a właściwie to już dzisiaj) kolejna niedziela... Dobrze, że poniedziałek będzie wolny,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/07/18 21:54:10
No to dużo sił na ten czas! Oby Wam się wszystko jak najlepiej udało!!! :) :*
-
2011/07/18 23:56:27
Dzięki! :*
ps. piękne zdjęcia, a i teksty Z. powalające! ;)
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>