Moje codzienne zycia kawalki...
Blog > Komentarze do wpisu
Drugie podejscie

Po ostatniej, krotszej nocy MMZ byl jednak chyba zmeczony - poszedl spac przed 21-sza! :) Zreszta, co tu duzo pisac - atrakcji mial dzisiaj sporo. :))

Rano poplywal. Potem udalismy sie do DCastle; od lat chcialam tam pojechac... tyle razy przejezdzalismy w poblizu, tyle razy romantyczny zamek przyciagal moja uwage... Nareszcie sie udalo! :)

Z wycieczki jestem zadowolona. Pochodzilismy po wzgorzu (do zludzenia przypominajacym bardzo stare wulkaniczne; choc o wulkanie wzmianki zadnej), poogladalismy pieknie kwitnace kwiaty, drzewa... posluchalismy wiosennych piesni ptasich... Zwiedzilismy zamek (zaskakujaco kameralny w srodku), doszlismy do mlyna, siedzielismy na Lovers Bridge. Zjedlismy pyszne fruit scones ze strawberry jam i clotted cream siedzac na dworzu (i narazajac sie na zmokniecie!) Wrocilismy do domu przez karlowaty las i Sp'ton. Przy czym w drodze powrotnej duzo smiechu wywolal moj komentarz... otoz zdesperowana zatrzymalam sie na znajomym parkingu, gdzie z poprzedniego lata wiedzialam o istnieniu UB. Zadowolona popedzilam do drzwi, po czym okazalo sie, ze sa zamkniete na klucz! Zrezygnowana wrocilam do samochodu. P. widzac moja zdeterminowana mine zasugerowal, ze moze warto zobaczyc, czy meski przybytek jest otwarty, i ze w razie czego on postoi na strazy... LOL. Ja na to z zacieciem: "No! If they do not want my business that's their loss...!" (Chodzilo mi o fakt, ze toalety sa na gruncie prywatnym - przy sklepie i restauracji, i dla zasady po skorzystaniu z UB wstapilabym do restauracji chociazby napic sie tea... Ale oczywiscie P. zrozumial to w inny sposob i smiechu nie bylo konca...)

Wkurzylam sie dopiero pod domem; mialam nadzieje na wczesny sen MMZ, i na dluga kapiel dla siebie. Ostatnio ciagle mi zimno i dlatego tak bardzo chcialam moc sie rozgrzac przed snem. Ale nie bylo mi dane. MMZ glosno zapytal, czy P. moze wejsc do nas sie z Nim pobawic. Oczywiscie nie wypadalo odmowic. Zagryzlam warge i zaprosilam P. Zrobilam obiad, po czym z utesknieniem wygladalam czasu, gdy wreszcie bede mogla pasywnie odpoczac. Ale znow nie bylo mi dane; MMZ i P. grali sobie a to w football, to znow w 4-in-a-row... Ech, mezczyzni. :/ W dodatku MMZ wypaplal P. wszystko, o czym nie chcialam, by P. wiedzial. Trudno sie mowi i zyje sie dalej.

OK, juz raz mi komp sie w tym miejscu zawiesil. Mam nadzieje, ze teraz pojdzie bez problemu...

poniedziałek, 26 marca 2007, mjones2233

Polecane wpisy

  • Melduję...

    ... że jeszcze żyję. 😊

  • Ojej!

    Ojej! Jak ja już dawno tu nie zaglądałam (że o pisaniu nie wspomnę!). Dzisiaj też zresztą nie miałam takiego zamaru, ale zachciało mi się zajrzeć na foto-bloga

  • Święta

    Święta właśnie minęły. Cichutko, szybciutko - inaczej, niż zwykle. Jutro (a właściwie to już dzisiaj) kolejna niedziela... Dobrze, że poniedziałek będzie wolny,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
"> Protected by Copyscape Unique Content Check>>>